fbpx

Jak zaczęliśmy czcić Panią Wiosnę?

Od bogini płodności aż po Jare Gody

Równonoc wiosenna – czas niezwykle magiczny. Dzień zrównuje się z nocą, przyroda budzi się do życia i wszystko nabiera barw. Dzieci od lat w szkole urządzają sobie w pierwszy dzień wiosny Dzień Wagarowicza i idą topić Marzannę. Jednak niewiele osób wie, że zwyczaj topienia lub palenia Marzanny pojawił się… w V w. n.e.

Od bogini płodności po kult słońca

Archeolodzy od lat próbują ustalić początki wierzeń. Znajduje się groby, które świadczą o tym, że już 150 tysięcy lat temu neandertalczycy kultywowali obrzędy pogrzebowe. Daje to pewne podejrzenia, że już w tamtych czasach wykształcały się pierwsze wierzenia, w tym wypadku w życie po śmierci. Bardzo podobne zachowania obserwuje się także wśród pierwszych homo sapiens. Praktycznie wszystkie groby datowane na górny paleolit (od 40 tys. do 14 tys. lat p.n.e.) zawierają w sobie cechy pogrzebu rytualnego.

Wraz z rozwojem człowieka i pojawieniem się w górnym paleolicie neoantropów (homo sapiens fossilis), które mają możliwości fizyczno-umysłowe dorównujące człowiekowi współczesnemu, nastąpił rozkwit rozwoju zarówno technicznego, jak i duchowego. Świadczą o tym trzy bardzo ważne znaleziska archeologiczne – Człowiek-Lew, Wenus z Hohle Fels i  Wenus z Willendorfu. Dwa pierwsze datowane są na 35-40 tys. lat p.n.e., natomiast Wenus z Willendorfu na ok. 30 tys. lat p.n.e. Człowiek-Lew jest figurką wykonaną z ciosu mamuta, łączy w sobie cechy zarówno ludzkie, jak i zwierzęce. Dokładnie jest to człowiek z głową lwa (nadal toczy się debata odnośnie płci figurki). Archeolodzy interpretują to znalezisko jako dowód na praktykowanie szamanizmu (niektórzy archeolodzy uważają ją za przedstawienie szamana w masce lwa). Oznaczać to może, że już w tamtym okresie rozwijała się wiara w dualizm świata: świat teraźniejszy – żywych i świat nadprzyrodzony – duchów.

Obie figurki Wenus przedstawiają postać kobiecą z przesadnie wyolbrzymionym sromem i piersiami oraz obfitym brzuchem i udami. Obie są również łączone z kultem płodności. Kult płodności opiera się na oddawaniu czci wszystkiemu, co ma związek z przejawami płodności i cyklem wegetacji. Kult płodności wywodzi się bowiem z obserwacji natury i łączenia cykli przyrody z siłami nadprzyrodzonymi. Zdecydowanie rozwinął się on w okresie neolitu.

Początek neolitu datowany jest na mniej więcej 10 tys. lat p.n.e., w tym czasie zaczął rozwijać się w obszarach żyznego półksiężyca (Izraela, Syrii, Palestyny). Później, około 8 tys. lat p.n.e., na terenach Turcji, Iraku i Iranu, 7500 lat p.n.e. w Chinach, 7 tys. p.n.e. w Pakistanie i Europie południowo-wschodniej, 6200 lat p.n.e. w Dolinie Gangesu, 5500 lat p.n.e. w Europie Środkowej, 4500 lat p.n.e. w Europie Północnej. W Ameryce Środkowej rolnictwo i osiadły tryb życia rozpoczął się 5000–4500 lat p.n.e. Neolit jest okresem, kiedy koczownicze ludy paleolitu związane z kulturą łowców i zbieraczy zaczęły osiadać w stałych osadach. Wtedy też podjęto się uprawy roli i zaczęto udomawiać dzikie zwierzęta (na początku kozy i owce). Rozwijają się także wierzenia. Kult płodności przekształca się w Kult Wielkiej Matki, pojawia się również kult słońca (toporki, motywy krzyża wpisanego w koło). W tym okresie powstają także monumentalne budowle związane z tzw. „ideą megalityczną”; menhiry, np. w Carnac, dolmeny, np. w Holandii i w Borkowie na Pomorzu oraz kromlechy, np. w Stonehenge. W Polsce specyficznym przejawem tej idei były tzw. grobowce kujawskie. Nie mamy możliwości odtworzyć jakichkolwiek rytuałów z tamtego okresu, jednak wiemy, że niezwykle ważne miejsce w ich kulturze zajmowała przyroda i przechodzące przez nią zmiany. 

Wiosna jest mężczyzną? 

W momencie, gdy w Europie królują nadal niepiśmienne ludy neolityczne, na bliskim wschodzie rozwija się Sumer. Skąd się tam wziął? Ciężko stwierdzić. W latach dwudziestych XX wieku uważano, że Sumerowie byli ludnością autochtoniczną, natomiast współcześnie badacze skłaniają się do tego, że Sumerowie to ludność napływowa, obca dla autochtonów z Dolnej Mezopotamii pod względem kulturowym, językowym i etnicznym. Dla nas ważne jest jednak, że to właśnie tam pojawiły się jedne z pierwszych zapisków, bowiem Sumerowie posługiwali się pismem klinowym. Dzięki temu znamy panteon bóstw sumeryjskich. Jednym z nich był Dumuzi (Tammuz, Tamuz) – bóg-pasterz. 

Wszystkie religie starożytne były do siebie bardzo podobne i często czerpały z siebie garściami (nie licząc Rzymian, którzy po prostu ściągnęli od Greków całą mitologię, zmieniając tylko imiona bogów). Właśnie dlatego Tammuz utożsamiany jest z egipskim Ozyrysem oraz grecko-rzymskimi Attisem, Adonisem, Bachusem i/lub persko(irańsko)-indyjsko-rzymskim Mitrą, a także zachodniosemickim Baalem, hetyckim Telepinu, Korą i Dionizosem, jawajską Dewi Melanting, Ixbalanque u Indian Kicze i Estsanatlehi u Indian Nawahów. Wszyscy ci bogowie byli bogami wegetacji. Istnieją różnice, jednak większość religii opiera się na tym, że po zbiorach bóg udawał się do podziemi (zazwyczaj był kochankiem bogini piekieł), by odpocząć. Dlatego też przyroda zapadała „w sen”, natomiast wiosną dochodziło do zmartwychwstania. Wtedy też bóg wychodził z podziemi, a przyroda budziła się do życia na nowo. Jako ciekawostkę można wskazać fakt, że tylko grecka Kora (Persefona) była kobietą – wszystkie bóstwa starożytne utożsamiane z wiosną i zmartwychwstaniem przyrody były mężczyznami.

Na cześć każdego z tych bogów obchodzono kilkudniowe uroczystości. Wszystkie były do siebie bardzo podobne. Odbywały się na początku wiosny (na przełomie marca/kwietnia). Z początku były one dniami żałobnymi, jednak z czasem przekształciły się w radosne święta, w czasie których składano ofiary bogom w zamian za przychylność i urodzaj. Cała społeczność ucztowała i bawiła się. W starożytnym Rzymie zakazano w pewnym momencie obchodzenia bachanalii (na cześć boga Bachusa – Dionizosa), ponieważ przerodziły się one w rozpustne orgie, które zagrażały porządkowi publicznemu. 

Chrześcijańska Wielkanoc czy słowiańskie Jare Gody? 

W I w n.e. w jednej z rzymskich prowincji, Judei, swoją działalność kaznodziei prowadził Jezus Chrystus, który został uznany za mesjasza i na podstawie jego nauk rozwinęła się religia monoteistyczna, która powoli, acz skutecznie, wyparła religie starożytne w basenie Morza Śródziemnego. Zanim jednak rozprzestrzeniła się na całą Europę w czasach średniowiecznych, ziemie te zamieszkiwali Germanie, Słowianie i Anglosasi. 

Wszystkie te ludy w czasach przedchrześcijańskich tworzyły własne społeczności, które wykreowały swoją własną kulturę i wierzenia. Widać jednak wpływy jednych na drugich, ponieważ część wierzeń, jak i panteonu bóstw pokrywa się. Tak samo jest z obchodami słowiańskich Jarych Godów, które u Germanów nosiły miano święta Ostary, a u Anglosasów było to święto bogini Ēostre. Jare Gody obchodzone były na koniec marca, w czasie równonocy wiosennej. Były one obchodami na cześć boga Jaryły. Jaryło to słowiański bóg wojny i młodości, którego można także łączyć z kultami wegetacyjnymi i solarnymi. Jego imię bez wątpienia pochodzi od prasłowiańskiego rdzenia jar-, który w językach słowiańskich wiąże się z krzepkością i surowością, siłą płynącą z młodego wieku. Młodość nierozerwalnie kojarzy się z wiosną – porą roku, podczas której do życia budzą się siły witalne. Z tego też powodu starosłowiańską nazwą wiosny jest właśnie jar. Źródła etnograficzne zwykły opisywać Jaryłę jako bosego młodego boga z bujną czupryną, mknącego przez świat na białym rumaku. Atrybutami Jarego Boga są wianek i kłosy żyta, uniwersalne symbole kojarzone z płodnością. Sam Jaryło zdaje się być z kolei słowiańską personifikacją cyklu wegetacyjnego. Świadczy o tym jego kolejny atrybut – głowa starego mężczyzny, która wedle wierzeń należy do jego ustępującego poprzednika, starego Jaryły. Dlatego też na koniec zbiorów, z początkiem jesieni, urządzano mu symboliczny pogrzeb. Jego wyobrażenie przetrwało wieki, jeszcze w XIX wieku panny na Białorusi w czasie obchodów powitania wiosny śpiewały na jego cześć: 

Włóczył się Jaryło

Po całym świecie.

Rodził żyto w polu,

Płodził ludziom dziecie.

A gdzież on nogą,

Tam żyto kopą.

A gdzież on na ziarnie,

Tam kłos zakwitnie.

Słowianie bardzo hucznie obchodzili wiosenne święto na cześć Jaryły. Po uroczystym rozpoczęciu Jarych Godów słowiańska ludność gromadziła się na wzgórzach. Mężczyźni rozpalali wielkie ogniska, po to, by przywołać w ten sposób możliwie najwięcej ciepła i słońca. W czasie tym zbierano również wierzbowe i leszczynowe witki, z których robiono tzw. wiechy – pęki gałęzi i kwiatów, które zatykano na dachach nowych budynków, by uchronić je przed wszelkim złem. W czasie Jarych Godów domostwa były sprzątane i okadzane, przygotowywano także rozmaite wypieki, m.in. tradycyjne słowiańskie kołacze. Kulminacją obchodów Jarego Święta była obfita uczta, którą wyprawić należało na wzgórzu. Towarzyszyły jej igrzyska połączone z radosnym śpiewem i tańcem. W interesie współbiesiadników było to, by zabawa była możliwie najprzedniejsza. Godne przywitanie wiosny było bowiem wróżbą urodzaju w nadchodzącym cyklu wegetacyjnym. 

Ważną częścią Jarego Święta było malowanie jajek, które symbolizowały odnowę, energię, radość życia i urodzaj w nowym roku wegetacyjnym. Pięknie zdobionymi pisankami bądź kraszankami Słowianie obdarowywali się w czasie obchodów Jarych Godów po to, by zapewnić sobie płodność i urodzaj. W czasie Jarych Godów obchodzono również Śmigus i Dyngus – rytuały oczyszczające, przynoszące siłę i zdrowie. Śmigus polegał na smaganiu się nawzajem rozkwitłymi witkami, a także oblewaniu się wodą. Radosne śmiganie się witkami wzmagało siły witalne u kobiet i mężczyzn, dzięki czemu był to sprawdzony rytuał zaklinający płodność. Nieprzypadkowe były też drzewa, z których wykonywano wspomniane witki. Mężczyznę dobrze było rozochocić gałązkami dębowymi, gdyż dąb to słowiański symbol męskości i siły. W wypadku kobiet lepiej sprawdzały się witki brzozowe lub wierzbowe, ponieważ były to drzewa delikatniejsze, postrzegane jako kobiece. Zwyczaj Śmigusa był dla kawalerów i panien idealną okazją do wzajemnego dotarcia się. Niewysmagana i nieoblana panna mogła obawiać się o swoją przyszłość – brak zainteresowania ze strony kawalerów może wszakże z czasem przerodzić się w staropanieństwo. Rytuały smagania i oblewania przynosiły również oczyszczenie – pozwalały wejść w nowy rok wegetacyjny bez chorób i brudu.

Początek nowego roku wśród Słowian nie może się również obejść bez składania sobie wzajemnych wizyt. W czasie Jarych Godów składano sobie wzajemne wizyty (obecnie znane jako Dyngus); po słowiańsku zwyczaj ten był zwany włóczebnym. W interesie gospodarza domu leżało to, by należycie obdarować włóczebników nie tylko malowanymi jajkami, ale też sowitym poczęstunkiem w postaci dobrego jadła i przedniego trunku. Kto bowiem nie ugości odpowiednio takiego gościa, musi liczyć się z nieurodzajem w polu i innymi nieszczęściami. W kwestii barwnych wczesnowiosennych korowodów wędrujących po wioskach należy pamiętać jeszcze o tzw. gaiku, zwyczaju słowiańskiego ludu polegającym na radosnym pochodzie z zielonym drzewkiem w ręku i z oracją na ustach. Z gaikiem chodzono po to, by przywitać nowe lato, cieplejszą część roku. Śmiało można zatem przypuszczać, że współczesne gaiki to kolejna spuścizna dawnej pogańskiej tradycji.

Marzanna

Początkiem wiosny w zaświaty odsyłana była również Marzanna, którą należało utopić lub spalić. Rytuały te są częściowo zbieżne ze słowiańskim obrządkiem grzebania zmarłych, kiedy to część ludzkiego ducha odsyłano do niebios wraz z dymem płonącego stosu, drugą część zaś kierowano w głąb ziemi. Co ciekawe, czasem Marzannę równocześnie palono i topiono, nie decydując się w ten sposób wyłącznie na jedną formę pożegnania. Bez względu na obraną taktykę, należało ją jednak pożegnać godnie przy akompaniamencie wszczynanego hałasu. Rytuałowi odesłania w zaświaty Marzanny towarzyszyły śpiewy i gra na prymitywnych instrumentach, a także nieskrępowane krzyki i hałasowanie czymkolwiek się dało.

Nasza misja

V mag to wartościowe treści o diecie roślinnej, zero waste i szeroko pojętym świadomym życiu. Rozmawiamy z inspirującymi osobami i dzielimy swoimi przemyśleniami. Chcemy przekonać Cię, że da się znaleźć złoty środek między codzienną gonitwą a życiem zgodnym z naturą. Poszukajmy go razem!