fbpx

Dialog w czasach podziałów

Podzieleni. Tym słowem aż 84% Polaków określiło społeczeństwo swojego kraju według sondażu przeprowadzonego przez Instytut Ipsos MORI na zlecenie BBC, którego wyniki zostały opublikowane w kwietniu zeszłego roku. Nie znaleźliśmy się co prawda w ścisłej światowej czołówce, ale nastroje między nami z całą pewnością dalekie są od pokojowych, szczególnie w świetle ostatnich wydarzeń społeczno-politycznych. Jako główną przyczynę tychże podziałów 63% procent Polaków wskazało różnicę w poglądach politycznych. Gorące rozmowy o polityce, religii i moralności już dawno wyszły jednak z naszych domów, odstąpiły od świątecznych stołów i rozgościły się na forach internetowych, wszelkich mediach społecznościowych (nawet tych, które pierwotnie miały służyć za czystą rozrywkę, a które obecnie stanowią jedno z potężniejszych narzędzi politycznych) i zaczęły emocjonalnie angażować wszystkie grupy wiekowe. W kraju robi się gorąco, wrze, a my mamy potrzebę coraz częściej głośno zaprotestować, przekonać całą resztę o słuszności naszych poglądów, a im mocniejszy i bardziej irracjonalny wydaje się być głos dobiegający z zewnątrz – tym głośniej tupiemy i żwawiej wychodzimy na ulice. Sprzeciwiamy się, ponieważ to Oni nie rozumieją Nas – godzą w nasze prawa, chcą odebrać nam wolność, deprawować nasze dzieci, zrujnować nasz światopogląd. Podział jest w zasadzie prosty – odwieczne MY kontra ONI. A owi Oni, kto by pomyślał, postrzegają Nas dokładnie tak samo jak my Ich.

Korzenie rozłamu

Nietrudno dostrzec, że do obecnego stanu rzeczy w dużej mierze przyczyniło się kilka czynników: rozwój internetu, zwiększony dostęp do informacji i dezinformacji, duża wolność wyrażania opinii czy poczucie anonimowości. Trzeba jednak zauważyć, że rozłam nie jest znakiem tylko naszych czasów, przeciwnie – istnieje od lat, segregując społeczeństwo na grupy i grupki zajęte wzajemną niechęcią do siebie, co sprawia, że dużo łatwiej jest nimi zarządzać. Na początku XIX wieku Bolesław Prus opisywał ówczesną sytuację społeczną tymi słowami: Społeczeństwo robiło wrażenie człowieka porąbanego na kawały: dzieliło się bowiem już nie na klasy, ale na kasty. U góry jaśniała szlachta i duchowieństwo, trochę niżej urzędnicy różnych dykasterii, jeszcze niżej kupcy i rzemieślnicy, chrześcijanie, dalej – Żydzi, a na samym dnie – chłopi, wyzyskiwani przez wszystkich. Każda kasta wyższa gardziła niższymi, każda niższa nienawidziła lub zazdrościła wyższym, z wyjątkiem – chłopów, którzy nie mieli kim pogardzać i nie mieli sił nawet do nienawiści. Brzmi znajomo? Obecnie nie istnieją już co prawda tak sztywne podziały na biedotę i jaśniejącą szlachtę, ale wrażenie przepołowionego społeczeństwa jest tak samo silne jak wówczas. Wielowiekowe podziały stanowe, walki partii, inteligencja i chłopi, chrześcijanie i Żydzi, narodowcy i komuniści, prawicowcy i lewicowcy – wszystko to dojrzewało w ludziach na przestrzeni wieków, a obecnie, dzięki środkom masowego przekazu, wypłynęło na światło dzienne na nieznaną dotąd skalę. Jak więc – i przede wszystkim po co – szukać wspólnego języka, skoro z wszelkich stron dochodzą do nas komunikaty, że dzieli nas absolutnie wszystko, że istnieje Polska A i B (a nierzadko jeszcze C), podczas kiedy my sami nie jesteśmy w stanie dojść do konsensusu nawet przy rodzinnym stole? Wypracowanie kompromisów jest trudne, szczególnie w przypadku skrajnie różnych poglądów na rzeczywistość, a ponadto zakłada dobrą wolę obu stron dialogu. Często jednak wystarczy już mała zmiana nastawienia po jednej ze stron, by nawet najbardziej nienawistna dyskusja zmieniła swoje oblicze.

Jesteśmy różni, a świadomość tego jest pierwszym krokiem do zrozumienia siebie nawzajem.

Twoja własna prawda

By zrozumieć, na czym polega problem utrwalających się podziałów, warto na czynniki pierwsze rozłożyć typową rozmowę na “drażliwy temat” dwóch osób o odmiennych poglądach. Pierwszy lepszy przykład – Ty jesteś zwolennikiem przyjmowania uchodźców w granice kraju, Twój rozmówca postrzega to w kategoriach zagrożenia. Jedno z Was mimochodem napomyka o owym temacie i wygłasza swoją opinię, drugie z automatu wyrzuca z siebie własne zdanie. Obydwoje widzicie własne poglądy jako te jedyne właściwe. Na scenę wchodzą emocje, argumentum ad personam i liczne dowody anegdotyczne. Pojawiają się sztandarowe hasła – “kryzys migracyjny”, “terroryzm”, “empatia”, “humanitaryzm”. Z dziecięcą łatwością z polityki płyniecie w stronę religii, a tam – niespodzianka – też macie różne zdania. Gdy do gry wchodzą “Bóg, Honor, Ojczyzna”, nie ma już odwrotu – jedno z Was wychodzi, trzaskając drzwiami bez oglądania się za siebie. Głównym błędem już w podstawie tej rozmowy był fakt, że żadna ze stron nie miała najmniejszej ochoty wysłuchać tej drugiej. Dyskusja (od łac. discussio ’roztrząsanie’) już z samej definicji zakłada wymianę poglądów, a jej celem jest wypracowanie wspólnego stanowiska i zapobieganie niepotrzebnym konfliktom. Jeśli roztrząsamy trudny temat tylko po to, żeby wyrzucić z siebie swoje stanowisko i w żadnym stopniu nie interesuje nas to, co ma do powiedzenia druga strona – dyskusja umiera u podstaw. Osobiście nie przypominam sobie szkolnych zajęć z “dobrej rozmowy”, co w jakimś stopniu pokutuje w późniejszym życiu wszystkich – uwidacznia się to w relacjach rodziców i dzieci, przyjaciół, współpracowników, rodzeństwa; obserwujemy to w internecie i telewizji. Częściej wiemy niż pytamy, radzimy, choć może druga strona wcale tego od nas nie oczekuje, niechętnie przyznajemy się do błędów myślowych, regularnie dowodzimy, że wierzymy we własną nieomylność i interesuje nas tylko jedyna słuszna prawda – ta własna.

Różnorodność jest dobra

Ludziom dużo naturalniej niż dobra dyskusja przychodzi coś zupełnie innego – ocenianie. Nie ma w tym zresztą nic nietypowego, ponieważ tak właśnie funkcjonujemy – obserwujemy rzeczywistość, badamy ją wszelkimi dostępnymi zmysłami, przepuszczamy przez filtr doświadczeń i poglądów, by na końcu wyciągnąć wnioski. Według ukrytej teorii osobowości ludzie mimowolnie przypisują sobie różne cechy charakteru jedynie na podstawie poznanego wycinka, kierując się zupełnie automatycznymi przekonaniami, o których często nie mają pojęcia. Gdy jednak świadomie stawiamy sobie pytanie typu “Czy jestem tolerancyjny?”, większość ludzi odpowie twierdząco, podczas kiedy w praktyce – dużo częściej niż byśmy tego chcieli – zdarza się nam oceniać, wykluczać i dzielić. Szczególnie w dobie internetu, gdzie każdego dnia wolność słowa ściera się z mową nienawiści, a wszyscy są specami od wszystkiego, łatwiej jest oceniać z pełną świadomością. Mięsożercy atakują wegan, weganie mięsożerców, na grupach dyskusyjnych o tematyce zero waste zjawisko ecoshamingu ma się świetnie… Wystarczy spędzić trochę czasu w zakamarkach internetu, by poczuć się wręcz przytłoczonym, podczas gdy do rozpoczęcia dobrego dialogu wyzbycie się osądzania drugiej strony jest warunkiem absolutnie koniecznym. Wszyscy mamy różne potrzeby i możliwości, każdy dysponuje nieco innymi środkami, nasze działania są umotywowane innymi rzeczami – jesteśmy różni, a świadomość tego jest pierwszym krokiem do zrozumienia siebie nawzajem. Oduczenie się oceniania innych jest trudne i wymaga regularnej praktyki, ale korzystne dla nauki nieoceniania sytuacje zdarzają się regularnie, wystarczy wykorzystać ich potencjał. W takich momentach warto wypróbować następujące ćwiczenie – za każdym razem, gdy zdarzy Ci się ocenić kogoś ot tak, bez głębszej refleksji, obserwując daną osobę przez pryzmat własnych oczekiwań i możliwości – pomyśl o pozytywnej cesze, którą posiada ten człowiek. Na początku skala problemu może wręcz przygnieść, bo często nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak mimowolnie, regularnie i bezrefleksyjnie osądzamy. Z czasem jednak szukanie pozytywów wchodzi w krew i sprawia, że zdecydowanie łatwiej funkcjonuje się wśród ludzi, a dialog przebiega zupełnie inaczej. Te niewypowiedziane, półświadome myśli i odczucia mają ogromny wpływ na relacje z innymi, bezpośrednio przekładają się na mimikę, styl bycia, gestykulację. Warto też w swoje rozmowy wpleść inne ćwiczenie, które potrafi realnie zmienić jakość naszych relacji, a które dobrze podsumowuje hasło: “Nie radź – pytaj”. Wszyscy spotykamy się na co dzień z radami, których nie oczekujemy, a zdecydowanie za rzadko słyszymy szczere pytania. Praktyka nieosądzania przypomina również o tym, co już przecież wiemy, a często ucieka naszej uwadze – że różnorodność jest w porządku, a akceptowanie cudzej indywidualności (ideologicznej, wizerunkowej, światopoglądowej) jest dokładnie tym, czego oczekiwalibyśmy od innych ludzi względem nas samych i jak to bywa w większości przypadków – jedyne, co możemy zrobić, to zmienić samego siebie. 

Czy jest jeszcze szansa na to, że kiedykolwiek będziemy jednolici? Z całą pewnością (i na szczęście) nie, jednak mówi się, że mądry kompromis wart jest więcej niż tysiąc zwycięstw, a skupienie się na tym, co łączy, może zaoszczędzić nam wielu niepotrzebnych, negatywnych emocji. To fakt – zdecydowanej większości z nas z trudem przychodzi wypracowanie konsensusu, szczególnie gdy jakaś fundamentalna rzecz dzieli bliskich sobie ludzi. Mimo to w końcu wszyscy różnimy się od siebie i wcale nie musimy się ze sobą zgadzać, aby móc się porozumieć – może różnić nas religia, charakter, poglądy polityczne, spojrzenie na wiele kluczowych spraw współczesnego świata… Choćby jednak światopoglądowo dzieliły nas lata świetlne, to warto wymieniać się wnioskami, wymieniać argumentami i z poszanowaniem drugiej strony uczyć się czerpać nawet z tych najodleglejszych źródeł. Jeżeli ktoś dzięki nam zmieni swoje spojrzenie na rzeczywistość – wspaniale; jeśli to my nauczymy się czegoś od drugiej strony – jeszcze lepiej.

Nasza misja

V mag to wartościowe treści o diecie roślinnej, zero waste i szeroko pojętym świadomym życiu. Rozmawiamy z inspirującymi osobami i dzielimy swoimi przemyśleniami. Chcemy przekonać Cię, że da się znaleźć złoty środek między codzienną gonitwą a życiem zgodnym z naturą. Poszukajmy go razem!