fbpx

Jak to z jadłodzielnią bywa…

Jadłodzielnie już od pewnego czasu wpisały się w przestrzeń wielu polskich miast – nie tylko dużych, również mniejszych, z kilkunastoma tysiącami mieszkańców. Idea, z której powstały – czyli niemarnowanie żywności, ratowanie jej przed wyrzuceniem i utylizacją – coraz mocniej zakorzenia się w świadomości społecznej. Przypomnijmy: jadłodzielnie to specjalnie przygotowane miejsca, w których można zostawić żywność, której mamy za dużo; oczywiście, powinna być to żywność nadal nadająca się do spożycia. Zasada jest taka, że jest ona przeznaczona dla każdego – i dla osoby ubogiej, i dla takiej, która ma ochotę na coś dobrego.

W moim mieście – powiatowym, z około 170 tysiącami mieszkańców – mamy w tej chwili 5 punktów. Składają się one z lodówki i szafki, zlokalizowane są w centrum miasta oraz na największych osiedlach. Za chwilę stanie szósta. I wydawać by się mogło, że jest super, ale niekoniecznie… Z mojej frustracji wyrósł ten „katalog” problemów, z jakimi borykają się wolontariusze starający się ratować żywność.

1. Wolontariusze

Aby to wszystko sprawnie działało, potrzebne są ręce. Przede wszystkim ktoś musi dbać o czystość lodówek i szafek, wyrzucić produkty zepsute, wymyć wnętrza, usunąć ewentualne niepotrzebne przedmioty poza obręb jadłodzielni (głównie kartony). Oprócz tego współpracujemy ze sklepami oraz restauracjami i czasem dostajemy telefon, że chętnie oddadzą jedzenie, ale trzeba po nie przyjechać. Trudno, jeżeli stajemy przed decyzją: jechać albo jedzenie zostanie wyrzucone, to jedziemy.

No… i pięknie, prawda? A jednak nie. W grupie roboczej mamy kilkadziesiąt osób, a realnie działa około 15. Ok, wiadomo, nikogo nie da się zmusić do działania, to jest wolontariat. Ale co począć w sytuacji, kiedy ktoś deklaruje, że umyje lodówkę, że będzie jej doglądał i… no właśnie. Mało tego, że ostatnio zderzamy się z lawiną takich pustych deklaracji, to jeszcze odkryliśmy zjawisko lansu na jadłodzielnię! Ktoś zadeklaruje, u siebie wrzuci entuzjastyczny post o tym, że bierze udział w wielkiej sprawie niemarnowania żywności, ba, sfotografuje się na tle lodówki i… znika. Często zresztą nas blokuje, kiedy dopytujemy, dlaczego lodówka nieumyta, skoro miało być inaczej. Smutne.

2. Roszczeniowość

Nie ma tygodnia, w którym nie otrzymalibyśmy wiadomości o następującej treści: Jestem biedny, nie mam co jeść… – ok, do tego momentu jest w porządku – i proszę przywieźć mi to jedzenie! Albo zadzwonić, jak coś wrzucacie i mnie poinformować, bo mi się należy, bo jestem biedny!

Yyy… no niekoniecznie. Jadłodzielnie nie są instytucją pomocową. Kiedy my zapełniamy lodówki, informujemy o tym na Facebooku, zatem skoro ktoś pisze do nas za pośrednictwem tego kanału, to widzi informację. Może przyjść. Zresztą… kilka miesięcy temu pod jednym z postów pojawił się komentarz: „Zamiast dawać jedzenie do lodówki, przywieźcie je do mnie. Ale przyjmuję tylko jedzonko wege”. Tak. To było na serio.

3. Odpowiedzialność

Ale nie ta w sensie prawnym, chociaż to też stanowi dla nas problem. Tu bardziej chodzi o… bezdomnych. A może inaczej. Jedna z naszych jadłodzielni stoi w okolicach skweru, na którym od lat przesiadują bezdomni. Owszem, korzystają oni z tego, co można znaleźć w punkcie. Bardzo często, kiedy przywozimy jedzenie z jakiegoś sklepu, pomagają w noszeniu, układaniu, wynoszą kartony. Super. Niemniej ich obecność na skwerku pewnie jest uciążliwa dla mieszkańców, którzy żądają od nas sprzątania po nich. Uściślijmy: my sprzątamy wokół jadłodzielni, ale skwerek jest oddalony o jakieś 20 metrów. I mieszkańcy oczekują, że będziemy sprzątać szkło oraz inne śmieci z tego cholernego skwerku i w sumie z całej okolicy. Tak, wiem, pomylił się skutek z przyczyną, ale naprawdę mamy dość rozmów ze strażą miejską i udowadniania, że to nie my rozbiliśmy te butelki…

4. Wandalizm

No. Tu właściwie nie ma czego opisywać. Jedna nasza lodówka spłonęła. Z innej fachowo (bardzo fachowo!) wymontowano i wyniesiono agregat. Niestety nie wszędzie mamy monitoring.

5. Ogólnie to…

… trochę smutno. My działamy ponad rok. Może też jest tak, że tutaj po prostu tak jest? Bo przecież są inne miasta, miejscowości (Jadłodzielnia Mosina – jesteście naszym niedoścignionym wzorem!). A może tam też jest podobnie?

Podsumowując: nie, nie jest źle. To nie ma być historia pod tytułem „Jak bardzo źle jest zajmować się jadłodzielnią”. Wprost przeciwnie, to jest super sprawa! I jest mnóstwo świetnych akcji, momentów, projektów. Piszą do nas cudowni ludzie, którzy oddają jedzenie po imprezach czy weselach, co oznacza, że idea niemarnowania żywności jest ważna! A jak cieszy oczy słoik zupy z karteczką: „Pyszna pomidorówka, smacznego!”.

Fot.: https://www.f5.pl/surprise/do-konca-roku-w-lodzi-powstana-cztery-jadlodzielnie

Nasza misja

V mag to wartościowe treści o diecie roślinnej, zero waste i szeroko pojętym świadomym życiu. Rozmawiamy z inspirującymi osobami i dzielimy swoimi przemyśleniami. Chcemy przekonać Cię, że da się znaleźć złoty środek między codzienną gonitwą a życiem zgodnym z naturą. Poszukajmy go razem!