Czas na piknik!

To już ten czas kiedy dookoła wszystko się zieleni, kwitnie, śpiewa, rechocze i brzęczy. Czas kiedy nie chce nam się po zimowej uwięzi siedzieć w domu. Z wielką chęcią opuszczamy miejską dżunglę, albo w jej sercu szukamy namiastki natury. To dobra chwila, aby spędzić cały dzień poza domem, pojechać do lasu, iść na łąkę, a nawet do miejskiego ogrodu czy parku i zorganizować piknik zero waste. 

Skoro idziemy na spotkanie z naturą, zróbmy to z szacunkiem dla niej.

Nie, nie chodzi mi o nie porzucanie śmieci, bo to jest kwestia przyzwoitości i rozsądku. Możemy za to wykazać się większym zaangażowaniem i zorganizować piknik zero waste. Jeśli ograniczamy śmieci w naszym codziennym życiu nie powinno być to dla nas nic trudnego, nowicjusze również powinni sobie poradzić. 

Zacznijmy od kwestii transportu. W zależności od tego gdzie się wybieramy i jak daleko wybierzmy środek lokomocji najprzyjaźniejszy naturze. Zachęcam do rozpatrzenia opcji najbardziej ekologicznych: nogi, rower, komunikacja miejska lub pociąg- te dwa ostatnie, dla dzieci jeżdżących raczej tylko samochodem stanowią dodatkową frajdę! 

Kolejny, najważniejszy chyba punkt pikniku czyli prowiant. Niezbędne będą bidony, butelki na wodę, termosy na kawę lub herbatę. Jeśli boimy się, że zabraknie wody napełnijmy nią np. butelki po passacie, oczywiście to opcja dość obciążająca, więc silne osoby mile widziane. Wybierając się na piknik z chęcią nie wygenerowania żadnego śmiecia mamy dwie opcje, albo przygotowujemy jedzenie od A do Z samodzielnie w domu, albo posiłkujemy się produktami, które możemy kupić na wagę do własnego pojemnika lub woreczka, np. ciastka, drożdżówki, gotowe dania. Poporcjowana owsianka w słoiczkach po dżemie, kanapki w woskowijkach, sałatka w lunch-boxie, zupa w termosie, ciastka, orzechy, suche owoce w woreczkach, zapiekanka w pudełku do przechowywania żywności, opcji jest cała masa. Oczywiście przygotowywanie posiłków nie gwarantuje, że do śmietnika nie wyrzucimy kawałka plastiku, jeśli chodzi o produkty, które bardzo trudno otrzymać w wersji “na wagę“, jak np. tofu. Kolejnym stopniem trudności może być piknik ukierunkowany na żywność sezonową, więc zamiast truskawek z Hiszpanii możemy uraczyć się jabłkiem (wiem, strasznie nudnym już w kwietniu), nie upieczemy też w tym przypadku bakłażana czy cukinii, jednak piknik zyska na mocy zero waste.

Pozostaje zapakować jedzenie do kosza, plecaka, bawełnianej lub izotermicznej torby. 

Wyobrażam sobie jak kuszącą opcją na czas pikniku są plastikowe lub tekturowe talerze i kubki. Wyobraźmy sobie jednak o ile przyjemniej i wygodniej je się ze zwykłego talerza, najprawdziwszym widelcem i nożem. Przy podróży samochodem taka zastawa nie powinna stanowić problemu. Inną opcją jest albo chętny, gotowy do dźwigania, albo porcjowane jedzenie w pudełkach, lunch-boxach czy słoiczkach. Do wzięcia pozostają tkaniny, czyli koc lub serweta i serwetki lub małe ręczniki do otarcia ust czy rąk. 

Jeśli mamy jeszcze miejsce to obowiązkowo pakujemy książkę lub gry, w tym planszówki, gazetę, piłkę, może notes i kredki, co kto lubi robić. A na miejscu słuchamy ptaków, owadów, szumu wody. Jeśli wolisz muzykę, nie zapomnij słuchawek! Po pikniku pakujemy wszystko z powrotem pozostawiając po sobie tylko przygniecioną trawę.

Miłego piknikowania!


Więcej o życiu zero waste dowiesz się z naszego podręcznika “Niezbędnik zero waste”


Autorka: Justyna Mruk
Od niemal dwóch lat staram się ograniczać śmieci. Spełniłam kiedyś swoje marzenie i obecnie mieszkam we Francji wraz z moją małą rodziną. Jestem wegetarianką, praktykuję jogę, kocham język francuski i włoski. Od niedawna tworzę również bloga o tematyce zero waste. Ostatnio marzy mi się nauczanie jogi.
http://www.ecorutine.eu/

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *