fbpx

Bliskie podróże

Szybko, szybko! Ubieraj się! Masz wszystko? Paszport, portfel, bilety? A ładowarkę wzięłaś?! Żeby nie było jak ostatnio, że za kablem pół miasta zjechaliśmy. No. To lecimy!

Każdy, kto choć raz spakował plecak, by ruszyć na spotkanie z przygodą, dobrze wie, co to reisefieber. Podróże uzależniają, na co najlepszym dowodem jest istnienie takich pojęć jak wanderlust czy PTD (post-travel-depression). Pierwsze opisuje nieustanną chęć bycia w drodze, wręcz obsesyjną potrzebę zmieniania miejsca pobytu. Drugie dotyczy tego trudnego do opisania smutku, który dopada nas w czasie powrotu z ekscytującej podróży. 

Od tak dawna kojarzymy urlop z przekraczaniem granic i wyjazdem w nowe miejsca, że zapomnieliśmy o innym, nieoczywistym wymiarze podróży. W momencie, gdy nagle zamknięto granice, a ruch lotniczy wstrzymano, wszyscy miłośnicy podróży poczuli, jakim przywilejem i niedocenianym szczęściem było swobodne latanie po świecie. Ale nie każdy jest cyfrowym nomadą, który pracę zabiera w dowolne miejsce z dostępem do wi-fi. Większość z nas dysponuje ograniczoną pulą wolnych dni. Są też osoby, które z różnych powodów (zdrowotnych, finansowych, politycznych) nie mogą podróżować w pełnym znaczeniu tego słowa. 

Jak sobie radzić, gdy chęć na przygodę rośnie, ale urlopu za mało, na koncie dziwnie pusto lub gdy mamy ograniczoną mobilność? Czy pozostaje nam wodzić palcem po mapie lub trzaskać wirtualne kilometry na Google Street View? Spokojnie, są jeszcze inne sposoby. 

Po amerykańsku

Zwykle żartujemy, że na urlopie to najgorzej spotkać rodaków, za to w każdym zakątku świata natkniemy się na Azjatów. Choć świat stoi otworem i kusi swoim pięknem, nie każda nacja podróżuje równie ochoczo. Jednym z takich przykładów są Amerykanie, którzy rzadko spędzają urlopy za oceanem. Nie wynika to wyłącznie z ignorancji wobec innych kultur, którą tak często się im zarzuca, ale też z wyjątkowo niskiej (na tle innych krajów) dostępności urlopu. Z drugiej strony, żyjąc w tak rozległym państwie, Amerykanie nie czują potrzeby podróżowania gdziekolwiek indziej. Po co wyjeżdżać, skoro większość atrakcji masz na miejscu? Chcesz odpocząć na plaży? Pakuj się na Florydę. Kusi cię Big City Life? Jedź do Nowego Jorku. Marzysz o tropikach? Hawaje czekają. Dzika tundra? Alaska. Pustynia? Arizona. 

Warto czasem przyjąć taki punkt widzenia i rozejrzeć się po własnej okolicy, bo ma do zaoferowania więcej, niż przypuszczamy. W planowaniu lokalnych wycieczek pomocna będzie koncepcja mikrowypraw, którą praktykuje i zaraża nią innych dziennikarz i podróżnik Łukasz Długowski. W swojej książce Mikrowyprawy w wielkim mieście obala mit, że na urlop trzeba wyjechać hen, daleko, bo przecież uciec od cywilizacji można nawet we własnym mieście. Jeśli porzucimy myśl, że urlop jest tylko raz w roku i zaczniemy wykorzystywać wolne popołudnia i weekendy na wyprawy po okolicy, okaże się, że na ekscytujące przeżycia nie trzeba ani długo czekać, ani wydawać całych oszczędności. Czy pod namiot trzeba koniecznie jechać na camping? Znajdź niedaleko domu miejsce, w którym spędzisz noc pod chmurką. Przypomnij sobie, jaką frajdą było w dzieciństwie spanie pod namiotem w ogródku. Dla naszego mózgu każda zmiana otoczenia jest korzystna. 

Za granicą mentalną

To nieprawda, że wyłącznie dzięki wyjazdom możemy badać obce kultury i kształtować swoje nastawienie wobec ich odmienności. Często nie zdajemy sobie sprawy, że podróżujemy, nawet siedząc w fotelu: czytając fascynujące książki podróżnicze lub powieści, przy których tracimy poczucie rzeczywistości. Można też podróżować w czasie, oglądając stare filmy, wertując albumy ze zdjęciami, czytając archiwalne wydania gazet lub słuchając pasjonujących opowieści dziadków. Inną formą „wycieczek myślowych” może być medytacja, choć wymaga już nieco więcej praktyki i zaangażowania.

Psycholog Endel Tulving, prowadząc w latach pięćdziesiątych badania nad pamięcią, zgłębiał zjawisko chronestezji, czyli zdolności naszych umysłów do odbywania mentalnych podróży w czasie. Na drodze ewolucji ludzie odkryli, że przywoływanie przeszłych zdarzeń pomaga wyciągać wnioski i unikać niebezpiecznych sytuacji w przyszłości. Mózg działa jak reżyser, który na podstawie zapamiętanych przez nas obrazów, dźwięków i zapachów wyświetla w naszej głowie film. Zdolność do wspominania pozwala nam przenieść się w dowolną chwilę z przeszłości, by przeżyć ją jeszcze raz lub – co najlepsze – całkiem zmodyfikować. Im szersze mamy horyzonty myślowe, tym dalej możemy posunąć się w swojej wyobraźni. A tę można rozwijać, m.in. angażując się w zajęcia, które pobudzają prawą półkulę mózgu: czytając, tańcząc, słuchając muzyki, układając puzzle – obcując z różnymi formami sztuki.

Przystanek: kuchnia

Na wyobraźnię działają również wspomnienia z minionych podróży. Bardzo często dotyczą one ciekawych przeżyć kulinarnych. Najlepsze restauracje świata zatrudniają tzw. inżynierów doznań, którzy badają, co i dlaczego ludzie zapamiętują po zjedzonym posiłku. Charles Spence, psycholog eksperymentalny, w swojej książce Gastrofizyka udowadnia, że jedzenie może być wykorzystywane do przywoływania wspomnień. Dobrze zaprojektowanie doznanie kulinarne zachęca do ponownej wizyty w restauracji, a jednocześnie może być pomocne przy próbie odtworzenia pamiętnej chwili we własnym domu. I nie szkodzi, że pod względem smaku nie dorównamy talentowi kucharza. Badania pokazują, że i tak częściej zapamiętujemy otoczkę jedzenia (miłą obsługę, muzykę, nietypowy element aranżacji) niż sam smak potrawy. 

Fakt ten można wykorzystać w planowaniu kulinarnych podróży bez wychodzenia z domu. Zadbaj o to, żeby jak najwięcej elementów otoczenia budowało klimat miejsca, do którego chcesz się przenieść. Przykładowo: tęsknisz za Włochami? Przygotuj pyszną carbonarę, do kieliszków nalej toskańskie chianti, w tle puść playlistę Erosa Ramazzotti, a po posiłku zaparz cappuccino i obejrzyj Tamte dni, tamte noce. Marzysz o Kraju Kwitnącej Wiśni? Zaproś do domu sushi-mastera lub samodzielnie pobaw się w rolowanie ryżu. Gotowe sushi koniecznie zjedz, siedząc na podłodze, popijając matchę lub sake (do wyboru). Po japońskiej uczcie włącz film Ptak, który zwiastował trzęsienie ziemi lub zatop się w jednej z książek Murakamiego. Spróbuj eksperymentować po swojemu, odkrywając przy okazji różne smaczki kulturowe. 

Podróże według Grety

To właśnie w odkrywaniu nieznanego tkwi cały romantyzm podróżowania. Ale czy wyprawa do celu oddalonego o dwie godziny pociągiem jest mniej fajna niż ta wymagająca lotu z przesiadką? Nastoletnia aktywistka klimatyczna ze Szwecji, Greta Thunberg, twierdzi, że jest wręcz odwrotnie. To właśnie podróże lotnicze powinny być powodem wstydu (szw. flygskam), bo przyczyniają się do emisji ogromnych ilości dwutlenku węgla, który znacząco zmienia klimat. A skoro sama branża lotnicza poważnie traktuje proekologizm Grety, a ruch Flygskam przybiera na sile, rezygnacja z podróży lotniczych może w przyszłości stać się nową modą. 

Bez względu na to, czy mamy na uwadze dobro planety (choć wszyscy powinniśmy!), czy prędzej przekona nas niższa cena biletów kolejowych, warto zweryfikować własne nawyki podróżnicze pod kątem kilku kwestii. Czy cel podróży wybieram na podstawie własnych potrzeb czy może ulegam aktualnej modzie wśród znajomych lub influencerów? Co naprawdę daje mi podróż na drugi koniec świata, a czego nie mogę doświadczyć gdzieś bliżej? Jakich emocji doświadczam w trakcie podróży i jak mogę je odtworzyć w innych sytuacjach? 

W gruncie rzeczy to proste: podróżujemy, bo… możemy. W dużym uproszczeniu ludzie dzielą się na tych, którzy po udanej wyprawie chętnie wracają do domu – do bezpiecznej przystani, w której miło przycumować po dłuższej nieobecności. Ale są też tacy, którzy walizki tylko przepakowują i dla których koniec jednej przygody jest początkiem nowej. Co to za siła tak nas ciągnie po świecie? Czy to strach przed utraceniem szansy na odkrycie miejsca, w którym byłoby nam lepiej? A może ewolucja podarowała niektórym gen włóczykija, który co jakiś czas podpowiada: no dalej, w drogę! Jedno jest pewne: każdy, niezależnie od możliwości, może pielęgnować w sobie duszę podróżnika – czasem wystarczy się po prostu skupić na mniejszym wycinku mapy. Może być nim nawet własny dom. 

Nasza misja

V mag to wartościowe treści o diecie roślinnej, zero waste i szeroko pojętym świadomym życiu. Rozmawiamy z inspirującymi osobami i dzielimy swoimi przemyśleniami. Chcemy przekonać Cię, że da się znaleźć złoty środek między codzienną gonitwą a życiem zgodnym z naturą. Poszukajmy go razem!