fbpx

Odpoczynek w polskiej Krainie Wielkich Jezior

Ten rok jest czasem niepewności, strachu oraz wymuszonej improwizacji na każdym możliwym polu. Minione miesiące były niczym kubeł lodowatej wody, który ktoś z impetem i bez ostrzeżenia wylał na nasze głowy. Znane schematy postępowania i funkcjonowania w rzeczywistości zostały podarte na drobne kawałeczki, zmuszając nas do szybkiego wynalezienia nowych – takich, które będą pasowały do obecnej narracji, jaką tworzą wydarzenia na świecie. Problem w tym, że wszystko zmienia się z dnia na dzień, z minuty na minutę. Słyszymy, że teraz jest lepiej, przywrócono nam naszą „wolność”, za którą z utęsknieniem spoglądaliśmy tygodniami. Nie wiemy jednak, na ile możemy z niej korzystać. Żyć wedle maksymy „carpe diem”, jakby nie było jutra, bo nie wiemy, co przyniesie przyszłość? Czy może wręcz przeciwnie – kontynuować izolację w zaciszu naszego domostwa? Na te pytania każdy i każda z nas musi odpowiedzieć sobie przez pryzmat własnej moralności i osobistego credo. 

Nadeszło jednak nasze ukochane i upragnione lato. Po czasie spędzonym w zamknięciu większość z nas odczuwa nasiloną potrzebę kontaktu z naturą i jej nieskazitelnym pięknem. Mam wrażenie, że to właśnie ona pomogła i pomaga wielu z nas przetrwać ten trudny okres niepewności i nieustannie pojawiających się znaków zapytania. Na świecie może panować chaos, ale ziemia żyje własnym rytmem. Pory roku następują po sobie, zwierzęta budzą się z zimowego snu, pączki na drzewach przeobrażają się w kwiaty, liście i owoce. To daje nam poczucie komfortu, pewności, że istnieje pewna stałość, harmonia i porządek. Nawet, a może w szczególności, teraz. 

Dlatego osobiście zachęcałabym do wybrania się chociaż na krótki odpoczynek w malownicze miejsce, a w obecnej sytuacji myślę, że dobrym pomysłem będzie pozostanie wewnątrz granic naszego kraju. Z jednej strony zadbamy w ten sposób o własne zdrowie, ale również wesprzemy rodzimych przedsiębiorców, których biznesy ucierpiały przez okres przymusowej kwarantanny. Oprócz tego, a może przede wszystkim, będziemy mieć wreszcie okazję zobaczyć nasze „podwórko” i docenić piękno polskich regionów, które spokojnie mogą konkurować z zagranicznymi perełkami. Uważam, że każda część naszego kraju ma w sobie piękne elementy i jest równie warta naszej uwagi i eksploracji. Jednak dzisiaj chciałabym skupić się na Mazurach – popularnej i powszechnie znanej destynacji urlopowej, którą postaram przedstawić z troszkę innej, mniej „komercyjnej” strony i zachęcić do odwiedzin Krainy Wielkich Jezior. 

Nie odkryję tutaj Ameryki, mówiąc, że Mazury są zdecydowanie u szczytu rankingu miejsc najczęściej wybieranych na letni odpoczynek. I trudno się dziwić. Wielkie jeziora, otoczone gęstym lasem i łąkami, są niezwykle zachęcającą atrakcją turystyczną. Połączone między sobą licznymi kanałami i śluzami wodnymi, pozwalają z łatwością żeglować i przemieszczać się z jednego na drugie. No właśnie, tutaj do mazurskiego pejzażu dołączają żagle i łódki. To ich pasjonaci ze szczególnym uwielbieniem odnoszą się do tych terenów. I naprawdę trudno im się dziwić, bo pływanie między portami, plażami i miasteczkami stanowi dość dogodny sposób eksploracji tego regionu. Jednak wiem doskonale, że tak samo, jak wielu jest amatorów żeglowania, tak wielu (jeśli nie więcej) jest jego zagorzałych przeciwników. Sama znajduję się w tej drugiej grupie, więc zdecydowanie nie zamierzam reklamować Mazur pod kątem „łódkowej dogodności”. Uważam też, że ten aspekt niesłusznie zraża wielu ludzi, którzy nie pasjonują się żeglarstwem, do odwiedzenia polskiej Krainy Wielkich Jezior. A szkoda, bo atrakcji jest tu tak dużo, że z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie. 

Coraz częściej widać, że Polacy lubią aktywny wypoczynek i w tym celu udają się w konkretne miejsca zarówno w kraju, jak i za granicą. Moim zdaniem Mazury są niezwykle dobrym regionem dla amatorów różnych sportów rekreacyjnych, a w szczególności dla rowerzystów wszelkiej maści. Tych, którzy pokonują dziennie dziesiątki kilometrów na kolarce lub szosie, jak i tych, którzy cenią sobie spokojną jazdę w malowniczej scenerii. Sama byłam zaskoczona mnogością i różnorodnością tras rowerowych, które biegną dookoła jezior, wzdłuż kanałów i przecinają pola oraz lasy. Szlak „Green Velo”, który powoli buduje swoją sieć w różnych rejonach Polski, jest tutaj naprawdę dobrze rozwinięty, a mapy są łatwo dostępne na stronie i w aplikacji. Warto jednak zaznaczyć, że Mazury, choć położone w północno-wschodniej części kraju, mają pofałdowany krajobraz. Z jednej strony stanowi to niesamowity atut, jeśli chodzi o urozmaicenie pejzażu, ale zdecydowanie ten aspekt nie sprzyja kolarzom, którzy w pocie czoła pokonują kolejne, napotykane na swojej drodze wzniesienia. Satysfakcja oraz widoki zdecydowanie rekompensują wysiłek związany z pedałowaniem, a i zawsze można zatrzymać się nad jeziorem, by odetchnąć i nabrać sił lub po prostu urządzić sobie mały piknik. Bo każdy pretekst jest dobry, aby zwolnić i nacieszyć oczy pięknem otaczającej przyrody, która naprawdę zachwyca w tych stronach.

Jeśli nie jesteśmy amatorami żagli, a jednak cenimy sobie kontakt z wodą, to zdecydowanie polecam wypożyczenie kajaków. Spokojne pływanie po jeziorze lub bardziej wymagający spływ jedną z rzek to świetne pomysły na aktywne i urozmaicone spędzenie czasu. Szczególnie polecana jest tutaj Krutynia – rzeka wijąca się przez tereny Puszczy Piskiej i Mazurskiego Parku Krajobrazowego. I naprawdę nie trzeba mieć wielkiego doświadczenia, aby czerpać przyjemność z takiego spływu. Owszem, może nie raz, nie dwa zacumujemy przypadkiem w nadbrzeżnych szuwarach, ale zamiast frustrować się i niepotrzebnie wściekać na brak umiejętności swoich lub kajakowego towarzysza, warto zaśmiać się z siebie i całej sytuacji, ćwicząc tym samym dystans do siebie i świata. Bo wakacje są w końcu po to, by luzować tę wiecznie napiętą, symboliczną „gumkę”.

Mówiąc o różnego rodzaju aktywnościach, nie sposób nie wspomnieć o wędrówkach i spacerach, gdy polecamy Mazury jako destynację urlopową. Warto odwiedzić śluzę w Leśniewie, by potem wzdłuż malowniczego kanału podążyć do leśnej osady o nazwie Mamerki. Ta również warta jest zobaczenia, bo znajdują się w niej opuszczone powojenne baraki oraz bunkry, tworzące mistyczną atmosferę grozy i tajemniczości. Oprócz tego miłośnicy i miłośniczki dziewiczej przyrody powinni zawitać do Puszczy Boreckiej. Jest niestety mało popularna, a tylko tutaj, z wyłączeniem Puszczy Białowieskiej, można podziwiać żubry na wolności, szczęśliwie przechadzające się w swoim naturalnym środowisku. Gęstwina drzew i dzikość natury z pewnością pozwolą nabrać nowej perspektywy na nasze miejsce w ekosystemie oraz ułatwią intymne połączenie się z Matką Ziemią, którego tak wielu z nas w tym momencie pragnie i potrzebuje. 

Na Mazurach pełno jest malowniczych agroturystyk i gospodarstw, w których warto zatrzymać się, planując swój pobyt w tych stronach Polski. Szczególną uwagą warto obdarzyć Lipowy Dom, położony nad jeziorem w samym sercu Mazurskiego Parku Krajobrazowego. To miejsce wyjątkowe, cieszące się znakomitą opinią, a szczególnie wśród joginów i joginek, którzy odwiedzają je w celach warsztatowych. Warto zobaczyć kalendarz tych zjazdów, zamieszczony na stronie Lipowego Domu. Ponoć naprawdę warto, bo oprócz błogiego relaksu w pięknej scenerii i praktyki asan, pobyt uświetnia bezmięsna kuchnia w duchu filozofii „pięciu przemian”, ciesząca się niezwykle pochlebnymi recenzjami. Oprócz jogi organizowane są też warsztaty tańca, medytacji oraz różnego rodzaju technik uważności, pracy z ciałem i umysłem. Myślę, że jest to naprawdę świetny pomysł na regenerujący wypad, szczególnie w pojedynkę, który pozwoli naładować energetyczne akumulatory i oderwać nas od natłoku informacji płynących licznymi strumieniami ze świata.

Na końcu chciałabym zachęcić również miłośników i miłośniczki architektury, aby odwiedzili Mazury w celu eksploracji tamtejszych miasteczek. Pełne są one ceglanych budynków z czerwoną dachówką, tworząc tym samym niezwykle spójny i konsekwentny obraz, który swój wygląd zawdzięcza krzyżackim wpływom. Zamek w Rynie, kościół i most w Reszlu, zamek w Lidzbarku Warmińskim czy rynek w Mrągowie to tylko kilka przykładowych pozycji. Tak naprawdę każde większe czy mniejsze miasteczko skrywa w sobie ciekawe elementy architektoniczne, które tylko czekają na to, by je odkryć. Atmosfera w niektórych z nich w upalny, letni dzień łudząco przypomina południowoeuropejskie klimaty, gdzie mieszkańcy niespiesznie piją kawę w lokalnych kafejkach, a świeże pranie powiewa na wietrze. Więc może w te wakacje, zamiast z utęsknieniem spoglądać w stronę Italii czy Chorwacji, warto poszukać naszych rodzimych odpowiedników, puścić wodze fantazji i znaleźć się w basenie Morza Śródziemnego? Bo czemu nie?

Osobiście bardzo podzielam frustrację i smutek wszystkich zapalonych podróżników, których nieustannie pcha potrzeba intensywnego doświadczania świata i życia. Sama musiałam zrezygnować z kilku zagranicznych wypadów w tym roku i wiem doskonale, że nie jestem jedyną osobą, która zmuszona jest obejść się smakiem w temacie egzotycznych wyjazdów. Jednak zamiast irytować się na rzeczy, na które wpływu nie mamy, polecam zaakceptować obecną sytuację i po prostu obrać inną strategię. Zamienić makro- na mikrokosmos, przenieść naszą uwagę na to, co bliżej i dookoła nas. Potraktować ten moment jako szansę na nadrobienie zaległości. Wielu z nas żyje w Polsce od lat, a nie miało szansy zobaczyć, co oferuje nam nasz kraj pod względem turystycznym. Może obecna sytuacja to właśnie doskonały pretekst, by to zmienić? Spróbujmy zabawić się w turystów i turystki we własnym kraju, zobaczmy, co ma do zaoferowania. Mam ogromną nadzieję, że Mazury, a w szczególności ich mniej komercyjna strona, zdobędą w tym roku nowych pasjonatów. Ja dołączyłam do tego grona kilka lat temu i uważam, że naprawdę warto.

Nasza misja

V mag to wartościowe treści o diecie roślinnej, zero waste i szeroko pojętym świadomym życiu. Rozmawiamy z inspirującymi osobami i dzielimy swoimi przemyśleniami. Chcemy przekonać Cię, że da się znaleźć złoty środek między codzienną gonitwą a życiem zgodnym z naturą. Poszukajmy go razem!