fbpx

„Hej, tu Karolina” – rozmowa z Karoliną Sobańską

Wywiad pierwotnie opublikowany został w 25. numerze V mag 1.10.2018

Z ekranu uśmiecha się do Ciebie sympatyczna brunetka, a Ty już czujesz, jakby to była Twoja koleżanka. Radzi, co jeść, by dobrze się czuć. Rekomenduje kosmetyki i miejsca, które warto odwiedzić. W swoich vlogach zabiera nas w dalekie podróże. Od niedawna nagrywa podcasty, a jej program wspina się po rankingach iTunes.

Z Karoliną Sobańską rozmawiała Weronika Potepa.

My się już trochę znamy, ale załóżmy, że nasz czytelnik nie ma pojęcia, kim jesteś. Czysta karta – jak się przedstawiasz? Jesteś youtuberką, blogerką, influencerką czy po prostu studentką, która przy okazji pokazuje swoje życie tysiącom ludzi? 

Bardzo nie lubię tego pytania, bo kojarzy mi się z pierwszym dniem w nowej szkole i zajęciami integracyjnymi (śmiech). Jestem studentką i blogerką. Trochę studiuję, a trochę prowadzę kanał na YouTube i tak od kilku lat. Kiedyś pokazywanie się w internecie rzeczywiście było przy okazji, ale teraz przejęło już pałeczkę pierwszeństwa, z czego bardzo się cieszę.

Jednak nigdy nie powiedziałabym, że pokazuję swoje życie. Pokazuję jego wycinek, którym chcę się dzielić i czuję, że może wnieść coś dobrego lub przyjemnego do życia innych osób.

A gdzie stawiasz granicę prywatności?

Zdecydowałam nie mówić o swoim życiu osobistym i dzięki temu, pomimo obserwujących i wyświetleń, zachowuję równowagę.

Wciąż popularna jest opinia, że YouTube to tylko hobby, na którym nie da się zarobić. Natomiast Ty nie ukrywasz, że wchodzisz we współpracę z różnymi markami. Nie boisz się, że widzowie zarzucą Ci, że się sprzedałaś?

Internet powoli staje się moją pracą teraz, po wielu, wielu latach robienia tego jako hobby. Nie możemy oczekiwać, że my, dorośli ludzie, będziemy wykonywać pełnoetatową robotę za darmo, bo czynsz trzeba zapłacić i codziennie włożyć coś do garnka. Zaraz ktoś powie, że to nie jest normalna praca i rzeczywiście to niemalże wymarzone zajęcie, ale mimo wszystko zajmuje dużo czasu i pochłania mnóstwo energii. Decyduję się na współpracę, bo chcę wspierać firmy, które podzielają moją filozofię i poglądy. Mogę spokojnie powiedzieć, że odrzucam 90% propozycji, ponieważ nie wyobrażam sobie promować czegoś, pod czym nie podpisuję się w stu procentach. Pracuję tylko z tymi, których czuję i jest mi z tym dobrze.

W ciągu ostatnich zaledwie paru tygodni miałaś okazję wystąpić zarówno w telewizji, jak i w radio. Jak oceniasz te doświadczenia?

Rzeczywiście miałam przyjemność wystąpić w tradycyjnych mediach i na pewno było to dla mnie coś nowego i ciekawego. Co innego nagrywać we własnym mieszkaniu, a być w profesjonalnym studio z tuzinem osób.

Czy gdybyś miała możliwość stworzenia swojego własnego programu w tv bądź audycji w radio, to skorzystałabyś z niej? Jaki byłby to program? O czym?

Jeśli pojawi się taka propozycja, na pewno ją rozważę. O czym będzie? To kolejne trudne pytanie, bo, jak wiesz, tematów u mnie jest całkiem sporo, ale dzięki podcastom zrozumiałam, że widzę siebie jako pośrednika, rozmówcę, prowadzącego. Zobaczymy.

Wielu youtuberów uważa, że nie ma sensu wracać do mediów tradycyjnych, bo ich formuła w dobie internetu się wyczerpuje. Zgadzasz się z tym?

Nie jestem wróżką i nie mam pojęcia, w jaką stronę pójdzie telewizja. Internet to potężny środek przekazu, daje pełną dowolność, ale nie ma żadnej selekcji. To jest ogromna wada i zaleta zarazem. Trudno jest odnaleźć się w masie treści w sieci, stąd telewizja czy radio nadal mają lepszą reputację, bo tam informacje są już bardziej przesiane i ubrane. Z drugiej strony internet to czysta autentyczność i to zdaje się zyskiwać serce ludzi. Debatować na ten temat możemy bez końca. Ja nie zamykam się na żadną drogę.

Jakiś czas temu zaczęłaś jeszcze prowadzić podcasty – co zainspirowało Cię do podjęcia się tego zadania? 

Dokładnie rok temu odkryłam podcasty i spędziłam całe wakacje na słuchaniu The Ultimate Health Podcast. W samochodzie, na plaży, gotując: słuchawki do uszu i polubiłam nawet sprzątanie czy dojazdy na uczelnię w Madrycie. W lutym tego roku sporo zastanawiałam się nad rozwojem kanału, chciałam poruszać coraz ciekawsze tematy, ale wiedziałam, że ja też chcę się uczyć, dokształcać. Miałam wtedy tak zwany AHA MOMENT i postanowiłam zacząć nagrywać podcasty. Dosyć sporo mówię, chyba za dużo nawet w świecie YouTube, więc dłuższa forma wydawała mi się dobrym rozwiązaniem. Od zawsze lubiłam też słuchać, poznawać historie innych ludzi i tak narodził się mój program.

Co najbardziej w tym lubisz? 

Prawie wszystko! Może oprócz montażu, bo szczególnie techniczna nigdy nie byłam. Przede wszystkim uwielbiam to, że mogę poznawać wyjątkowe osoby. Sam fakt, że poświęcają swój prywatny czas, żeby nagrać rozmowę ze mną, jest dla mnie dużym wyróżnieniem. Moi goście mnie inspirują, a ja czuję, że robię to, co powinnam i że wychodzi to całkiem nieźle! Podcasty dają mi takie zawodowo – osobiste spełnienie, a jest to rzadkie i wspaniałe uczucie.

W jaki sposób wybierasz gości? 

Nie mam sposobu, po prostu los mi ich jakoś podsuwa. Często są to osoby, które od jakiegoś czasu śledzę w internecie albo ktoś mi je poleci. Słucham też sugestii moich widzów i zapraszam osoby, które oni rekomendują. Nie przeprowadzam żadnego researchu, to wychodzi naturalnie.

Kto jest Twoim wymarzonym gościem? 

Wiesz, że nigdy się nad tym nie zastanawiałam? Prowadzę program po polsku, więc bardzo chętnie gościłabym u siebie Martę Dymek. A spośród ludzi na świecie może Lauren Toyota?

Który z gości najbardziej Cię zaskoczył i jak?

Dyplomatycznie powiem, że zaskakują mnie wszyscy goście. Szczególnie osoby, które na nagraniach spotykam po raz pierwszy. Zawsze urzeka mnie to, że rozmawiam z nowo poznaną osobą jakbyśmy byli bliskimi znajomymi i to jest bardzo przyjemne.

Czy masz długoterminowe plany związane z podcastem? Czy możesz je zdradzić naszym czytelnikom?

Zdecydowanie mam. Marzy mi się, aby podcast stał się moją główną formą przekazu, bo czuję, że to jest to! Chciałabym zapraszać nowe osoby, dzielić się wiedzą i doświadczeniem, więc mam nadzieję, że słuchaczom się to nie znudzi, bo jest to jak do tej pory mój ulubiony projekt.

Niedługo kończysz studia. Czy jesteś zadowolona z uczelni i kierunku, który wybrałaś? Jakie masz plany na czas po zakończeniu studiów? Czy po kilku latach podróży i Erasmusów wrócisz na stałe do Polski?

Od podstawówki moim marzeniem były studia za granicą, nie sądziłam, że będzie to Szkocja, ale od zawsze chciałam studiować języki obce. Wyjazd na studia był dla mnie największym wyzwaniem i największą szkołą życia. Jednocześnie była to najlepsza życiowa decyzja, jaką podjęłam. Dzięki niej miałam możliwość mieszkać w Edynburgu, Berlinie i Madrycie, a teraz rzeczywiście chwilowo przywiało mnie z powrotem do Polski. Na pytanie o plany zazwyczaj nie odpowiadam, bo po raz pierwszy w życiu postanowiłam nie planować, zapytajcie mnie w maju, sama jestem ciekawa!

Publikacja numeru nakłada się na początek roku akademickiego. Jeśli miałabyś dać jedną złotą radę przyszłym i obecnym studentom, to jak by ona brzmiała?

Może to frazes, ale wybierajcie takie studia, które naprawdę Was interesują. Zajmą Wam one ładnych parę lat życia i przyjemnie będzie dobrze je wspominać. Nie zamykajcie się na ludzi i korzystajcie ze wszystkich możliwości, bo teraz jest czas na próbowanie i uczenie się, przede wszystkim życia.

Który portal społecznościowy pozwala Ci najlepiej dotrzeć do odbiorców i się z nimi komunikować?

Najbardziej lubię Instagrama. To jest bardzo wdzięczne i przyjazne medium, gdzie najczęściej wchodzę w dialog z odbiorcami. Z natury operuję w internecie na czuja i nie sprawdzam słupków ani statystyk.

Coraz więcej ludzi świadomie rezygnuje z korzystania z social mediów bądź nakłada na siebie ograniczenia związane z ich użytkowaniem. Sama nie mogłabyś raczej z nich zrezygnować – jest to w końcu część Twojej pracy. Co robisz natomiast, by nie przepaść w instagramowym feedzie?

Sama chętnie przyjmę radę w tym temacie! To jest moja odwieczna walka i konflikt tragiczny (śmiech). Gdyby nie to, co robię, to chyba sama byłbym tą osobą, która rezygnuje z mediów społecznościowych. To specyficzny świat i trzeba rozważnie się po nim poruszać. Staram się ograniczać czas spędzony na telefonie do minimum i nie scrollować bezmyślnie aplikacji. Po pierwsze, nie chcę chłonąć złego promieniowania, a po drugie wierzę w to, że nikomu nie służy patrzenie na pozornie idealne życie innych.

Robisz sobie czasem internetowe detoksy?

W idealnym świecie powiedziałabym, że nasza relacja z social mediami powinna być na tyle zdrowa, żeby takie detoksy nie były w ogóle konieczne. Jednak bądźmy realistami. Ja przyznam szczerze, że odpoczywam tak naprawdę, kiedy jestem offline. Moje ulubione wyjazdy to te, gdzie nie ma zasięgu, a obiady to takie, których nie fotografuję. To ogromny paradoks, ale ja wiem, że tego potrzebuję.

Brzmię jakbym nienawidziła pracy online, ale jest zupełnie odwrotnie. Uwielbiam ją i jestem za nią bardzo wdzięczna, ale to dzięki temu odcinaniu się od internetu wracam do moich obserwatorów z naładowanymi bateriami i nie przestaję.

Nie możemy nie wspomnieć o tym, że jesteś weganką. Jak to się u Ciebie zaczęło, jak długo już jesteś weganką? W jaki sposób wpłynęło to na Twoje najbliższe środowisko – rodzinę, przyjaciół? 

To prawda, o weganizmie nie można nie wspomnieć, bo on w dużym stopniu ukształtował treści jakimi dzielę się na kanale. Na diecie roślinnej jestem już ponad trzy lata i zaczęło się bardzo stereotypowo: obejrzałam słynną przemowę Gary’ego Yourofsky’ego i wszystko się zmieniło, ja z dnia na dzień odwróciłam swój sposób odżywiania o 180 stopni, a zaznaczę, że mięso było moim ukochanym jedzeniem.

Czy weganizm to dla Ciebie jedynie dieta? Co więcej? 

Najpierw była dieta, ale ze względu na zwierzęta, czyli kwestie etyczne. Później doszły aspekty zdrowotne i na końcu ekologiczne. Zaczęłam kupować kosmetyki nietestowane na zwierzętach, przestałam nosić skórę. Tak naprawdę cały czas uczę się żyć po wegańsku, to przychodzi stopniowo, dlatego nie daję się zwariować.

Czy masz poczucie misji promowania weganizmu, zero waste i świadomego życia? 

To zdecydowanie moja misja (śmiech). Tak, styl życia cruelty-free i przyjazny środowisku, który obejmuje nie tylko jedzenie, ale też modę czy podróże, to zdecydowanie mój świat i staram się zachęcać do tego wszystkich ludzi.

Co chwilę przychodzi moda na nowy sposób odżywiania – tutaj HCLF, tutaj wegańskie paleo, ostatnio coraz więcej osób próbuje wegańskiej diety ketogenicznej. Jak podchodzisz do tych trendów?

Niestety, jestem osobą bardzo podatną i szybko zachwycam się kolejnym idealnym sposobem odżywiania. Nie stosuję się do żadnej z tych diet i staram się jeść to, o co prosi moje ciało, ważne, żeby było raczej zdrowo i pysznie. Wszystko z umiarem – łącznie z samym umiarem ;).

Czy w trakcie Twoich podróży weganizm był dla Ciebie problemem? Które z odwiedzonych przez Ciebie miejsc jest najlepsze dla wegan, a gdzie było najtrudniej?

Wyznaję zasadę: dla chcącego nic trudnego, ale przyznam szczerze, że Bretania czy Normandia były wyzwaniem z uwagi na masło dodawane do wszystkiego, ale na szczęście cudowne lokalne ryneczki zdecydowanie motywowały do domowego gotowania. Mieszkałam w Berlinie, czyli w wegańskim raju, więc to na pewno będzie mój numer jeden. Jednak zarówno Grecja, Toskania, jak i nawet Andaluzja były przyjazne. Wystarczy małe rozeznanie przed wyjazdem, kilka słów w lokalnym języku i wszędzie znajdziemy coś dla roślinożerców.

Jakie masz plany podróżnicze w najbliższym czasie? Wspominałaś mi o Tajlandii, czyżby szykowała się podróż życia?

Haha, to się okaże! Co prawda jeszcze nigdzie nie opublikowałam informacji na ten temat, ale zgadza się, w listopadzie lecę sama do Tajlandii uczyć się jogi i ajurwedyjskiego gotowania. To pierwsza wizyta w Azji i jednocześnie pierwsza daleka samotna podróż. Od stycznia czeka mnie ostatni semestr studiów w Edynburgu, a potem… kto wie. W międzyczasie na pewno kilka krótszych wypadów w piękne miejsca.

Ostatnio coraz więcej mówi się o tym, że by być szczęśliwym, należy żyć świadomie. Zgodzisz się z tym? Jak dążysz do swojego szczęścia?

Świadome życie to dosyć górnolotne określenie. Kiedyś uznawałam, że ludzie żyjący w pewnej nieświadomości mają najlepiej i najłatwiej. Są najszczęśliwsi. Ale zaczęłam się zastanawiać: czy naprawdę chcę, żeby było najłatwiej? Czy to nie jest tak, że aby było nam dobrze, musi nam czasem pobyć trochę gorzej? W świadomym podejściu do życia można łatwo wpaść w pułapkę. Nagle my otwieramy oczy i nie potrafimy zrozumieć, czemu inni nie patrzą na świat tak jak my, czemu akceptują wszelkie okrucieństwa i niesprawiedliwości. Miałam tak po przejściu na weganizm i całkiem niedawno ponownie czułam ten ból istnienia. W końcu wydaje mi się, że zrozumiałam, że ta świadomość pozwala mi żyć w zgodzie ze sobą i być szczęśliwą. Dzięki temu lubię siebie i moje życie. Zamiast odwracać się plecami do innych za ich złe decyzje czy niezrozumiałe dla mnie poglądy próbuję zarażać tym, w co wierzę i w ten sposób dążę do harmonii.

Życie bez przesady to akceptacja tego, jak jest, to życie tak jak czujemy, na tyle na ile możemy. 

Byłaś jedną z pierwszych osób, która wiedziała o nadchodzących w V magu zmianach, a Twoja pozytywna opinia tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że życie bez przesady to jest właśnie TO. Czy powiedziałabyś o sobie, że żyjesz bez przesady? Co to dla Ciebie oznacza? 

Od zawsze żyłam do przesady. Chciałam wszystkiego teraz zaraz, jak najlepiej i jak najszybciej. W szkole pół roku czekałam do wyjazdu wakacyjnego, kolejne kilka miesięcy wyczekiwałam nart. Na studiach chciałam mieć kalendarz wypełniony po brzegi, uważałam, że tylko w ten sposób wykorzystuję mój czas najlepiej. Ostatnio zrozumiałam, że nie tędy droga.

Życie bez przesady to akceptacja tego, jak jest, to życie tak jak czujemy, na tyle, na ile możemy w danym momencie.

Dziękuję za rozmowę!

Karolinę możecie znaleźć tutaj: youtube | instagram | facebook

Nasza misja

V mag to wartościowe treści o diecie roślinnej, zero waste i szeroko pojętym świadomym życiu. Rozmawiamy z inspirującymi osobami i dzielimy swoimi przemyśleniami. Chcemy przekonać Cię, że da się znaleźć złoty środek między codzienną gonitwą a życiem zgodnym z naturą. Poszukajmy go razem!