fbpx

Jak nie patrzeć na innych z góry?

Czasem czuję, jakby bycie less waste sprawiło, że trafiłam do grupy ludzi „lepszych”. Przecież dbamy o środowisko, ratujemy świat, nie ustajemy w wysiłkach, by nadal istniał. Jesteśmy prawie jak główne postacie z filmów o superbohaterach. Nosimy niewidzialną pelerynę i niemal podtrzymujemy kulę ziemską na naszych barkach. Czy to pozwala mi patrzeć z góry na tych, którzy całą filozofię niemarnowania mają za nic?

Życie według zasad less waste stało się dla mnie normalnością. Nie pamiętam już czasów sprzed segregacji śmieci i własnych siatek na zakupy. Ponieważ wciąż staram się robić dla planety więcej i więcej (na przykład szyjąc sobie wielorazowe waciki, by w końcu przestać marnować kilka opakowań płatków kosmetycznych tygodniowo), to głównie takie osoby obserwuję na mediach społecznościowych. A ponieważ staram się zarażać tą filozofią także ludzi dookoła mnie, mało kto z moich znajomych mówi mi otwarcie, że nie rozumie tego całego pomysłu dbania o planetę. Owszem, czasem czuję przesyt treściami na ten temat, które wyświetlają się nieustannie na moim telefonie i zdarza mi się myśleć, czy nie byłoby prościej, gdybym ignorowała problemy naszego świata. Ale za każdym razem wiem, że nie mogłabym tego zrobić. Nie mogłabym zostać „ignorantem”.

Gdy ta myśl pojawiła się w mojej głowie, zaczęłam się jej przyglądać. Dlaczego nazwałabym siebie ignorantką, gdybym pakowała pomidora do małej, plastikowej siatki? Czy to oznacza, że uważam ludzi, którzy nie przywiązują do dbania o planetę aż takiej wagi jak ja, za gorszych? Czy w takim razie istnieje jakiś ranking ludzi? Na pierwszym miejscu osoba, która żyje najbardziej rygorystycznie w duchu zero waste, a każda wpadka przynosi spadek na niższą pozycję? I skąd ta chęć do uznawania kogokolwiek za gorszego? Czy świat już wystarczająco nie udowadnia nam, że potrzebujemy dużo czułości względem drugiego człowieka? Wielu ludzi będących less waste jest na diecie wegetariańskiej. Szanują zwierzęta i próbują pomóc im jak najbardziej się da. Dlaczego więc mamy patrzeć krzywo na drugiego człowieka tylko dlatego, że nie wyznaje takich samych wartości?

Obracając się wśród ludzi o takich samych lub podobnych poglądach, żyjemy w bańce. To trochę jak w amerykańskich filmach – moja grupa jest lepsza od twojej. Nie zauważamy, że są dookoła ludzie, dla których cała ta filozofia jest tak niezrozumiała jak dla mnie pastafarianie. Czy to oznacza, że jestem gorsza niż osoba wierząca w Latającego Potwora Spaghetti? Nie, po prostu wierzymy w coś innego, ale z pewnością i ja, i ona jesteśmy dobrymi ludźmi i moglibyśmy pójść razem na kawę czy do kina.

Drugim wydarzeniem, które pokazało mi, jak cały ruch zero waste widzą inni ludzie, była rozmowa z nowo poznaną koleżanką. Dyskutując, przeszłyśmy do tematów dbania o środowisko i tego, czy przeraża nas to, co dzieje się z naszą planetą. Usłyszałam od niej, że owszem, stara się żyć ekologicznie, niczego nie marnować i te materiały, które na to pozwalają, wykorzystuje drugi czy trzeci raz. Jednak pełna rozczarowania przyznała także, że mimo całego zafascynowania filozofią niemarnowania i nieustannymi próbami, by robić więcej i więcej, osoby kierujące się w życiu zasadami zero waste trochę ją niepokoją. Zniechęca ją radykalizm osób, które obserwuje w mediach społecznościowych i bezkompromisowość ich poglądów. Stara się zrobić jak najwięcej, ale nie chce czuć się winna, że jest niewystarczająca. A taki przekaz płynie czasem z różnych internetowych stron. Po zastanowieniu przyznałam jej rację. W mediach zdarza się kreować przekaz – jeśli nie stosujesz się do wszystkich zasad zero waste, to nawet nie próbuj, po prostu się do tego nie nadajesz, a planeta najbardziej ucierpi przez twoje niedociągnięcia.

Zamiast jednoczyć się we wspólnym dążeniu do celu, jakim jest walka o środowisko i o normalne życie zarówno nasze, jak i następnych pokoleń, zaczynają tworzyć się coraz większe podziały na tych lepszych i gorszych. Nie jestem bez winy, sama nie byłam świadoma tego, że zdarzało mi się patrzeć z góry na osoby, które nie chciały być less waste lub w mojej opinii robiły za mało. A powinnam zachowywać się zupełnie odwrotnie! Po pierwsze, akceptować tych, którzy nie chcą się angażować (oczywiście, można dawać im dobry przykład i pokazywać, co robi się samemu w tym kierunku, ale dobrych efektów na pewno nie przyniesie zmuszanie lub wywyższanie się), a po drugie zachęcanie i dopingowanie w staraniach ludzi, którzy dopiero zaczynają całą przygodę z tą filozofią. Dopiero co ja byłam początkująca, wiem, że nadal zdarzają mi się potknięcia i czeka mnie jeszcze długa droga, by udoskonalić się w byciu less waste, ale to nie powód, by się zniechęcać, a tym bardziej, żeby być krytykowaną przez innych.

Powinniśmy doceniać każdą próbę, choćby jednorazową, zamiast zamykać się w swojej bańce niemarnowania i patrzeć krzywo na każdego, kto wkłada do napoju plastikową słomkę. W przeciwnym razie dużo osób zrazi się do bycia less czy zero waste, bo nikt nie lubi sztywnych zasad, które często są nie do spełnienia. A przecież w tym wszystkim chodzi o to, by każdy robił dla naszej planety choć trochę. Niezależnie od tego, czy będzie jedynie nosił własne siatki na zakupy, czy zacznie robić swój kompostownik – powinno się to chwalić, a nie dzielić na tych lepszych i gorszych. Poza walką o lepszy świat, bądźmy dla siebie po prostu ludźmi.

Nasza misja

V mag to wartościowe treści o diecie roślinnej, zero waste i szeroko pojętym świadomym życiu. Rozmawiamy z inspirującymi osobami i dzielimy swoimi przemyśleniami. Chcemy przekonać Cię, że da się znaleźć złoty środek między codzienną gonitwą a życiem zgodnym z naturą. Poszukajmy go razem!