fbpx

Cztery naturalne antybiotyki z twojego spożywczaka

Jeśli myślicie, że zawieje nudą – jesteście w błędzie. Nuda to scena rozmowy telefonicznej z recepcjonistką w przychodni, zawijanie się szczelnie w szalik, kalesony i inne swetry, i ponure wleczenie nogami do gabinetu po jakieś lekarstwo na przeziębienie czy inne objawy grypy. Dzisiaj będzie o czterech rzeczach, co w swej prostocie nie mają sobie równych – ale nudne na pewno nie są. Cztery rzeczy, a każda dojrzewająca skromnie w otchłaniach waszych kuchennych szafek, a już na pewno w okolicznym warzywniaku. Macie herbatę z cytryną? No to siup, będzie czym popić. 

W tym roku zima zaskoczyła mnie wirusem. Złapałam go nagle, bez jakichkolwiek znaków ostrzegawczych. Natychmiastowy katar, spadek energii i ból głowy. Jak się okazało, większość moich znajomych również kasłało, churchało i ciągnęło nosem w tymże cudownym okołoświątecznym okresie. Długo nie zwlekając, zerwałam się z kanapy i poskarżyłam babci, a ta natychmiast poszła otworzyć lodówkę. W ten oto sposób zainicjowałam międzygeneracyjną rozmowę wszechczasów. Prezentuję wam mój nieoceniony, sprawdzony na własnym gardle batalion, szwadron, absolutną elitę, w skład której wchodzą owe cztery rośliny na literę C: Chrzan, Czosnek, Cebula i Cytryna.  

Chrzan

Jeśli utknęliście na tym, co zrobiła babcia, spieszę z odpowiedzią. Otóż, wyciągnęła z owych czeluści chłodziarki słoik najprawdziwszego, tartego chrzanu. Takiego, od jakiego z oczu płyną łzy, z uszu leci dym, ale co najlepsze – nos odblokowuje się praktycznie z miejsca (koniecznie miejcie w pobliżu chusteczki higieniczne albo zasmarkacie podłogę).

Specyfik ten jest znany od stuleci. Produkt niezwykle uniwersalny. Można zrobić z niego okłady, przygotować syrop lub zjeść na surowo, prosto ze słoika. Żal byłoby nie wspomnieć też o rozgrzewającej nalewce. Chrzan jest idealny na katar, chore zatoki i bóle głowy – wszystko czego wtedy właśnie potrzebowałam. Ale na tym nie kończą się jego zalety. Gruby weekend, wielkanocne luzowanie pasków czy wizyta u cioci na imieninach? Dolegliwości trawienne: chrzan. Doskwierają wam bóle kręgosłupa czy te reumatyczne? Chrzan! Naukowcy donoszą nawet, że właściwości zdrowotne chrzanu obejmują działanie antynowotworowe. Absolutna supermoc; chwała babciom i ich nieetykietowanym słoikom.

(Jego Wysokość) Czosnek

„Gdyby czosnek został stworzony w laboratorium zamiast z natury, prawdopodobnie byłby to lek na receptę o wysokiej cenie”. (Nutrition Reporter, 2005). Kiedy byłam mała, często przewijał mi się obraz (i zapach) kanapek z masłem i cienko pokrojonym czosnkiem. Moja ciocia uczyła się gastronomii, a kuzynki uwielbiały zajadać się u niej takimi kombinacjami. Nikt nie chorował. Potem nauczyłam się trochę gotować i, raczkując jeszcze w tej dziedzinie, dopracowałam do perfekcji rolę dobrego, biologicznego czosnku w moich daniach. Oznajmiłam go cudotwórcą w ratowaniu najbardziej haniebnych kulinarnych wynalazków, a stamtąd już wszyscy postrzegali mnie jako mistrza kulinarnego fechtunku.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) czarno na białym donosi, że jeden ząbek czosnku dziennie (jakieś 2-5 g) ma kolosalny wpływ na zdrowie. Nie mówimy tu już tylko o przeziębieniach, ale też o obniżaniu wysokiego ciśnienia, co oznacza ochronę przed zakrzepami krwi, a także zwalczaniu zakażeń dzięki swoim bakteriobójczym mocom.

Żadnym sekretem nie jest stężenie witamin w czosnku (przede wszystkim witaminy C i tych z grupy B), ani jego minerałów: arcyważnego potasu, żelaza i fosforu – no i antyoksydanty! Źródło młodości.

Tutaj również przebierać można w kształtach i formach konsumpcji, poczynając od jego surowej wersji (zgnieciony, poszatkowany, zmielony), poprzez pieczenie, jako pasta na kanapkę, syrop czy nalewka. A żeby złagodzić ostry smak i zapach, żujemy potem pietruszkę (i pompujemy tym samym JESZCZE więcej witaminy C).

Dla ciekawych dodam też, że 19 kwietnia w kalendarzu świąt nietypowych uznany został za Dzień Czosnku. Z kolei inną ciekawostką jest, że całe girlandy czosnku pełniły niegdyś rolę odpędzacza zarazy, złych duchów i energii. Ale to pewnie wiecie!

Cebula

W Polsce warzywo to spożywane jest dopiero od XIV wieku. Niemniej udało nam się je ujarzmić i z czasem docenić cały wachlarz jego dobroczynnych cech.

Moją, niezrozumiałą dzisiaj, traumę z dzieciństwa tworzy przygotowywany przez tatę przy każdej okazji przeziębienia sok z cebuli. Składniki tego koszmaru z dzieciństwa stanowiły: słoik, cebula i cukier. Zostawiało się taką miksturę na noc, cebula puszczała sok, a tata nabierał go rano na łyżeczkę, upewniając się, że wszystko ładnie znika w mojej wykrzywionej, nieszczęśliwej buźce, sam śmiejąc się przy tym gromko. Dziś sama robię sobie taki syrop.

Cebula tętni witaminą C i ma imponujące właściwości bakteriobójcze – działa na bakterie jak magnes. Zostawiając ją obraną w pokoju chorującego, zauważymy, że po kilku dniach zacznie się robić czarna, zbierając zarazki z powietrza. To właśnie dlatego po pokrojeniu powinno się ją zużywać od razu, nie dając jej leżeć w lodówce czy na blacie dłużej niż kilka godzin. Teraz do sedna. Kac? Cebula. Wrzody? Cebula! Blizny? Też cebula. Robimy z niej francuską zupę cebulową, używamy jako maści, jemy na surowo w sałatkach, pieczemy, smażymy, wąchamy i pijemy z niej syrop (c’mon, jesteśmy już dorośli!). 

Na koniec myjemy ręce w zimnej wodzie z solą i żujemy pietruszkę, by pozbyć się nieeleganckich, cebulowych odorów. Bonus tip: cebula się nie przypali, gdy ją odrobinę posolimy na patelni.

Cytryna

Aż korci, by powołać się po prostu na odkrycia amerykańskich naukowców i na tym temat zakończyć. Ale dziś urozmaicę wam czytanie i opowiem o własnych, najszczerszych doświadczeniach.

Kiedyś miałam obsesję na punkcie zdrowia i najnowszych trendów. Najpierw pojawiały się suplementy, następnie odżywki, a potem różne superfoodsy w proszku, które to zgrabnie i bez emocji wierciły dziury w budżecie. Uwielbiałam ten rytuał dodawania spiruliny, łyżeczki maca czy zmrożonego plastra Açaí do smoothie. Baobab, jęczmień, lucuma, nie wspominając o karobie czy chia. Wszystko miało swój słoiczek, staranny opis i miejsce na półce, w moim sercu i w brzuchu. Z czasem moja obsesja na te egzotyki opadła, i prawdą jest, że ucierpiał na tym mój system odpornościowy.

Długo unosiła się nade mną ciemna myśl: czym zastąpić te zastrzyki energii w okresie międzysezonowym, gdy mój organizm jest najbardziej podatny na wirusy? Co jeśli już zawsze będę łapać przeziębienia z jesieni na zimę, z zimy na wiosnę, i najpewniej, w środku lata?

I wtedy mnie olśniło. Cytryna przewijała się przez wszystkie pochłaniane przeze mnie treści; jako napój na czczo, dressing do sałatek, shot w połączeniu z imbirem. Szybko dowiedziałam się, że cytryna nie tylko chroni naszą wątrobę. Zdaniem Światowej Organizacji Zdrowia związek znajdujący się w skórkach cytryny, pobudza enzymy wątrobowe, te z kolei pomagają wypłukać toksyny z organizmu i poprawiają pracę jelit. Cytryna to cudowny oczyszczacz i detoksyfikant! Jej stężenie witaminy C chroni mnie jak perska machina wojenna przed przeziębieniem i grypą – kiedy o niej pamiętam. A umówmy się, zimą jej rolę przejmują raczej mandarynki.

Istnieją stany i schorzenia, które wymagają opieki farmaceutycznej, a osiągnięcia współczesnej medycyny są absolutnie fantastyczne. Natomiast nie każdy kaszel i osłabienie wymaga interwencji lekarza. Zanim zajrzysz do apteczki czy poprosisz o receptę, dobrze najpierw zerknąć do kuchni – jest taka możliwość, że udobruchasz sobie setki milionów komórek, sięgając po znane nam od wieków produkty. A moja fantastyczna czwórka to taka baza, z której łatwo zbudować sobie zdrowy, mocny system odpornościowy!

Nasza misja

V mag to wartościowe treści o diecie roślinnej, zero waste i szeroko pojętym świadomym życiu. Rozmawiamy z inspirującymi osobami i dzielimy swoimi przemyśleniami. Chcemy przekonać Cię, że da się znaleźć złoty środek między codzienną gonitwą a życiem zgodnym z naturą. Poszukajmy go razem!