fbpx

Dziewczynce nie wypada

„Siedź prosto! Dlaczego krzywo stawiasz stopy? Jedz wolniej i ciszej, a porcja, którą sobie nałożyłaś, to czy aby czasem nie za duża jak na tak małą kobietkę? Bartek, to co innego, chłopak przecież. Musi mieć wiele siły, piłkę kopie całe dnie, a i rosnąć ma mieć z czego. Tobie pójdzie w biodra i będziesz płakać później, że za gruba jesteś. Przecież nie chcemy takich scen urządzać, prawda? Chociaż z ciebie i tak rośnie mała histeryczka, krzyczysz i płaczesz nie wiadomo o co…”

Obawiam się niestety, że takie słowa wielokrotnie usłyszała w naszym kraju każda z kobiet, w którymś momencie swojego życia. Najczęściej podczas dorastania, kiedy to z różnych stron jesteśmy zasypywane cennymi radami i wskazówkami, będącymi receptą na to, jak stać się damą idealną. Czyli jaką dokładnie? 

Jeśli chodzi o charakter, to cichą, spokojną, cierpliwą i wyważoną. W tematyce wyglądu z kolei, to koniecznie drobną, delikatną i subtelną. Taka przecież najbardziej będzie podobać się mężczyznom, a o to przecież w tym wszystkim chodzi. Kobiety, od małego kreowane są tak, aby spełniać wszystkie wymagania potencjalnego partnera płci przeciwnej. I nawet jeśli intencje członków rodziny i najbliższego otoczenia są zupełnie inne, to bardzo trudno pozbyć się utrwalanych od pokoleń kodów kulturowych z głębin naszej podświadomości. Kody te mówią właśnie, że zarówno dziewczyna, jak i chłopak powinni dążyć do wpasowania się w określone ramy. On ma być silny, duży, stanowczy i przebojowy oraz pewny siebie. Ona – wręcz przeciwnie, skulona, pochylona, cichutka szara myszka, bojąca się wyrazić swoje zdanie, o które tak naprawdę nikt nie dba i nikomu na nim nie zależy. Po co więc ma się wysilać? Mówić i zabierać innym cenny tlen i przestrzeń? Przecież to nie ma najmniejszego sensu. Lepiej nie zajmować stanowiska, bo jeszcze ktoś zostanie urażony, a to już jest ostatnia rzecz, jaką kobiecie przystoi. Jej rolą jest bowiem godzić strony konfliktów, a nie takowy prowokować czy zaogniać. Powinna tworzyć idealne środowisko, w którym spotkają się osoby skłócone w celu pojednania. Może, a nawet musi naszykować poczęstunek, wysprzątać mieszkanie, uprasować mężowi koszulę i zawiązać krawat. Wszystko po to, aby później wiernie stać u jego boku, dodając otuchy i przyklaskując na każde wypowiadane słowo, niczym klakier podczas słabego spektaklu w drugorzędnym teatrze. 

Dlaczego nadal, mimo postępu cywilizacyjnego, powszechności idei feminizmu i równouprawnienia płci, większość społeczeństwa wiernie realizuje opisany wyżej patriarchalny model?

Problem leży, jak to zazwyczaj bywa, u podstaw i aby go rozwiązać, należy cofnąć się do samego początku, a mianowicie, do czasów naszego dzieciństwa. Do tych wszystkich sytuacji, które niczym poszczególne elementy skomplikowanego języka programowania, zbudowały osobowości każdej i każdego z nas. 

Dziewczynki od małego uczone są, że urok osobisty jest ich największą, a zarazem tajną bronią, która umożliwi im odniesienie wielu sukcesów na przestrzeni życia. Powinny więc włożyć całą swoją energię w pracę nad nim, aby mieć absolutną pewność, że jest dopieszczony i udoskonalony do granic możliwości. Słodki uśmiech, spuszczony wzrok, sposób wypowiedzi, podkreślający intelektualną przewagę rozmówcy, to tylko kilka przykładów na to, jak kobieta jest w stanie zjednać sobie każdego. Wszystko sprowadza się do umiejętnego wykorzystania potencjału swojego uroku osobistego, do wyciśnięcia go niczym soczystej cytryny do ostatniej kropli. Nic więc dziwnego, że jako kobiety, tak zaciekle walczymy o utrzymanie naszego czaru na jak najwyższym poziomie i w jak najlepszym stanie. Bo co takiego nam pozostaje, w momencie, gdy zostaniemy z niego odarte?

Nie jesteśmy karmione pewnością siebie, wiarą w swoje możliwości i talenty do tego stopnia, do jakiego od samego początku są chłopcy. Wystarczy przeanalizować książeczki dla dzieci, aby znaleźć dowody na to, o czym piszę. Te skierowane do dziewczynek pełne są pięknych księżniczek, wróżek i czarodziejek. Mimo że historie w nich przedstawiane różnią się od siebie nieznacznie, to co pozostaje niezmienne, to wszechobecne piękno i niezwykła atrakcyjność postaci kobiecych. Jeśli przyjrzymy się treściom kreowanym dla chłopców, to nietrudno zauważyć, że bohaterowie w nich ukazywani są rządni przygód, odważni, pomysłowi i silni. Są naukowcami, astronautami, strażakami, poszukiwaczami i odkrywcami wszelkiej maści. Na szczęście czasy się zmieniają, a wraz z tym nasza rzeczywistość i liczne jej elementy. Dlatego coraz częściej na półkach księgarni naszym oczom ukazują się książki dla dziewczynek, opowiadające historie dzielnych i przebojowych kobiet, na których, mam nadzieję, wychowywać się będą nowe pokolenia świadomych swojej wartości i zasobów obywatelek. 

Jednak zanim to nastąpi, warto, abyśmy zrobiły co w naszej mocy, aby przeprogramować nasz sposób myślenia i funkcjonowania w dzisiejszym świecie. Aby to zrobić, musimy zdać sobie sprawę z tego, że mamy prawo być widoczne. W każdym wymiarze tego słowa.

Społeczeństwo wmawia kobietom na każdy możliwy sposób, że powinny być drobne, filigranowe i subtelne. Stąd między innymi powszechność i obsesja na punkcie odchudzania czy też diet cud wszelkiej maści. Kobiety mają być słabe, fizycznie jak i psychicznie, a chroniczny brak pożywienia i płynąca z tego powodu frustracja zdecydowanie ułatwiają zaistnienie takiego stanu rzeczy. Komentarze, płynące w stronę wielkości konsumowanych przez nas porcji i dużego apetytu, sprawiają, że czujemy się winne, kiedy mamy ochotę zjeść więcej. Bo przecież kobietom nie wypada opychać się jedzeniem. My powinnyśmy tak jak ptaszek, poskubać, podziubać, na wstępie zaznaczyć, że tyle to stanowczo za dużo, a na koniec posiłku, nad talerzem opróżnionym tylko w połowie, ponarzekać, że objadłyśmy się strasznie. 

Mamy prawo jeść tyle samo, ile nasze odpowiedniki płci przeciwnej, bez skrupułów i wyrzutów sumienia. Wszyscy jesteśmy tak samo stworzeni i predysponowani do odnoszenia sukcesów, do zmieniania świata na lepsze. Do tego potrzebna jest siła i energia, która, zapewniam, nie bierze się z wafli ryżowych i coli zero. 

Pozwolenie sobie na zajmowanie przestrzeni w wymiarze fizycznym idzie w parze z zajmowaniem przestrzeni na poziomie metaforycznym. Dziewczynki uczone są, że nie mogą krzyczeć, kłócić się i przeklinać. Ba, nie mogą wyrażać swojego zdania, otwarcie mówić o tym, że czują się zranione i pokrzywdzone przez zachowanie drugiej osoby. Zamiast tego, powinny tłamsić i uciskać te emocje w sobie, pozwalając im tym samym na to, aby pożarły je od środka, osłabiając jeszcze bardziej. Jesteśmy uczone przepraszać za każdy najdrobniejszy błąd, kajać się za nasze potknięcia i błagać o wybaczenie. Dlaczego to robimy? Dlaczego płaszczymy się przed innymi jeszcze bardziej, pozwalając im deptać nasze osobowości, potrzeby i pragnienia? Mamy prawo, jak każdy człowiek na tej planecie, do tego, aby zaznaczyć wyraźnie swoje istnienie. Do tego, żeby powiedzieć otwarcie, że coś nas zabolało, że ktoś, świadomie lub nie, nas bardzo zranił i że oczekujemy przeprosin. 

Owszem, na początku najprawdopodobniej spotkamy się z niezrozumieniem, szokiem, a nierzadko wręcz z pretensjami. „Skąd te nagłe oczekiwania? Przecież nigdy przedtem ich nie miałaś, wszystko było zawsze w porządku, a teraz sobie coś wymyślasz… Naczytałaś się dziwnych treści w internecie, nasłuchałaś feministycznych pogadanek i pojawiły się problemy…”.

Niestety, nasze otoczenie może zareagować w taki lub bardzo zbliżony sposób. Nie łudziłabym się, że osoby, nawet te bliskie i szczerze życzące nam dobrze, entuzjastycznie podejdą do zmian, jakie wprowadzimy do sposobu naszego funkcjonowania i komunikowania się ze światem zewnętrznym. Zapewne sporo z nas, teoretycznie, jest zachęcanych do większej asertywności, do stawiania granic i do stanowczego odmawiania, gdy coś nie stoi w zgodzie z naszymi wartościami lub potrzebami. To wszystko jednak ogranicza się tylko do wymiaru teorii, zamyka w sferze czysto hipotetycznej, gdzie nigdy nie ujrzy światła dziennego i nie skonfrontuje się tym samym z rzeczywistością. Dlatego tak dużym zaskoczeniem jest dla innych ludzi moment, w którym kobieta, ta krucha i cicha istota, zaczyna mówić głośniej i otwarcie sprzeciwiać się temu, z czym autentycznie się nie zgadza. Jeśli towarzyszy temu również okazjonalne tupnięcie lub dwa, pierwszy nieśmiały krzyk lub (nie daj Boże!) przekleństwo, świat wstrzymuje oddech i w napięciu czeka na dalszy rozwój wydarzeń. Czy to się powtórzy? Czy ona już tak będzie zawsze? Bezczelnie wyrażać to, co naprawdę i w głębi duszy czuje oraz myśli?

Tak. Będzie. A przynajmniej mam ogromną nadzieję, że obecna rzeczywistość, choć na ten moment nadal otulona grubym, wełnianym swetrem patriarchatu, zacznie przechodzić transformację. Bo potrzebujemy jej wszyscy, zarówno kobiety jak i mężczyźni. Nasze społeczeństwo, w momencie, gdy będzie się składać z jednostek silniejszych, bardziej świadomych własnych potrzeb, nie bojących się zająć stanowiska w sprawie, stanie się mocniejsze i tym samym odporniejsze na wyzwania jakie niesie ze sobą przyszłość. Dlatego pracujmy nad tym, żeby kobiety czuły się dobrze i bezpiecznie, okrywając swój potencjał do bycia w pełni sobą, a nie tylko „pół-ludźmi”, jak to wygląda w większości przypadków obecnie. Każda i każdy z nas ma prawo, a nawet posunęłabym się do stwierdzenia, że obowiązek, zajmować tyle przestrzeni, ile potrzebuje. Bez względu na wszystko, a już na pewno nie na płeć, z jaką się identyfikuje. 

Nasza misja

V mag to wartościowe treści o diecie roślinnej, zero waste i szeroko pojętym świadomym życiu. Rozmawiamy z inspirującymi osobami i dzielimy swoimi przemyśleniami. Chcemy przekonać Cię, że da się znaleźć złoty środek między codzienną gonitwą a życiem zgodnym z naturą. Poszukajmy go razem!