Czas relaksu

Większość z nas patrzy na świat z bardzo biało-czarnej perspektywy. Jak ruch – to intensywny. Jak działanie – to wykonane w 100%. Jak relaks – to absolutne nicnierobienie. Sama często wpadam w tę pułapkę i wydaje mi się, że aby się zrelaksować i odpocząć, muszę być w pozycji horyzontalnej i nie wykonywać żadnych działań, ewentualnie czytać książkę czy oglądać telewizję. A przecież spokój ducha można osiągnąć na wiele różnych sposobów, na przykład sprzątając, gotując lub spotykając się ze znajomymi. To jednak wymaga większej ilości planowania i organizacji, a o ile łatwiej i szybciej faktycznie się położyć i “byczyć”. Zwłaszcza gdy wielki, puchaty i ciepły kot wylegujący się na kanapie całe dnie zachęca całym sobą, by do niego dołączyć…

Zbliżający się Nowy Rok tradycyjnie już jest czasem do wprowadzania zmian, postanowień czy nowych nawyków. Na moją noworoczną listę życzeń, które chcę spełnić, trafi między innymi świadome odpoczywanie. Ale też poszukiwanie przyjemności w obowiązkach i dbaniu o swoje zdrowie – np. tańczenie do Modern Talking przy zmywaniu, praktyka jogi przy ulubionej sojowej świecy o zapachu piernika czy przygotowywanie pysznych posiłków do pracy, by czas tam milej płynął. Nie ominie mnie jednak standardowy zestaw “Nowy Rok – nowa ja” i spróbuję wrócić na siłownię i lepiej się odżywiać – trochę traktuję to już w kategorii żartu, ale ponieważ w zeszłym roku faktycznie pierwsze trzy miesiące udało mi się być wytrwałą w swych postanowieniach, w tym roku chcę pobić swój rekord. Wszystko jednak w zgodzie ze sobą i swoimi możliwościami, by dbanie o siebie było przyjemnością i formą odpoczynku, a nie katorgą. Jak to śpiewali Andrzej i Eliza: “Czas relaksu, relaksu, relaksu to czas”.

/ Łucja Wierzchowska

Tekst pochodzi z 32 numery V mag #relaks

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *