fbpx

Dlaczego warto zapanować nad obsesją kontroli i ciągłego planowania?

Zaburzenia obsesyjno-kompulsywne, znane potocznie jako OCD (obsessive compulsive disorder), są poważną chorobą psychiczną, która według statystyk dotyka około 1% populacji. Oprócz tego jednostki dotknięte tymi zaburzeniami są w grupie zwiększonego ryzyka, jeśli chodzi o zachorowanie na depresję, stany lękowe i chorobę dwubiegunową. W przypadku klinicznej diagnozy pacjent zostaje objęty leczeniem specjalistycznym, na które składają się pomoc terapeuty oraz zażywanie medykamentów przepisanych przez psychiatrę prowadzącego. 

Osoba chora może przejawiać zachowania  obsesyjno-kompulsywne na wiele sposobów, spośród których najczęściej występującymi są częste mycie rąk, maniakalne sprawdzanie, czy wszystkie zamki w drzwiach zostały zamknięte lub spędzanie kolejnej godziny na zliczaniu posiadanych przedmiotów. Mimo że jest to poważne zaburzenie psychiczne, przy odpowiedniej pomocy ze strony specjalistów można je znacznie zminimalizować, a nawet całkowicie wyleczyć. 

Ale co, jeśli procent ludności mający problem z obsesją kontroli jest dużo większy, niż się powszechnie szacuje?

Mam na myśli to, że pomiędzy osobami z chorobliwą obsesją kontroli a „normalnie” funkcjonującymi jednostkami istnieje tak zwana „szara strefa”. To właśnie w niej znajdują się ludzie, którzy lubią mieć wszystko zaplanowane i ułożone niemalże „pod linijkę”, jednak ich zachowanie nie jest na tyle kompulsywne, aby można było zdiagnozować u takich jednostek poważną chorobę psychiczną. Te osoby, których jest obecnie w społeczeństwie naprawdę dużo, są bowiem w stanie samodzielnie funkcjonować w życiu codziennym, a nawet, dzięki swojemu zdyscyplinowaniu i wysokiej samokontroli, ambitnie dążyć do wyznaczonych celów. To wszystko sprawia, że zyskują one renomę wysoko wydajnych jednostek, do których statusu warto aspirować, jeśli chce się być członkiem grupy „ludzi sukcesu”. No a kto nie chciałby być?

Żyjemy w czasach, gdy szeroko rozumiana produktywność jest gloryfikowana i podziwiana u tych, którym udaje się wprowadzić ją do codziennego funkcjonowania. Różnego rodzaju dzienniki, notesy i plansze stworzone po to, aby pomóc nam wypracować nawyki, które zwiększą naszą wydajność i usystematyzują dni, tygodnie i miesiące do tego stopnia, żeby cały rok i każda zawarta w nim minuta były tak produktywne, jak to tylko możliwe, są bardzo popularne i stanowią dobrze widziany pomysł na prezent. Trudno stwierdzić, czy trend ten jest pozytywny lub negatywny. Z pewnością wpasowuje się w realia XXI wieku, kiedy wszyscy narzekają na to, że doba ma za mało godzin, a wielkich idei i pomysłów przybywa z każdą chwilą. Trzymanie się dobrze zorganizowanego planu sprawia, że prawdopodobieństwo osiągnięcia wyznaczonych celów znacząco wzrasta i właśnie to moim zdaniem decyduje o wysokim zapotrzebowaniu na wyżej wspomniane „produktywne” akcesoria. 

Mamy świadomość przemijania, tego, iż czas pędzi nieubłaganie i dni mijają jeden po drugim w takim tempie, że poranek od razu przechodzi w wieczór, a filiżanka kawy z kolejnym łykiem zamienia się w kieliszek wina. Chcemy więc wyciągnąć jak najwięcej z każdej chwili, bo wiemy, że nim się obejrzymy, ona minie. Dlatego tak wiele osób chce mieć wszystko dokładnie zaplanowane, boją się, że jeśli tego nie zrobią, to czas ucieknie im jak piasek przez palce. Każdy dzień jest zawczasu dokładnie rozpisany, jedno spotkanie prowadzi do drugiego, w międzyczasie praca, obowiązki i oczywiście trening, jak na wysoce wydajnego człowieka sukcesu przystało. Wszystko to po to, aby zasypiając wieczorem, można było z pełną dumą i satysfakcją stwierdzić, że dany dzień był „dobry” i poczuć się jak pan i władca świata oraz swojego przeznaczenia. 

Jednak jak powszechnie wiadomo, nie wszystko można przewidzieć i naprawdę rzadko kiedy każdy element harmonogramu idzie „zgodnie z planem”. Niespodziewany korek sprawia, że spóźniamy się na spotkanie. Nie możemy powiadomić przełożonego, bo rozładował nam się telefon. Kiedy przebywamy na urlopie, pogoda nie jest tak dobra jak zapowiadano, a kolacja w restauracji przedłuża się, bo kelner pomylił nasze zamówienie. Każda z tych sytuacji ma bardzo duże prawdopodobieństwo zaistnienia w naszej codzienności, więc niemożliwe jest funkcjonowanie w taki sposób, aby móc zupełnie wykluczyć zdarzenia losowe i przypadkowe. Stanowią one nieodłączny element życia. I mimo tego, że w każdej z powyższych sytuacji czujemy, że tracimy kontrolę, a nasz skrupulatnie ułożony i zaplanowany świat za chwilę się rozsypie, to prawda jest taka, że nie mamy na to wpływu. Możemy się łudzić, że trzymamy rękę na pulsie, że mamy moc i siłę do tego, by płynąć w wyznaczonym kierunku, nawet jeśli rzeka zawraca bieg i konieczne jest wiosłowanie pod prąd. W imię tego tracimy energię, spalamy nasze cenne zasoby, dzięki którym można by było z radością i spokojem doceniać piękno przeżywanych doświadczeń. Próbując kontrolować każdy element naszego planu, niszczymy nasz wewnętrzny balans i harmonię. Dni stają się coraz bardziej wyczerpujące, a nieustępująca zadaniowość zmienia nasze ludzkie, piękne, choć nieidealne postacie w maszyny do realizacji kolejnych celów.

Życie toczy się własnym rytmem, a zdarzenia losowe są jego nieodłącznym elementem

Możemy siłować się z przeznaczeniem, frustrować, gdy po raz kolejny coś nie idzie zgodnie z planem, nad którego misternością tak długo pracowaliśmy. Albo zamiast tego pozwolić sobie popłynąć z nurtem rzeki. Zobaczyć, dokąd nas poprowadzi. Być może do miejsca, w którym nie byliśmy wcześniej? Może dzięki temu, że stoimy dłużej w korku, mamy czas zadzwonić do kogoś, z kim od dawna nie mieliśmy czasu porozmawiać? Przez brak telefonu nie możemy powiadomić o naszym spóźnieniu, ale być może dzięki temu, że czeka nas dzień bez smartfona, nie będziemy się tak łatwo rozpraszać i poćwiczymy uważność? 

Warto spojrzeć na możliwości, na inną perspektywę, którą stawia przed nami los. 

Owszem, może nie być ona zgodna z naszym planem, ale z jakimś jest na pewno. Fakt, iż nie kreujemy go my i nie znamy kolejnych kroków, nie oznacza, że jest on mniej ważny i wartościowy. W istocie, jest prawdopodobnie jedynym słusznym, bo stworzonym z myślą specjalnie o nas. Nie znamy jego przebiegu, ale czy to nie brzmi ekscytująco? Czeka na nas tyle niespodziewanych i zaskakujących wydarzeń, o których pewnie byśmy wcześniej nie pomyśleli. I one będą miały miejsce w naszym życiu, czy tego chcemy, czy nie. Możemy jedynie kontrolować nastawienie, z jakim je przyjmiemy. Pozytywne, otwarte, z jak największą możliwą dozą tolerancji i spokoju. 

Owszem, warto mieć plan i pomysł na siebie, na spełnianie własnych marzeń i dążenie do realizacji wcześniej wyznaczonych sobie celów. Ale trzeba zostawić margines, i to całkiem spory, na wszystko to, co wydarza się poza naszą kontrolą. Bo chcąc, nie chcąc, nie mamy na to wpływu, a jedyne, co tracimy to czas, zdrowie i radość z niespodzianek, które robi nam życie.

Może więc warto odpuścić i dać się zaskoczyć?

Nasza misja

V mag to wartościowe treści o diecie roślinnej, zero waste i szeroko pojętym świadomym życiu. Rozmawiamy z inspirującymi osobami i dzielimy swoimi przemyśleniami. Chcemy przekonać Cię, że da się znaleźć złoty środek między codzienną gonitwą a życiem zgodnym z naturą. Poszukajmy go razem!