fbpx

Dyskryminacja intersekcjonalna, czyli forma opresji na miarę XXI wieku

Dyskryminacja sama w sobie nie jest nowym zjawiskiem. Idealnie byłoby, gdyby zniknęła ze sfery publicznej tak, aby wszystkim żyło się lepiej, bez strachu, który związany jest z szeroko rozumianą odmiennością i nonkonformizmem. Niestety rzeczywistość jest pod tym względem dość brutalna, a przykładów dyskryminacji nie trzeba szukać daleko. Wystarczy przyjrzeć się temu, jak w ostatnim czasie funkcjonuje polskie społeczeństwo. 

W naszym kraju trudno jest być gejem, lesbijką, osobą definiującą się jako trans (transpłciową czy transseksualną). Niełatwo żyje się wyznawcom innych religii niż katolicyzm. W szczególności tym, którzy manifestują swoją wiarę w łatwo dostrzegalny sposób, na przykład poprzez noszenie charakterystycznych elementów garderoby. Im wszystkim należą się owacje na stojąco za wytrwałość i odwagę bycia sobą, pomimo nieustannie padających w ich kierunku gróźb i szyderstw. Trudno jest być w Polsce człowiekiem o innym kolorze skóry niż biały i o rysach twarzy niespotykanych w tej szerokości geograficznej. Wiąże się to z ciągłą obserwacją, która, choć z założenia subtelna i ukradkowa, sprawia, że osoby te odczuwają chroniczny dyskomfort podczas zwykłego, codziennego funkcjonowania, nie wspominając nawet o sytuacjach „wyższej rangi”, między innymi na szczeblu zawodowym. 

Przykłady można mnożyć, ale mianownik jest wspólny. Odmienność, przejawiająca się nieprzystawaniem do szablonowej „normy”, wiąże się z opresją i dyskryminacją na każdym możliwym polu. To niestety dość oczywisty wniosek, ale takie jest status quo naszej rzeczywistości

Na szczęście  w społeczeństwie są też jednostki pragnące pozytywnych zmian w sferze życia publicznego. Wiele z nas zdaje sobie sprawę z tego, jak dużym problemem jest w Polsce chroniczny deficyt tolerancji. Ta świadomość i chęć poprawy obecnej sytuacji to zdecydowanie milowy krok w stronę poprawy jakości życia wszystkich obywateli naszego kraju. 

Problem w tym, że opisane wyżej zjawisko dyskryminacji, oprócz tego, że powszechne, nie jest ani jednolite, ani proste. Mamy bowiem do czynienia również z intersekcjonalnością. Polega ona na tym, że każdy, z racji tego, że należy do różnych grup społecznych jednocześnie, poddawany jest kilku formom opresji. Formy te nie wykluczają się wzajemnie. Wręcz przeciwnie – nakładają na siebie i krzyżują, powodując, że dana jednostka doświadcza dyskryminacji w spotęgowany sposób. 

W praktyce wygląda to tak, że osoba definiująca się jako homoseksualna na starcie jest napiętnowana przez społeczeństwo. Jednak dyskryminacja ta przejawia się inaczej w zależności od wielu czynników, zaczynając choćby od płci. Nie mnie decydować, czy łatwiej jest być w Polsce gejem czy lesbijką. Faktem jest, że utożsamianie się z każdą z tych grup niesie z sobą dodatkowy bagaż wymagań i oczekiwań, jakie stawiane są wobec danej płci na co dzień. Co stanie się, gdy dodamy tutaj jeszcze inny kolor skóry? Gej Azjata? Czarnoskóra lesbijka? 

W każdym przypadku dyskryminacja ulega spotęgowaniu, ale w inny sposób. Inaczej Polacy stygmatyzują ludzi pochodzących z konkretnych grup kulturowych, narodowościowych czy też etnicznych. Osobie z Japonii może (choć wcale nie musi) żyć się w naszym kraju lżej niż, na przykład, obywatelowi lub obywatelce jednego z krajów arabskich. To samo tyczy się religii. Odłamy chrześcijaństwa nie są ani szczególnie mile widziane, ani nie cieszą się wysoką aprobatą, ale stopień ich tolerancji jest wśród członków polskiego społeczeństwa znacznie większy niż w przypadku wyznań niechrześcijańskich. Muzułmanie czy hindusi doświadczają w naszym kraju szykanowania na znacznie wyższym poziomie niż chociażby protestanci. Związane jest to również z tym, że ci pierwsi wychylają się dalej poza margines normy. Już na pierwszy rzut oka można stwierdzić, że nie pasują do naszej homogenicznej układanki. Dlatego niektórzy chcą jak najszybciej dać tym osobom odczuć, że dla inności nie ma tutaj miejsca. Werbalnie, fizycznie czy też emocjonalnie. Sposobów jest wiele, a każdy krzywdzący i bolesny. 

Odmienność na każdej z możliwych płaszczyzn zawsze zostanie szybko wyłapana i poddana negatywnej ocenie. Tak tworzą się podwaliny dyskryminacji. Gdy połączymy ze sobą kilka płaszczyzn, czyli grupy narażone na silne napiętnowanie oraz skierowane w ich stronę formy opresji, uzyskamy zjawisko dyskryminacji intersekcjonalnej. Uwypukla ona istniejące już nierówności, sprawiając, że tym, którym na starcie jest źle, może być jeszcze gorzej. Zwłaszcza gdy staną się członkami innych uciskanych grup społecznych. W ten sposób jedna osoba może jednocześnie doświadczać dyskryminacji ze względu na rasę, religię, orientację seksualną, płeć czy pochodzenie. Gdy uwzględnimy również jej status materialny i społeczny, może okazać się, że do szykanowania dochodzi również w tych kategoriach, co prowadzi do degradacji pozycji takiej osoby w hierarchii społecznej. Efektem tego procesu jest nasilająca się opresja, która wpływa destrukcyjnie na życie człowieka dyskryminowanego, pogłębiając przepaść między nim a resztą społeczeństwa. Na tę „resztę” składają się ludzie uprzywilejowani, którzy, świadomie bądź nie, wpasowali się w normy i standardy, uciekając tym samym od wszelkich rodzajów napiętnowań i ucisków.

Nie chodzi o to, żeby zrzec się swoich prerogatyw w celu okazania wsparcia osobom dyskryminowanym. Jest to praktycznie niemożliwe do wykonania, bo wiele z przywilejów towarzyszy nam od urodzenia. Dzięki temu zaczynamy życie z dużo dogodniejszej pozycji. Nie możemy zmienić naszego koloru skóry, więc nigdy nie doświadczymy rasizmu w taki sposób, w jaki doświadczają go osoby niebiałe. Podobnie jest ze statusem społecznym. Owszem, mamy dość spory wpływ na to, jak potoczy się nasze życie lub na to, ile pracy włożymy w rozwój i edukację. Nie da się jednak ukryć, że panująca w naszym domu atmosfera atmosfera i dostępne w nim zasoby materialne odgrywają kluczową rolę w naszym kształceniu i dorastaniu. 

Skoro wiadomo już, że nie możemy „zrównać” się z grupami mniej uprzywilejowanymi, warto wykorzystać swoją pozycję w społeczeństwie tak, aby zjawisko dyskryminacji, zwłaszcza tej intersekcjonalnej, było dostrzeżone i zwalczane w odpowiedni sposób. Rozmowy o tolerancji powinno przeprowadzać się z dziećmi od najmłodszych lat, zarówno w szkołach, jak i domach rodzinnych. Warto zadbać o to, aby osoby wyznające inną religię niż katolicyzm miały przestrzeń, zarówno fizyczną jak i duchową, na życie w zgodzie z dogmatami własnej wiary, bez strachu przed społecznym osądem i napiętnowaniem. Ludzie o innym niż biały kolorze skóry nie powinni doświadczać dyskryminacji na tle rasowym czy etnicznym, aby móc wreszcie stać się pełnoprawnymi członkami polskiego społeczeństwa, a nie tylko pełnić funkcję dodatku do niego. 

To wszystko brzmi utopijnie. Zwłaszcza gdy w Polsce szerzą się wszelkie formy dyskryminacji, manifestujące się choćby poprzez „strefy wolne od LGBT’’. Mimo to myślę, że – podobnie jak było to w przypadku rozwoju gospodarczo-ekonomicznego – jesteśmy w stanie wykonać krok w stronę postępu na polu społecznym i kulturowym. Sądzę, że warto, bo gra toczy się o polepszenie dobrobytu nas wszystkich. Funkcjonowanie w niedyskryminującym środowisku to życie bez negatywnej energii, która udziela się wszystkim. Dobra karma naprawdę do nas wraca, jeśli mamy szczere intencje. Czas skorzystać z tej zależności i zacząć budować świat, w którym wszyscy czujemy się równie potrzebni i akceptowani.

Nasza misja

V mag to wartościowe treści o diecie roślinnej, zero waste i szeroko pojętym świadomym życiu. Rozmawiamy z inspirującymi osobami i dzielimy swoimi przemyśleniami. Chcemy przekonać Cię, że da się znaleźć złoty środek między codzienną gonitwą a życiem zgodnym z naturą. Poszukajmy go razem!