Miłość w czasach internetu

Czas pędzi w zastraszającym tempie. Mimo, że mamy coraz więcej urządzeń, które pozornie powinny nas choć trochę odciążać w codziennej pracy, odnoszę wrażenie, że to wcale nie rozciąga nam doby. Dom, praca, siłownia, czasem spotkanie ze znajomymi i tak w koło Macieju. Moje życie też jakiś czas temu wyglądało. Czasem łapałam się, głównie podczas niedzielnych popołudni, gdy siłownia była już nieczynna, znajomi odpoczywali po sobotniej imprezie a w domu nie było nic lepszego do roboty, że czegoś, a raczej kogoś mi brakuje – kogoś, do kogo mogę się przytulić podczas oglądania serialu w telewizji, kogoś, z kim przygotuję kolację albo kogoś, kto po prostu będzie przy mnie niezależnie od życiowej sytuacji w jakiej obecnie będę.

Zaczęłam się zastanawiać, jak taką osobę odnaleźć. Praca odpadała, znajomi oraz znajomi znajomych również. Nie miałam pojęcia gdzie zacząć szukać drugiej połówki. Pamiętam, że wtedy wzrok mój padł na stojącego obok mnie laptopa. Otworzyłam, zalogowałam się na odpowiednią tematyczną stronę i… dziś jestem szczęśliwą żoną męża z Internetu – i to już szósty rok ;).

Czy było łatwo? Nie było. Było wręcz horrendalnie trudno. Nie zliczę porażek, błędów, nieudanych randek, które musiałam ‘odbębnić’ by w końcu spotkać tego Jedynego. Dziś jednak nie żałuję tych spotkań, bo dzięki nim zdobyłam spore doświadczenie w efektywnym randkowaniu (i chcę podzielić się tym z wami) oraz wiem, co zrobić, by spotkanie z drugą osobą w tak zwanym „realu” było chociażby mile spędzonym czasem nawet, jeśli nie będzie prowadzić do wielkiej miłości.

Jak skutecznie rozpocząć poszukiwania miłości bez spektakularnych wpadek?

Ostatnio obiło mi się o uszy (a raczek oczy) w jednym z kobiecych magazynów, że logowanie się na portalach randkowych w celu odnalezienia życiowego partnera jest już passé… Niestety autorka zapomniała uargumentować, dlaczego ;-). Moim zdaniem Internet jest takim samym źródłem jak każde inne – klub, kawiarnia czy sala treningowa, a może nawet i lepszym, jeśli przestrzega się kilku(nastu) podstawowych zasad, które wyrobiłam sobie się po wielu porażkach.  To co, zaczynamy?

Na początku:

  • zawsze logujcie się na sprawdzonych portalach randkowych/aplikacjach. Pamiętajcie, by podczas tworzenia konta rzetelnie uzupełnić ankietę, którą zazwyczaj owe portale oferują i która pomoże w dopasowaniu do was drugiej połówki, ale pamiętajmy też, że to działa w obie strony: sami również uzupełnijcie wasz profil (unikajcie przy tym banalnych frazesów!), dodajcie kilka zdjęć (które w pewnym sensie was zareklamują, ale które też będą odzwierciedlać waszą rzeczywistość i wygląd). Starajcie się unikać zbytniego eksponowania ciała – z obserwacji wiem, że takie fotki przyciągają pewną specyficzną grupę docelową, o którą nam przecież nie chodzi, prawda?
  • unikajcie logowania się na apki, które powszechnie kojarzą się z poszukiwaniem kogoś na jednorazową przygodę (chyba, że taki macie zamiar) np. słynnego Tindera. Co prawda nie jest powiedziane, że nie znajdziecie tam wartościowych osób, ale szanse na znalezienie kogoś na stałe drastycznie maleją, a przecież szkoda nam na to czasu w dzisiejszych zabieganych czasach ;).

Kiedy już coś zaiskrzy:

Gdy wydaje się wam, że znaleźliście kogoś, z kim planujecie się spotkać na żywo, przemyślcie proszę moje poniższe (według mnie niezwykle cenne) wskazówki:

  • jeszcze raz dokładnie przejrzyjcie wspólną korespondencję – sprawdźcie, czy osoba pisze do was w sposób poprawny, kulturalny oraz bez rażących błędów językowych i z zastosowaniem przynajmniej szczątkowej interpunkcji (u mnie na przykład odpadali panowie, którzy potrafili napisać do mnie np. ‘muj’, ‘hyba’ czy ‘przeciesz’ – boli, nieprawdaż?). Świadczy to o pewnym poziomie, no i nie ukrywajmy, wykształceniu,
  • nie polegajcie tylko na korespondencji – wymieńcie się numerami, zadzwońcie i pogadajcie. To już praktycznie jest jak spotkanie na żywo – przełamiecie pierwsze lody i zobaczycie (usłyszycie?), czy nadajecie na podobnych falach. Ja stosowałam ten „trick” jeszcze w jednym przypadku: mieszkam na Śląsku, gdzie gwara jest czymś normalnym, ale osobiście nie zniosłabym dłuższego przebywania z osobą, która posługuje się tylko ową mową. Niestety, dwa razy „nacięłam się” na takie sytuacje i od tego czasu, chociaż parominutowa rozmowa była dla mnie MUST HAVE 😉
  • wiem, że w tym punkcie będę nudna, ale mimo wszystko, dla swojego spokojnego sumienia, muszę to powiedzieć: umówcie się w publicznym miejscu, o wcześniejszej porze i dojedźcie na miejsce samodzielnie (nie pozwólcie się podwozić i nie ujawniajcie swojego miejsca zamieszkania – przezorny zawsze ubezpieczony). Poinformujcie też kogoś zaufanego z kim i gdzie wychodzicie.

Pamiętajcie, że nic nie przychodzi łatwo, czasami trzeba umówić się na wiele internetowych randek, zanim coś zaiskrzy. Ja, zanim poznałam mojego męża, przeżyłam wiele bardziej i mniej udanych spotkań. Owszem, momentami było to frustrujące, ale podchodziłam do tego eksperymentalnie  – przełamywałam swoją nieśmiałość, spędzałam czas w fajnych miejscach i, mimo wszystko, poznawałam ciekawe osobowości. Dziś jestem wdzięczna losowi za te spotkania no i oczywiście, cokolwiek inni by nie powiedzieli/napisali będę mocnym orędownikiem wykorzystywania Internetu do odnajdowania swojego szczęścia – i nie mówię tu tylko o ‘miłosnych’ poszukiwaniach :).

Powodzenia!

Więcej tekstów o miłości znajdziecie w 27. numerze V maga

Autorka: Dominika Komorowska-Buras
Na liczniku wybiła mi już “trójka” z przodu, ale energii i zapału mam jak niejedna ‘osiemnastka’ ;). Jestem miłośniczką sportów siłowych, dobrej kuchni (od paru miesięcy gotuję i jem wegetariańsko) oraz języka włoskiego. Kocham czytać (kryminały), robić zdjęcia (oczywiście jedzenia) oraz pisać (współprowadzę bloga z recenzjami kulinarnymi restauracji).

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *