fbpx

Gorzki smak czekolady

7 lipca obchodzimy Światowy Dzień Czekolady – prawdopodobnie na pamiątkę sprowadzenia kakao do Europy przez Krzysztofa Kolumba w 1550 roku. Nie jest to jednak jedyny dzień, w którym główną rolę odgrywa właśnie czekolada. W Polsce Dzień Czekolady świętujemy 12 kwietnia. W USA 28 października obchodzony jest Narodowy Dzień Czekolady, a w Ghanie, która jest drugim na świecie producentem czekolady, 14 lutego.

Czekoladowych świąt jest jeszcze więcej: Dzień Gorzkiej Czekolady (10 stycznia), Dzień Mlecznej Czekolady (28 lipca), Dzień Białej Czekolady (22 września) i Dzień Lodów Czekoladowych (7 czerwca). Czekolada bywa też remedium dla wielu kobiet przed lub w trakcie menstruacji, pocieszamy się nią, kiedy mamy złamane serce. Czekoladą wyrażamy też wdzięczność. Jak widać, każda okazja jest dobra, żeby zjeść coś, co zawiera czekoladę.

Ale czy czekolada to samo dobro?

Czekolada ma dla mnie zapach i smak dzieciństwa. To wtedy poznawałam różne smaki, marki, nadzienia, kształty. Tradycyjna tabliczka czekolady, luźne kostki zapakowane w papierowy kartonik, kocie języczki, duże talarki w „złotku”, które topiły się pod ciepłem dziecięcych rączek. I te mniej pożądane przez dzieci – miętowe listki w czekoladzie albo zwykła, gorzka czekolada – zawsze od tej samej cioci. Albo koszmar dzieciństwa, który przywodzi na myśl 1984 Orwella – wyroby czekoladopodobne, które zostawiały na języku nieprzyjemny posmak tłuszczu i rozczarowania. Czekolada kojarzy mi się też z liceum. Codziennie zjadałam całą tabliczkę – do nauki. Bez pochłonięcia odpowiedniej ilości kostek nie byłam w stanie się skupić na czytaniu tekstu o dziejach XV-wiecznej Europy, uczyć się słówek czy pisać wypracowań. Wtedy jeszcze mleczna, dziś już bez dodatku mleka. Jak jest z tą czekoladą?

Skąd pochodzi czekolada?

Pochodzenie słowa „czekolada” wywołuje więcej dyskusji aniżeli pochodzenie samej czekolady. Jedna z teorii głosi, że „czekolada” pochodzi z języka nahuatl, od słowa xocolatl (albo chocolatl), oznaczającego – ku zaskoczeniu – czekoladę. Według innej z kolei „czekolada” pochodzi od cacahuatl – słowa, które znaczy „woda kakaowa”. Humorystycznym akcentem tej teorii jest to, że Hiszpanie mieli zmienić „caca” na „choco”, ponieważ slangowe hiszpańskie caca kojarzyło się raczej mało apetycznie, bo z ekskrementami. Warto nadmienić, że pierwotnie czekolada miała postać kleistego, grudkowatego, ciemnobrązowego płynu. Przyznacie, że zmiana była konieczna…

Czekolada, nazywana „pokarmem bogów”, początkowo nie miała takiej postaci, jaką znamy dzisiaj. Był to napój, który wynaleźli ponad trzy tysiące lat temu Olmekowie, zamieszkujący tereny współczesnego Meksyku. To oni jako pierwsi robili z ziaren kakaowca gorzki, acz odżywczy napój. Majowie, następcy Olmeków, zaczęli wykorzystywać czekoladę na szerszą skalę – czekolada była obecna w niemal każdym posiłku. Aztekowie, choć nie wynaleźli czekolady, nadali jej istotne znaczenie w swojej kulturze, wykorzystując ją w różnych rytuałach religijnych.

Do Europy czekolada dotarła dopiero w XVI wieku – w niewielkiej ilości i nie cieszyła się zbytnim uznaniem. I choć sama czekolada nie wzbudzała zainteresowania, to opowieści o kulcie, jakim jest obdarzona przez Azteków, już tak. Pierwszymi konsumentami czekolady na Starym Kontynencie byli hiszpańscy mnisi i zakonnicy. Nie dlatego, że rozsmakowali się w niej w rodzimych stronach dzięki importowi konkwistadorów. Ówcześni duchowni przyzwyczaili się do tego napoju podczas pobytu w Nowej Hiszpanii, czyli dzisiejszym Meksyku.

Mimo że w Europie to od duchowieństwa zaczęła się ekspansja kakaowego wyrobu, to władze kościelne nie były do końca przychylne zmysłowym doznaniom, jakich niewątpliwie dostarczała czekolada. Z jednej strony była ona traktowana jako coś zdrowego, pożywnego i przyzwoitego. Z drugiej jednak napój czekoladowy mógł być – nomen omen – źródłem grzechu. Bardziej pragmatycznie było jednak podchodzić do czekolady z pewną dozą liberalizmu – przynosiła w końcu niemałe zyski. Przez kolejne lata kwestia czekolady wzbudzała kontrowersje – głównie w środowisku kościelnym – aż w XIX wieku pojawiły się czekoladowe jajka wielkanocne i czekoladki na Gwiazdkę, które szybko stały się symbolem chrześcijańskich świąt. To wtedy też pojawiła się mleczna czekolada, dostępna obecnie niemal wszędzie. Jednak prawdziwi kakaofile nie uznają jej za czekoladę, a za wyrób czekoladopodobny. Według nich na miano czekolady zasługuje jedynie ta ciemna, która zawiera minimum 60% kakao i dużą ilość masła kakaowego.

Czy czekolada jest dla nas dobra?

Czekolada wyróżnia się nie tylko walorami smakowymi, ale i zdrowotnymi. Zmniejsza zmęczenie, poprawia nastrój, dodaje energii i łagodzi stres. Przyspiesza też metabolizm, pobudza pracę nerek, wspomaga układ odpornościowy oraz pracę mózgu, poprawia krążenie, opóźnia procesy starzenia i chroni przed nowotworami. Aby jednak skorzystać z dobroczynnego działania czekolady, należy zwrócić uwagę na zawartość kakao – im więcej go w czekoladzie, tym lepiej dla naszego organizmu.

Dobra wiadomość jest też taka, że czekolada nie uzależnia. Przynajmniej nie ta prawdziwa – bez dodatku mleka i cukru, z wysoką zawartością kakao. Zresztą od początku przypisywano jej lecznicze właściwości. Ciemna czekolada korzystnie wpływa na układ krążenia – zmniejsza ryzyko zawału serca i obniża ciśnienie. Dzieje się tak za sprawą znacznej zawartości flawonoidów. Dobroczynny wpływ tych chemicznych przeciwutleniaczy ma się objawiać m.in. przez zmniejszenie ciśnienia krwi, podniesienie „dobrego”, gęstego cholesterolu (HDL), zmniejszenie poziomu „złego”, rzadkiego cholesterolu (LDL), neutralizowanie szkodliwego działania wolnych rodników i powstrzymanie powstawania zakrzepów.

Z wielu przeprowadzonych badań wynika, że osoby, które jedzą gorzką czekoladę, rzadziej chorują na cukrzycę, mają niższy indeks masy ciała (BMI), a także wyżej oceniają swój stan zdrowia. Również ich stan psychiczny i emocjonalny jest punktowany wyżej niż osób, które wybierają inne słodycze: mają wyższą samoocenę, są szczęśliwsi, nie czują się samotni i mają pozytywny stosunek do życia.

Łyżka dziegciu w beczce… czekolady?

Konsumpcja czekolady i wyrobów czekoladowych rośnie z roku na rok. W 2014 roku przekroczyła 7 milionów ton, by w latach 2018/19 wynieść już 7,7 miliona ton. Wraz z konsumpcją czekolady rośnie też jej wartość rynkowa. Szacuje się, że w 2024 roku może ona wynieść 161 milionów dolarów. Wydawać by się mogło, że produkcja czekolady i kakao to słodki i świetny biznes. I jakkolwiek producenci czekolady nie mają na co narzekać, to sytuacja producentów kakao – rolników z Afryki Zachodniej, Ameryki Łacińskiej i Azji – jest dużo mniej korzystna. Jak w styczniu 2020 roku poinformował brytyjski dziennik “Guardian”, jeden z czołowych koncernów czekoladowych na świecie wypłacił swojemu dyrektorowi generalnemu i potomkowi założyciela włoskiego imperium czekoladowego Giovanniemu Ferrero oraz jego rodzinie roczną dywidendę w wysokości 642 mln euro. Ferrero zużywa w ciągu roku około 135 tys. ton kakao, uprawianych przez 90 tys. rolników, przy czym jedno gospodarstwo produkuje średnio 1,5 tony kakao – wynika z wyliczeń VOICE Network, międzynarodowej organizacji działającej na rzecz farmerów i zrównoważonej produkcji kakao. Kiedy producenci czekolady zarabiają krocie, producenci kakao często żyją poniżej granicy ubóstwa, a ich dochody są dalekie od tych określanych jako godziwe. Rolnicy z Wybrzeża Kości Słoniowej, lidera produkcji kakao na świecie, zarabiają ok. 5500 dolarów na gospodarstwo domowe. Czym jest godziwy dochód? Są to zarobki dorosłych członków rodziny uzyskane w bezpiecznych i godnych warunkach pracy, które wystarczają do tego, aby zapewnić wszystkim członkom gospodarstwa domowego przyzwoity poziom życia, co obejmuje m.in. dostęp do czystej wody, pożywną dietę, godne warunki mieszkaniowe, edukację dzieci, opiekę zdrowotną, odzież, transport i inne podstawowe potrzeby, a także oszczędności. Godziwy dochód dla rolników, u których zaopatruje się Ferrero, w 2019 roku wyniósłby potentata niecałe 450 milionów euro. Ferrero wciąż zarobiłoby 180 milionów euro.

Ubóstwo to nie jedyny problem, z jakim borykają się producenci kakao. Praca dzieci oraz kwestia ochrony środowiska to kolejne trudne zagadnienia. Rosnący popyt na kakao powoduje, że wzrasta zapotrzebowanie na grunty pod plantacje kakaowców. Drastycznie zmalała ilość pierwotnych lasów deszczowych w Afryce Zachodniej – aż o 90%. Problem ten dotyczy także Ameryki Łacińskiej i Azji. Praca, którą wykonują dzieci na plantacjach – noszenie ciężkich worków, machanie maczetami, rozpylanie pestycydów – jest określana przez badaczy i organizacje jako „najgorsza forma pracy dzieci”. Nie dość, że jest ciężka i niebezpieczna, to pozbawia dzieci szansy na edukację i zwyczajnego dzieciństwa. W ciągu kilkunastu ostatnich lat wielkie koncerny czekoladowe, mimo obietnic, zrobiły niewiele w kwestii rozwiązania problemu pracy dzieci. Wystarczyłoby podnieść płacę producentom kakao, by ci mogli zatrudniać pracowników najemnych, a dzieci posłać do szkoły. Choć jest to gorzka prawda, to decydując się na czekoladę, która ma nam poprawić humor albo wyrazić komuś wdzięczność czy miłość, warto zwrócić uwagę na to, czy produkt jest oznaczony certyfikatami Fairtrade, UTZ lub Rainforest Alliance. Nasze wybory jako konsumentów mają znaczenie.

Nasza misja

V mag to wartościowe treści o diecie roślinnej, zero waste i szeroko pojętym świadomym życiu. Rozmawiamy z inspirującymi osobami i dzielimy swoimi przemyśleniami. Chcemy przekonać Cię, że da się znaleźć złoty środek między codzienną gonitwą a życiem zgodnym z naturą. Poszukajmy go razem!