fbpx

Kotleta zostaw, ziemniaki zjedz! Czyli Dzień Bez Mięsa

Idzie wiosna! Jest cieplej, powietrze inaczej pachnie, dni się wydłużają, a od świtu dokazujące ptaki wszystko potwierdzają. Znowu będzie nam się bardziej chciało, pomyślimy o ruchu, o detoksie, otworzymy w domach okna na oścież, wygrzewając się w pierwszych promieniach słońca. I jak co roku zapragniemy zdrowiej się odżywiać. Wiosna sprzyja wszelkim przemianom, to nowe życie, odrodzenie, nowa energia. Być może to nie przypadek, że w pierwszy dzień astronomicznej wiosny świętujemy Międzynarodowy Dzień Bez Mięsa. Po okresie zimowym odczuwamy zazwyczaj większą ochotę na warzywa i owoce, z utęsknieniem czekamy na nowalijki, zmęczeni jesienno-zimowym jadłospisem, nasze talerze nabierają koloru i z chęcią sięgamy po to, co surowe. Warto wykorzystać ten czas odnowy na wprowadzenie zmian w swoich nawykach żywieniowych, a kultowe słowa babci sparafrazować „Kotleta zostaw, ziemniaki zjedz”. 20 marca to idealny dzień na bezmięsny posiłek! 

Dzień Bez Mięsa to dzień jak co dzień dla wegan i wegetarian, dlatego jego obchody kierowane są przede wszystkim do osób odżywiających się w sposób tradycyjny. 

W gruncie rzeczy każdy dzień w roku jest najlepszym dniem, aby podjąć decyzję o ograniczeniu spożycia mięsa lub całkowitej z niego rezygnacji. Jednak nawet jeśli chodzi nam to po głowie od dłuższego czasu, może okazać się, że bez konkretnej motywacji nie będzie to wcale takie proste. Od poniedziałku, od przyszłego miesiąca, po urodzinach, po nowym roku – gdy mierzymy się z wprowadzeniem zmian w życie, bywa, że stajemy się mistrzami prokrastynacji. Dlatego z pomocą przychodzą takie wydarzenia jak Veganuary czyli styczniowe wyzwanie z dietą wegańską, Dzień Wegetarian (11 stycznia), Światowy Dzień Wegetarianizmu (1 października), Dzień Wegan (1 listopada) czy Międzynarodowy Dzień Bez Mięsa (20 marca). Każde z tych wydarzeń jest nie tylko świętem wegan i wegetarian, to również promocja diety roślinnej i dobry pretekst, aby spróbować wykluczyć mięso ze swojego menu. To również doskonały moment, aby skorzystać z licznych wydarzeń i wyzwań, których zadaniem jest rozpowszechnianie diety roślinnej, ale także pomoc w  stawianiu pierwszych kroków na wege drodze. Być może sam fakt zapisania się i uczestnictwa w wyzwaniu, przynależność do społeczności, grupy wsparcia będzie na tyle motywujący, że podejdziemy z większym entuzjazmem i zaangażowaniem do zadania.

Co z tym mięsem jest nie tak? 

Czasami spory o jedzenie mięsa sprowadzają się do kłótni na temat naszej ludzkiej mięsożerności vs roślinożerności. O ile same rozważania z punktu  widzenia antropologii mogą być interesujące, o tyle niekończąca się dyskusja nie przynosi żadnego konsensusu i nie odpowiada na problemy, z jakimi wiąże się współczesna konsumpcja mięsa. To, czy nasi przodkowie byli mięsożercami, ma się nijak do dzisiejszego zapotrzebowania na białko zwierzęce i konsekwencji, jakie stoją za jego produkcją. To, czy dziś decydujemy się zrezygnować z mięsa, jest nie tylko naszą decyzją zdrowotną czy etyczną, ale przede wszystkim odpowiedzią na zachodzące zmiany klimatyczne. 

Troska o zdrowie pozostaje w dużej mierze osobistą sprawą każdego człowieka. Na półkach sklepowych znajdujemy setki produktów mających fatalny wpływ na nasze zdrowie, a jednak są  one dopuszczone do sprzedaży, a my jako konsumenci po nie sięgamy. Mięso, mimo że jest źródłem wielu niezbędnych wartości odżywczych np. białka, żelaza czy witamin z grupy B, może odgrywać również rolę cichego truciciela w naszym organizmie. Po pierwsze ludzie jedzą go zbyt dużo. Średnie światowe spożycie mięsa na tydzień wynosi 800 gramów, w Polsce to 1300 gramów, tymczasem WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) zaleca, aby ograniczyć jego konsumpcję do 500 gramów tygodniowo. Ponadto zachęca się także zrezygnować z produktów przetworzonych, tj. kiełbas, parówek czy konserw, które znacząco zwiększają ryzyko zachorowania na raka jelita grubego. Podczas gdy w państwach rozwiniętych odnotowuje się minimalny spadek spożycia mięsa, w krajach rozwijających się wskaźnik ten stale rośnie. Niestety ogromne zapotrzebowanie na mięso wpływa również negatywnie na jego jakość. Aby było dostępne dla wszystkich, jego cena musi pozostawać odpowiednio niska, co oznacza, że produkcja nie może być również zbyt kosztowna. Wysoki popyt na produkty mięsne wymusił znaczące zmiany w sposobie hodowli zwierząt. Mówiąc krótko: liczy się ilość, a nie jakość! Mięso w promocyjnej cenie jest efektem przyspieszonej hodowli zwierząt na masową skalę. Kurczaki osiągają pełną masę 6 razy szybciej niż działo się to na początku poprzedniego wieku, wystarczy około 40 dni, aby wyhodować gotowego do uboju ptaka. Hodowla selektywna, tworzenie ras przybierających ekstremalnie szybko na wadze, stosowanie antybiotyków i karmienie paszami, które również odpowiadają za szybki wzrost zwierząt,  to odpowiedź na współczesne nawyki żywieniowe. Podczas gdy konsument został przyzwyczajony do codziennego widoku mięsa na talerzu, WHO wpisało mięso czerwone na listę produktów kancerogennych. Istnieje wiele badań wykazujących związek między jedzeniem zbyt dużej ilości mięsa a chorobami serca, rakiem jelita grubego, cukrzycy, nadciśnieniem tętniczym, a nawet większym ryzykiem wystąpienia udaru. 

„Gdyby rzeźnie miały ściany ze szkła, wszyscy bylibyśmy wegetarianami” 

Paul McCartney

Póki co szerokie betonowe mury skrywają skrzętnie procedury uboju zwierząt. Nie oznacza to jednak, że nie mamy żadnego dostępu do informacji, namiastką szklanych ścian są dla nas liczne śledztwa prowadzone przez organizacje na rzecz praw zwierząt. Dzięki ciężkiej i często niebezpiecznej pracy wolontariuszy mamy dostęp do wielu materiałów video oraz raportów, które bez cenzury pokazują los zwierząt hodowlanych. Katorga często zaczyna się już w miejscu hodowli, gdzie prawo nadal  dopuszcza praktyki uprzedmiotawiające zwierzęta, począwszy od ich narodzin – wspomnę chociażby o kastracji, obcinaniu ogonów i piłowaniu zębów u prosiąt, które legalnie można wykonać bez znieczulenia do 7 dnia życia po narodzinach. Potem liczy się szybki przyrost na wadze i ekstremalna eksploatacja samic wydających na świat kolejne potomstwo. Ze względu na warunki chowu zwierzętom uniemożliwione są wszystkie naturalne zachowania jak rycie u świń grzebanie czy kąpiele w piasku u kur. Najczęściej zwierzęta cały swój krótki żywot spędzają zamknięte w wielkich hangarach, potem czeka je już tylko transport do rzeźni, podczas którego cierpią ból po złamaniach, zwichnięciach, okaleczeniach. Często bez wody i pokarmu, w stresie, po wielu godzinach drogi docierają do rzeźni, w której nie zawsze poprawnie ogłuszone wykrwawiają się, aby wypełnić lodówki sklepów. Kulturowo spożywanie mięsa jest nadal czymś całkiem normalnym. Jednocześnie konsumpcja mięsa ma miejsce przy dość silnym wyparciu tego, w jaki sposób owo mięso jest pozyskiwane. Nikt z nas nie poluje, aby zjeść na obiad kotleta, uprzemysłowienie branży doprowadziło do całkowitego zniknięcia uboju z podwórek wiejskich, przez co jeszcze bardziej odcięliśmy się od źródła i procesu pozyskania pożywienia, jakim jest mięso. Ułatwiliśmy sobie również lingwistycznie sprawę, nazywając krowę, świnię, kurę czy kaczkę, wołowiną, łopatką wieprzową czy piersią drobiową. Niestety świadomość zabijania istot żywych nie wzbudza podobnej empatii u wszystkich. Pewnie niejedna osoba po obejrzeniu filmu dokumentalnego z rzeźni odsunęłaby od ust świeżo usmażony stek. Tymczasem większość ludzi na widok tego rodzaju materiałów szybko zamyka oczy, mówiąc, że nie może na to patrzeć. Oczywiście nie zaczarowuje to w magiczny sposób rzeczywistości i nie zmienia losu zwierząt, a jedynie uspokaja sumienia i pozwala na dalsze rozkoszowanie się smakiem umami. 

Ostatni grzech mięsa

O ile nasze zdrowie i bardziej lub mniej empatyczny stosunek do zwierząt jest naszą prywatną sprawą, o tyle planeta na której żyjemy, należy do nas wszystkich. Niestety przemysł mięsny skutecznie przyczynia się do degradacji środowiska i zmian klimatycznych. Przemysłowe hodowle zwierząt odpowiadają za 14,5% emisji gazów cieplarnianych i tym samym wyprzedzają cały transport razem wzięty, który odpowiada za 13% emisji. Masowa hodowla zwierząt odpowiedzialna jest również za wycinanie lasów, wylesianiu podlega przede wszystkim Puszcza Amazońska, która odgrywa kluczową rolę w pochłanianiu gazów cieplarnianych i jest siedliskiem wielu rzadkich gatunków fauny i flory. Lasy przekształcane są w pastwiska i pola uprawne, niezbędne do produkcji paszy dla zwierząt. Wielkie tereny obsiewane są głównie soją, która importowana jest z dalekiej Ameryki Południowej przez kraje europejskie czy Chiny. Monokultura soi i  innych zbóż odbija się echem na bioróżnorodności. Innym problemem jest fakt, że uprawiana na ogromnych terenach soja w 85% przeznaczona jest do karmienia zwierząt, podczas gdy plony z tych samych obszarów mogłyby wykarmić 3 mld ludzi. Kolejnym aspektem jest ślad wodny czyli ilość wody niezbędna do wyprodukowania 1 kg mięsa. Na niechlubnym szczycie stoi wołowina, która pochłania 15000 litrów wody na 1 kg mięsa, dla wieprzowiny to 6000 litrów wody, a dla mięsa drobiowego 4300 litrów. Dla porównania do wyprodukowania 1 kg ziemniaków potrzeba około 250 litrów wody. Poza tym woda ulega zanieczyszczeniu po przez pestycydy i nawozy (o dużej zawartości azotu i fosforu), które stosowane są przy uprawie soi i zbóż przeznaczonych na paszę. Intensywna hodowla zwierząt związana jest także z dużą ilością odchodów, które trudno zagospodarować i które wnikają do wód gruntowych. Przejście jednej osoby na dietę roślinną ratuje życie około 170 zwierząt w ciągu 10 lat. Ale to również sposób na zmniejszenie osobistego śladu węglowego czy wodnego i realny wpływ na stan klimatu poprzez własne wybory konsumenckie. Naukowcy są zgodni co do konieczności ograniczenia spożycia mięsa i przejścia na dietę roślinną jako realnego rozwiązania powstrzymującego szybko postępujące zmiany klimatyczne. 

„Obiad bez mięsa to nie obiad!” 

– Jeśli nie zjem mięsa czuję głód!

– Mięso muszę mieć codziennie na talerzu!

To zdania, które wielokrotnie słyszałam od osób przekonanych, że nie mogłyby zrezygnować z mięsa, a nawet zminimalizować jego spożycia. Doskonale obrazują, jak duża jest potrzeba organizowania takich wydarzeń jak Dzień Bez Mięsa. 20 marca jest tylko jednym dniem w roku, ugotowanie bezmięsnego posiłku raz na dwanaście miesięcy niewiele zmieni zarówno w skali globalnej, jak i w nawykach żywieniowych konkretnej osoby. Chodzi tu jednak o znalezienie kolejnej okazji do zrobienia zielonego szumu na rzecz zwierząt i naszej planety. Z jednego dnia bez mięsa może wykiełkować ochota na więcej roślinnego jedzenia. 

Gdzie szukać wsparcia i informacji? 

  • W każdym momencie możesz przyłączyć się do wyzwania „Zostań wege na 30 dni” organizowanego przez Vivę – Fundacja Międzynarodowy Ruch Na Rzecz Zwierząt. Wiele wskazówek, jak rozpocząć przygodę z roślinnym jedzeniem znajdziesz bezpośrednio pod adresem: https://www.zostanwege.pl/. Jeśli wolisz, ściągnij na swój telefon aplikację Zostań wege na 30 dni. 
  • Trzydziestodniowe wyzwanie możesz podjąć również w ramach „ProVeg Veggie Challenge”, które organizowane jest przez międzynarodową organizację ProVeg promującą roślinny sposób życia. Aby się zapisać, wskakuj na stronę https://proveg.com/pl/veggie-challenge/.
  • Pamiętaj, że internet oferuje całą bazę darmowych treści, które pomogą ci zrozumieć, dlaczego warto ograniczyć spożycie mięsa lub zupełnie z niego zrezygnować. Wymienię tylko kilka stron internetowych, które edukują, rozpowszechniają wiedzę na temat roślinnej diety oraz wspierają. Szukasz wiedzy, wejdź na :

Nasza misja

V mag to wartościowe treści o diecie roślinnej, zero waste i szeroko pojętym świadomym życiu. Rozmawiamy z inspirującymi osobami i dzielimy swoimi przemyśleniami. Chcemy przekonać Cię, że da się znaleźć złoty środek między codzienną gonitwą a życiem zgodnym z naturą. Poszukajmy go razem!