fbpx

„Ja nie walczę. Ja zmieniam świat od środka, na mięciutko”.

Rozmowa z Justyną Kokoszenko - Blimsien

O osiędbaniu, ajurwedzie na co dzień, porach roku, relacjach z innymi i kobiecych kręgach rozmawiamy z Justyną Kokoszenko aka Blimsien – wiecznie głodną dziennikarką, blogerką i autorką tekstów, która pisze o holistycznym dbaniu o swój dobrostan. Z Justyną rozmawiała Gabriela Kasprzycka.

V mag: Dla wielu osób jesteś osiędbaniową guru. Na swoim blogu, instagramie i facebooku dzielisz się treściami, które dotyczą szeroko pojętego self-care. Od czego zaczęło się osiędbanie i czym ono dla ciebie jest?

Blimsien: Osiędbanie w sposób oczywisty zaczęło się od mojej wysokiej wrażliwości, która sprawia, że przebodźcowanie maści wszelakiej bardzo szybko odbija się na moim stanie zdrowia. Zbyt wiele bodźców, emocji, brak stabilizacji sprawiają, że się rozsypuję. Od dziecka chorowałam ze stresu, ale też przy okazji pozytywnych wydarzeń, jak np. wakacje. Kiedy jestem głodna, zmęczona, kiedy jest za głośno  – szybciej niż inni zamieniam się w potwora 😉 W sposób dla innych niezrozumiały. Wysoka wrażliwość tak mi dokuczała, że zaczęłam szukać sposobów na samoregulację. No i wkurzało mnie, że “kobieta zadbana” to jest kobieta u fryzjera, kosmetyczki, ewentualnie w wannie pełnej piany. Mi chodziło o self-care. O całościowe dbanie o szeroko pojęty dobrostan: emocje, relacje, zdrowie psychiczne i fizyczne, życie zawodowe, finanse, rozwój duchowy i wyzwania intelektualne – o wszystko. Nie tylko o dbanie o wygląd!

fot. Agnieszka Wanat

Przechodzimy teraz z rytmu zimowego na wiosenny. Dni są coraz dłuższe, cieplejsze, nasze organizmy odczuwają te zmiany i ze zmęczenia zimą przychodzi osłabienie związane ze zmianą pory roku. Jakie są twoje sposoby na przesilenie wiosenne?

Zgodnie z zaleceniami ajurwedy (naturalna medycyna indyjska – przyp. red.) unikam drzemek w ciągu dnia, wstaję wcześniej (bo wcześniej wschodzi słońce), staram się kłaść spać przed dwudziestą trzecią. Nadal noszę czapkę i szalik – dbam o ciepło w zatokach, osłaniam stawy i okolice podbrzusza oraz nerek. Piję ciepłą wodę (uwielbiam nosić ze sobą butelkę termiczną przez większość roku) i jem ciepłe śniadania. Poza tym staram się po prostu przeczekać, bo zmiana sezonów od kilku lat jest dla mnie mocniej odczuwalna. Pewnie niedługo też zacznę pić chlorofil i jeść więcej zieleniny (może jeszcze nie nowalijki napakowane chemią, ale domowe kiełki i micro greensy – czyli kiełki hodowane w ziemi i spożywane jako kilkutygodniowe pędy).

W swoich tekstach, postach i relacjach często odwołujesz się do ajurwedy. Jak wprowadzać jej zasady do swojej codzienności?

Po pierwsze poznać swoją konstytucję – czyli zrozumieć, jaką doszą jestem. Do czego mam tendencje? Co jest moją słabą, a co mocną stroną? Jak wykorzystać swój potencjał, nie eksploatując go, i jak ochraniać te miejsca, w których niedomagam. Ajurweda pomaga nam się poznać. Jej zasady są proste. Mówiąc w bardzo dużym skrócie, ajurweda mocno stawia na powrót do naturalnego rytmu – miesięcznego (dla kobiet), dobowego, sezonowego. Opiera się na obserwacji, że człowiek jest częścią natury i nie może bezkarnie spod tej natury się wyjąć. To trochę taki proces odwracania cywilizacji 😉 Staram się stosować te rady w odniesieniu do życia w szybkim mieście i tak samo kieruję przyjaciółmi czy rodziną, jeśli przychodzą do mnie po rady.

Jesienią i zimą „umilaczami” czasu najczęściej są świeczki, lampki, gorące kąpiele z kulami musującymi i wieczory pod kocem z książką lub filmem. Czym je zastąpić wiosną?

Ruchem! Spacerami na świeżym powietrzu, oddychaniem. Możemy stosować bardzo podstawowe pranayamy. Jeśli ćwiczycie jogę, to już je znacie. Jeśli nie, łatwo będzie znaleźć instrukcje na YouTube, ale to może być po prostu praktyka świadomego oddychania. Ja na przełomie zimy i wiosny szczotkuję też ciało na sucho, żeby pobudzić krążenie i pomóc rozruszać się układowi limfatycznemu. Zawsze mnie dziwi, że ludzie robią sobie postanowienia dietetyczne i ruchowe w środku zimy, na początku roku kalendarzowego. Przecież właśnie teraz naturalnie będziemy mieć więcej energii i chęci, by się za to zabrać. Super sposobem na wejście w wiosnę jest też oczyszczanie mieszkania! Pozbywanie się niepotrzebnych rzeczy z domu, sprzedawanie ich, robienie przestrzeni na nowe. Wiosenne porządki nie bez powodu są wiosenne, a nie letnie czy jesienne 😉

fot. Justyna Kokoszenko

Jak wygląda twoja pielęgnacja po zimie? Czy masz w swoim repertuarze typowo (przed)wiosenne rytuały? Jakich kosmetyków używasz wiosną?

Moja pielęgnacja jest bardzo prosta przez cały rok, więc nie zmienia się bardzo znacząco. Stawiam na kosmetyki o prostych składach. W miarę możliwości myję się samą wodą, żele i mydła pozostawiając na miejsca strategiczne pod względem potliwości. To marketingowa ściema, że musimy się całe dwa razy dziennie obficie mydlić. Póki nie ma mocnego słońca nie używam też kremów z filtrem. Wiem, że niektóre dziewczyny stosują je cały rok, ale to nie dla mnie, większość z nich sprawia, że moja cera się świeci i zapycha. Z rzeczy, które robię inaczej, jak już wspomniałam, szczotkuję ciało na sucho i balsamuję skórę tam, gdzie wymięka po zimie – zazwyczaj są to bardzo suche dłonie, jakieś suche skórki na twarzy, czasem suche nogi. Uważam, że w pielęgnacji mniej znaczy więcej. Prawdopodobnie zmienię krem do twarzy na lżejszy wraz ze wzrostem temperatur.

Czy jest coś, czego brakuje ci podczas sezonu wiosenno-letniego, a co lubisz za to w czasie pory jesienno-zimowej?

Kiedyś bardzo cieszyłam się na wiosnę i lato, bo jesień i zima były dla mnie męczarnią. Dziś jest inaczej. O wiele lepiej rozumiem naturę, świat i siebie samą i wiem już, po co pory roku są. Umiem się cieszyć każdą z nich i choć nadal deszczowa, wietrzna aura nie jest mi bliska, korzystam z niej, żeby zajrzeć w głąb siebie, spędzać więcej czasu z bliskimi, czytać książki, więcej medytować, spać, jeść i żyć w gawrze. Wiosna i lato są dla mnie o wychodzeniu do ludzi, partycypowaniu w większej ilości projektów, podróżowaniu i wychodzeniu do świata. Wiem jednak, że ani nieustające lato, ani zima nie byłyby dla mnie w porządku. Doceniam tę różnorodność, zwłaszcza odkąd zima jest u nas jesienią, a lata w mieście przypominają siedzenie w rozpalonym piekarniku.

A czego brakuje ci przez cztery długie miesiące listopada? 😉

Słońca! Zieleni i polskich owoców. Ale jak mówię – staram się traktować każdą porę roku jako prezent i czerpać z niej to, co najlepsze, rozumiejąc, że świat i ja działamy w cyklach.

Prowadzisz też kobiece kręgi. Przybliżysz nam, na czym polegają i skąd ten pomysł?

Kobiece kręgi były dla mnie pretekstem do dzielenia się osiędbaniem w realu i robienia ludziom dobrze! Dobrze to znaczy miękko w ciałku. Chciałam parzyć sezonowe zioła, serwować adaptogeny, rozpylać olejki eteryczne i prowadzić relaksacje. Mój znajomy śmieje się, że prowadzę “leżakowanie” – i to jest prawda. W przedszkolu się go nienawidziło, ale w zabieganym świecie to przyjemne. Sama przyznaj. Leżysz sobie w ciemnym pomieszczeniu, dookoła błyszczą ciepłym światłem świece, ja prowadzę relaks i parzę ci zioła, a w dodatku pryskam na ciebie różnymi pachnącymi mgiełkami i czasem jeszcze rozdaję prezenty!

Sam krąg jest moją formą wspierania kobiecości. Uważam, że – aby rozumieć siebie, aby trwać w idei siostrzeństwa – musimy umieć odpuścić z ocenami i rozumieć inne kobiety nawet, jeśli się z nimi nie zgadzamy. Musimy umieć je wysłuchać i przestać się licytować, kto ma gorzej, a kto ma lepiej. Nie rywalizować. Trzymać dla siebie przestrzeń. Wierzę, że jak posmakujesz tego w kręgu, łatwiej potem tak samo działać w świecie. To takie obalanie patriarchatu, który wytrenował nas do kablowania na siebie i pilnowaniu siebie nawzajem – obalamy go gadaniem i snuciem opowieści. Dobre, co? Ja nie walczę. Ja zmieniam świat od środka, na mięciutko. To jest moja jakość.

fot. Agnieszka Wanat

Jak dbać o relacje z otoczeniem? Czy twoje kontakty z innymi i z sobą samą różnią się w zależności od pory roku?

Jestem WWO (wysoko wrażliwa osoba – przyp. red.), introwertyczką i pracoholiczką. Ciężko mi tu mówić o sezonowości, bo cenię sobie przyjaźnie, gdzie ludzie są mnie pewni i nie włażą mi na głowę. Prawdopodobnie nie jestem przyjaciółką, która rzuci wszystko i będzie jechać do kogoś o drugiej w nocy, bo ten ktoś ma doła. Ale jestem przyjaciółką, która zainspiruje, wysłucha, podzieli się książką, miską dobrego jedzenia, życzliwym uchem i na pewno nie poczęstuje niechcianą radą, jak masz żyć. Moje przyjaźnie opierają się na dawaniu sobie przestrzeni. Mam jedną przyjaciółkę, z którą jestem w stałym kontakcie. Z resztą widuję się rzadziej, ale jak się widzę, to są to godzinne lub wielodniowe maratony, podczas których zachowujemy się, jakbyśmy rozstali się wczoraj. A potem znów znikamy, zajmując się swoimi sprawami. Prawda jest też taka, że mieszkam w Warszawie dopiero od trzech lat. Moja rodzina jest w Szczecinie i Londynie, przyjaciele rozjechali się po całym świecie lub zostali w Krakowie, a tu nie mam jeszcze przyjaźni, które polegają na tym, że można razem milczeć, nudzić się, być obok. Tu znajomości przypominają jeszcze randki – trzeba dawać innym wiele uwagi, stymulować, pokazywać się z jakiejś strony, być uważną. Nie zawsze mam na to zasoby. Na co dzień wystarczy mi relacja z partnerem i psem.

Jak już jesteśmy przy relacjach, to wyobraź sobie, że przychodzi do ciebie przyjaciółka, która jest zmęczona przesileniem wiosennym i wszystkim tym, co się z nim wiąże. Jaki set ratunkowy byś dla niej przygotowała?

Moja przyjaciółka jest bardzo samodzielna i nie prosi mnie nigdy o rady, a ja nauczyłam się, że nie ma nic gorszego, niż smęcić ludziom nad głową na temat wyznawanych przez siebie wartości, ideologii lub sposobu na życie. Uważam, że tyczy się to tak samo diety bezmięsnej, jak i medytacji i całej reszty. Nie oświecajmy ludzi na siłę! Mimo to przez lata konwertowałam masę znajomych na wegetarianizm, a niektórzy nawet mnie przerośli i są weganami. Ponieważ, jak mówiłam, nie lubię na siłę opychać ludziom dobrych rad, ale umiem inspirować, po prostu czekałabym, aż mnie zapytają: czemu nie odbierasz telefonów ode mnie w środku nocy, kiedy mam doła (bo śpię i mam włączony tryb samolotowy), po co ci ten dziwny termos (bo według ajurwedy picie ciepłej wody, małymi łyczkami w ciągu dnia sprawia, że naprawdę się nawadniasz, a nie ją tylko wysikujesz i w dodatku nie pogarszasz mocy swojego trawienia)… W ostateczności podzieliłabym się przepisem na ciepłe śniadanie albo powiedziałabym jej, gdzie kupić ciepłe majtki pod sam pępek. Widzisz… Mam nadzieję, że moje przyjaciółki obserwują mój Instagram – tam mówię dokładnie o tym wszystkim!

Nasza misja

V mag to wartościowe treści o diecie roślinnej, zero waste i szeroko pojętym świadomym życiu. Rozmawiamy z inspirującymi osobami i dzielimy swoimi przemyśleniami. Chcemy przekonać Cię, że da się znaleźć złoty środek między codzienną gonitwą a życiem zgodnym z naturą. Poszukajmy go razem!