fbpx

Czy bycie eko cokolwiek zmieni?

Moja ostatnia wyprawa do centrum handlowego nie należała do udanych. Co prawda, poszłam tam z rozpisaną listą zakupów i po długiej walce samej ze sobą wzięłam tylko te ubrania, które naprawdę były mi potrzebne. Te które „są ładne, może kiedyś założę na wyjątkową okazję” (wyjątkowa okazja nigdy nie nadchodziła lub nadeszła raz w życiu) zostawiłam na sklepowym wieszaku. Mimo to nie przygotowałam się dostatecznie dobrze. Okazało się, że wzięłam za małą torbę z domu i nie zmieściłam do niej zakupów. Musiałam poprosić o taką sklepową. Plastikową. Już gdy ekspedientka wkładała te kilka bluzek do środka, czułam ogromne wyrzuty sumienia. 

Później zrobiło się gorzej. Zapomniałam swojej butelki, więc pierwszy raz od nie wiem kiedy musiałam kupić małą wodę. W plastiku. Sama dałam sobie ostrą reprymendę. No bo jak to, taka niemarnująca jestem, piszę o ekologicznych rzeczach w Internecie, a teraz sama idę po mieście z plastikową butelką i siatką z sieciówki w ręce. Gdybym była znaną influencerką, portale plotkarskie pewnie od razu by to wykorzystały. Że dwulicowa, że na pewno sprzedała się za kasę, że to tylko na pokaz. Po chwili intensywnego rozmyślania o „grzechu”, jaki popełniłam, poczułam się tym bardzo zmęczona. Zmęczona tym, że codziennie muszę myśleć o tych wszystkich czynnościach, które może uratują świat, podczas gdy inni wcale się nie przejmują i wrzucają śmieci do jednego worka, a każdy owoc w sklepie pakują osobno. Tak jest przecież prościej i oszczędza czas. A tego, jak wiadomo, zawsze nam mało. Zmęczona byłam też tym ciągłym obwinianiem się – o zakupy w sieciówce, o wieczko w napoju na wynos, o zużywanie wacików kosmetycznych i chemii domowej kupionej w sklepie (a przecież mogłabym zrobić ją sama!) czy o ocet w plastikowej, a nie szklanej butelce. W mojej głowie zaczęły pojawiać się myśli, które przez cały czas zagłuszałam. Czy moje działanie ma jakikolwiek sens? Co zmieni to, że jedna osoba dba o środowisko, podczas gdy te ogromne fabryki kompletnie się tym nie przejmują? Czy nie robię tego tylko po to, by zagłuszyć sumienie, by poczuć się dobrą i ważną? Czy moje działania mają jakiekolwiek realne skutki?

Po powrocie do domu zaczęłam szukać odpowiedzi na moje pytania. Cztery godziny i kilkadziesiąt przeczytanych artykułów później miałam jeszcze większy mętlik w głowie niż przedtem. Znalazłam wiele sprzecznych teorii na temat tego, czy warto robić cokolwiek dla środowiska. Mimo to w mojej świadomości na dłużej pozostawały te pozytywne wpisy. Czego się dowiedziałam?

Na produkcję kilograma mięsa zużywa się kilka razy więcej wody niż na produkcję żywności roślinnej. Przeliczyłam sobie, mniej więcej, ile kilogramów mięsa zjada przeciętny człowiek w ciągu roku i wynik był przerażający. Wychodzi na to, że nawet jeden wegetarianin na świecie przyczynia się do poważnej redukcji zużycia wody pitnej. A przecież osób niejedzących lub chociaż ograniczających spożycie produktów odzwierzęcych jest coraz więcej! Nagle moje działania w tym kierunku, nawet te z pozoru niewielkie, okazują się ogromną przysługą dla świata. Tyle litrów wody zaoszczędzonych tylko dzięki moim codziennym, drobnym wyborom. Oprócz wody taka dieta oszczędza na tej samej zasadzie energię i chroni glebę. Podniesiona trochę na duchu szukałam dalej.

Okazało się, że życie bardziej ekologicznie pozwala zaoszczędzić pieniądze. Choć na pierwszy rzut oka produkty w opakowaniach biodegradowalnych i wszystkie zdrowsze odpowiedniki codziennych artykułów wydają się droższe, to długofalowo takie życie zatrzymuje w portfelu pieniądze. W końcu zgodnie z filozofią less waste wiele produktów możemy zrobić sami lub wykorzystać coś ponownie w innym celu, co ogranicza chodzenie na zakupy. Poczytałam też kilka artykułów na temat długu ekologicznego oraz pokrycia strat związanych ze smogiem i globalnym ociepleniem. Przed znalezieniem tych wpisów nie zdawałam sobie do końca sprawy z tego, ile pieniędzy może zaoszczędzić życie less waste.

Odkryłam także dodający otuchy artykuł o tym, że jeśli chodzi o segregację śmieci w naszym kraju, to wcale nie radzimy sobie tak źle. Co prawda z wytwarzaniem energii z odpadów nie jest jeszcze idealnie, ale w niektórych wskaźnikach jesteśmy powyżej średniej unijnej, co jest dużym pocieszeniem wśród negatywnych przekazów na temat naszej polityki ekologicznej.

Po tej chwili zwątpienia dotarło też do mnie, że przecież nie jestem z filozofią less waste sama. Zaraziłam tym moich rodziców, rodzinę i staram się nakłaniać do tego znajomych, przekonując ich chociażby do płóciennych toreb i wielorazowych butelek. A to już jakiś krok. Ja sama skądś się tego nauczyłam, więc jest jeszcze jakaś osoba na świecie, która dba o środowisko i ona na pewno też zaraziła tym swoje najbliższe otoczenie. Kiedy popatrzę na to wszystko w taki sposób, jest mi lżej. W końcu z jednej osoby, zmęczonej ciągłymi wyborami, robi się spore zgromadzenie osób ratujących planetę. I wtedy z tymi codziennymi rozterkami robi się jakby łatwiej. Nie jestem w tym sama, a nawet jeśli jedna osoba nie da rady zmienić świata, to kilkaset takich osób już ma na naszą planetę realny wpływ.

Z drugiej strony nie powinnam nosić na swoich barkach całego ekologicznego ciężaru świata. I nie chodzi tu o to, by się nie przejmować, tylko o to, by dać sobie przestrzeń na pomyłki i gorsze dni. Każdy ma prawo czegoś zapomnieć, nikt nie jest doskonały, a wyrzuty, że nie byłam dostatecznie idealna w swojej walce o zdrowszy świat, nic nie zmienią. Jedynie pogorszą mi samopoczucie. Nie obwiniać się – to coś, czego muszę się nauczyć w najbliższym czasie. Nie będzie łatwo, zawsze jesteśmy bardziej surowi w stosunku do siebie niż bliskich nam osób, ale wiem, że tego potrzebuję. Inaczej cała moja walka o zmianę świata pójdzie na marne i po prostu się poddam. A nasza planeta i możliwość życia na niej następnych pokoleń, to taka sprawa, w której nie można się poddać. Bo byłby wstyd. 

Nasza misja

V mag to wartościowe treści o diecie roślinnej, zero waste i szeroko pojętym świadomym życiu. Rozmawiamy z inspirującymi osobami i dzielimy swoimi przemyśleniami. Chcemy przekonać Cię, że da się znaleźć złoty środek między codzienną gonitwą a życiem zgodnym z naturą. Poszukajmy go razem!