fbpx

Odpuść sobie, czyli jak to zrobić z jogą

Kiedy zaczynamy naszą przygodę z jogą, istnieje spore ryzyko, że zabrniemy w ślepy zaułek zwany naszymi oczekiwaniami. A to wielka szkoda, oznacza to bowiem, że intensywnie koncentrujemy się na celu, czyli na tym, kiedy uda nam się stanąć na głowie, kiedy wykonamy mostek, podejmujemy szalone wyzwania typu: szpagat w jeden miesiąc i wciskamy się na siłę w zawiłe precelki. Lub zupełnie odwrotnie, porzucamy jogę, zniechęceni faktem, że w adho mukha svanasana czyli w pozycji psa z głową w dół nie udaje się nam dotknąć piętami maty przy zachowaniu wyprostowanych kolan. Oczekiwania, a za nimi frustracje. Szkoda, bo gdybyśmy skupili się od samego początku na drodze do celu, na  „tu i teraz”, czyli na tym, czego uczy joga, uniknęlibyśmy zbędnej presji, której w życiu codziennym dostajemy już całkiem sporo. Joga jest wspaniałą nauczycielką odpuszczania, uczy siebie słuchać i szanować, w końcu jej nadrzędnym celem jest uwolnienie się od cierpienia. Żeby jednak móc skorzystać z jej nauk, trzeba sięgnąć do jej wnętrza, doświadczyć głębiej i uważniej. Zanim jednak przyjrzymy się, co na ten temat powiedział Patańdżali (o którym pisałam: tu) i  w jaki sposób joga uczy odpuszczać sobie, zastanówmy się, dlaczego przychodzi nam to czasami tak trudno. 

Trudna sztuka odpuszczania

Znalezienie równowagi między wolą działania, potrzebą osiągania zamierzonych celów, presją odhaczania zadań z checklisty a odpuszczaniem sobie jest prawdopodobnie indywidualną sprawą każdego człowieka. Podlegamy uwarunkowaniom ze względu na nasz charakter, wykształcenie, nasze doświadczenia czy kulturę, w której wyrośliśmy, dlatego jednym z nas przychodzi to łatwiej, innym znacznie trudniej. Umiejętność odpuszczania w życiu w dużej mierze zależy od naszego osobistego stosunku do wysiłku i do rezygnacji. Do tych dwóch stanów możemy podejść na różne sposoby. Jedni odrzucają zarówno wysiłek, jak i poddanie się, oznacza to, że nie podejmują wyzwań i działań koniecznych do zmian, jednocześnie nie potrafią pogodzić się z rzeczywistością, która powoduje ich dyskomfort. Najczęściej przejawia się to wiecznym narzekaniem, obwinianiem innych, siebie bądź losu. Osoby takie nie chcą lub nie umieją wziąć odpowiedzialności za swoje czyny, jednocześnie nie potrafią odpuścić i ciągle skupiają się na tym, czego nie mają, czego chciałyby się pozbyć. Gdyby potrafiły odpuścić, być może mogłyby zaakceptować to, jak jest i uwolnić się od wewnętrznego konfliktu. Zupełnie inne podejście do wysiłku i rezygnacji mają osoby, które połowicznie angażują się w to, co robią. Z jednej strony podejmują wyzwania, z drugiej karmią się poczuciem niedosytu, w głębi serca wiedzą, że nie dały z siebie wszystkiego. Takie nawarstwiające się  doświadczenia budują złą samoocenę i poczucie żalu, dlatego pojawia się ciągła potrzeba powrotów do przeszłości, poprawiania, rozpoczynania od nowa, a żaden moment nie jest dobry na to, aby się poddać. W zupełnej opozycji pozostają osoby ze skłonnościami do perfekcjonizmu. Sztuka odpuszczania sobie jest trudna do osiągnięcia w przypadku, kiedy zdaje się nam, że stale jest niewystarczająco dobrze albo kiedy osiągnęliśmy cel A, to pora sięgnąć cel po B. Linia mety wciąż przesuwa się do przodu, a biegnący, zamiast się relaksować, dokłada kolejny kilometr do przebiegnięcia. Lęk przed utratą kontroli jest zbyt duży, aby móc się zatrzymać i spojrzeć z satysfakcją na swoje osiągnięcia. 

Czasy, w których żyjemy, z pewnością utrudniają większości z nas korzystanie z umiejętności  odpuszczania, zwalniania czy wycofywania się, aby nabrać dystansu. Rzeczywistość nastawiona na efektywność, realizację planów, dostarczająca ciągle nowych wiadomości i treści, na które powinniśmy zareagować, przekonuje nas nieustannie, że nie mamy czasu na przerwę, nie mamy prawa zrezygnować, stanąć obok, dać za wygraną. Nie bez znaczenia pozostaje nasze wychowanie i edukacja. Jako dzieci bardzo szybko wkraczamy w świat konkurencji, porównywania, oceniania, ten, kto chce być najlepszy według ogólnie przyjętych kryteriów, nie ma przestrzeni na odpuszczanie sobie. Nabieramy przekonania, że musimy nieustannie „biec”, aby nie zostać na końcu peletonu. 

Mimo wszystko pewnie każdy doświadczył choć raz w swoim życiu sytuacji, w której po wyczerpaniu wszelkich możliwości całkowicie się poddał i odpuścił. Odpuścić można na chwilę, żeby nabrać sił, oczyścić głowę, odpuszczamy, bo na dziś mamy już dość, a dnia kolejnego ponownie stajemy do walki. Bywa też tak, że kiedy siłujemy się długo, bez żadnych rezultatów, dopiero poddanie się przynosi nam rozwiązanie, nową myśl i wszystko zaczyna się układać. Odpuszczamy na różnych poziomach, na chwilę, na zawsze, odpuszczamy w kwestii stosunkowo błahej i kiedy dotyka nas poważny problem życiowy. Czasami mamy poczucie porażki, innym razem to przyjemna ulga ściągająca napięcie z barków. 

Vairagya – czyli  jogiczne odpuszczam 

Wspomniany już w tekście Patańdżali uznawany jest za autora Jogasutr czyli traktatu na temat jogi. W 195 aforyzmach indyjski mędrzec objaśnia cel jogi oraz sposób jego osiągnięcia. Omawiana przez niego ośmioczłonowa joga stanowi cały zakres wskazówek postępowania, dzięki którym adept jogi może osiągnąć samadhi czyli samorealizację, stan uwalniający od cierpienia. W jednej z sutr czytamy „Poprzez praktykę (abhyasa) i nieprzywiązanie (vairagya) poruszenia umysłu mogą być zatrzymane” (I. 12.).  Patańdżali wymienia dwa warunki i zaczyna od konieczności podjęcia wzmożonego wysiłku czyli praktyki. Wymaga od nas pełnego zaangażowania i oddania temu, co robimy. Poza tym zwraca uwagę na regularność i nieprzerywalność praktyki. Oczywistym jest, że jeśli pragniemy dostrzec efekty, jakie obiecuje joga, musimy w to włożyć sporo pracy i bez znaczenia pozostaje, czy chodzi nam bardziej o aspekt fizyczny i umiejętnościowy, czy ten skierowany na nasze wnętrze. Abhyasa zazwyczaj nie stwarza problemu dla osoby lubiącej się z jogą, stosunkowo łatwo jest wyzwolić w sobie chęci i zapał do regularnej praktyki, obserwując przy tym postęp i odczuwalne zmiany. 

Patańdżali wymienia jeszcze drugi warunek, jakim jest vairagya czyli nieprzywiązanie. Vairagya uczy nas uwalniania się od pragnień i emocji, które nami targają. Nawet jeśli owe pragnienia wynikają z dobrych intencji, bo skierowane są np. na osiąganie ideału w praktyce jogi, powinniśmy ich się wyzbyć. Dlaczego ? Vairagya jest zawsze krok przed nami, oznacza to, że zanim jeszcze podejmiemy się jakiegoś działania, akceptujemy jego efekty, jakiekolwiek one by nie były. Vairagya w pewien sposób chroni nas przed rozczarowaniem, przypomina, że nic nie jest dane raz na zawsze, każde spotkanie z matą jest inne, my sami każdego dnia jesteśmy inni, a życie przynosi wiele różnych scenariuszy często wbrew naszym planom. Patańdżali przypomina o ulotności wszystkiego i o tym, że przywiązując się do efektów, konkretnych stanów, sytuacji, a nawet do życia, wystawiamy się nieustannie na cierpienie w obawie przed utratą czegoś. Praktykując z vairagyą, uwalniamy się od presji i napięcia, na matę wchodzimy po to, aby praktykować, spotkać się ze sobą i swoim ciałem, zobaczyć, jak dziś się czujemy. Nieprzywiązanie odziera nasz kontakt z jogą z podejścia nastawionego na cel i tak powszechne dziś wyzwania, które budują naszą motywację, a za którymi może przyjść zadowolenie, ale też rozczarowanie. 

Co właściwie vairagya ma wspólnego z odpuszczaniem ? Ano to, że niesie w sobie jego istotę. Nie przywiązuję się, a więc odpuszczam ! To, co jest bardzo istotne w nauce Patańdżalego, to postawienie znaku równości między „działam” i „odpuszczam”. Autor traktatu nie mówi nam tak po prostu „odpuśćcie sobie”, nie każe nam porzucać wysiłku i poddać się losowi. Nie skupia się również tylko na aktywnej i nieustannej praktyce. Abhyasa i vairagya nawzajem się uzupełniają, istnieją niemal jednocześnie, tam gdzie jest wysiłek, jest też odpuszczenie. Joga nie uczy nas kompletnego odpuszczenia sobie, inercji, porzucenia walki i poddawania się losowi. Sztuką jest wyważyć odpowiednie proporcje dwóch składowych, które umożliwią nam zachować równowagę między działaniem a odpuszczeniem. W pewnym sensie odpuszczamy już w momencie podejmowania czynności, podejmujemy wysiłek, ale nie wiążemy się z konkretnymi rezultatami, pamiętając o ulotności i nieprzewidywalności każdego momentu. Nie oznacza to również, że cel przestaje dla nas mieć jakiekolwiek znaczenie, wiemy przecież, po co praktykujemy, dlaczego stajemy na macie, czasami bardzo wcześnie rano, dlaczego wydajemy pieniądze na zajęcia jogi, dlaczego podejmujemy tysiąc prób, aby osiągnąć stabilność w konkretnej asanie. Jednak już na początku niczego nie zakładamy, wchodzimy na matę ze świadomością, że dziś możemy mieć słabszy dzień, akceptujemy ograniczenia naszego ciała, przyjmujemy każde odczucie w ciele i każdą myśl. Praktykując w vairagyą, nie wciskamy się na siłę w trudną dla nas asanę, ponieważ potrafimy odpuszczać i akceptować to, co dzieje się na macie. 

Savasana królową odpuszczania

Relację między wysiłkiem a odpuszczeniem widać doskonale w takiej praktyce jak savasana czyli pozycja trupa. Jeśli mielibyśmy wybrać jedną asanę, która w odpowiedni sposób obrazowałaby odpuszczenie sobie, byłaby to niewątpliwie ta asana. Pozycja trupa  zazwyczaj wykonywana jest na samym końcu praktyki. Kładziemy się w niej na plecach, luźno opierając nogi, ręce i głowę o podłogę, zachowując spokojny i niewymuszony oddech. Podczas savasany koniecznie jest wprowadzanie się w stan relaksu, to pozycja, która wymaga od nas kompletnego rozluźnienia, puszczenia wszystkich napięć, tak aby wykonywane wcześniej asany mogły bez przeszkód zintegrować się w naszym ciele. Co więcej, poszukujemy tu również relaksu na poziomie umysłu, jeśli umysł nie weźmie udziału w procesie relaksacji, najprawdopodobniej damy się unieść strumieniowi wewnętrznej paplaniny. Umiejętność pozostawania w savasanie i stanie głębokiego odprężenia w dużej mierze uzależniona jest od wcześniejszego wysiłku, jaki włożyliśmy w asany. Jeśli podczas praktyki brakowało nam skupienia, przyglądaliśmy się okruchom na dywanie, podsłuchiwaliśmy rozmowy sąsiadów, prawdopodobnie trudno nam będzie również odnaleźć spokój, leżąc w pozycji trupa. Brak koncentracji podczas praktyki bardzo często skutkuje trudnościami podczas relaksu, zamiast rozpłynąć się w odpuszczeniu, poprawiamy barki, ściągamy nieustannie nawracające napięcie z twarzy i rozmyślamy o tym, co zjemy na kolację albo kiedy w końcu staniemy w pincha-mayurasanie. Przykład ten trafnie pokazuje, że wysiłek i odpuszczenie są od siebie ściśle zależne.

Z maty do codzienności 

Kiedy joga zaczyna przybierać dla nas trochę inne znaczenie niż tylko aktywnie spędzony czas na macie, oczywistym się staje poszukiwanie jej w życiu codziennym. Chęć kierowania się jej naukami wykracza wtedy daleko poza zajęcia formalne i wymaga od nas wielu refleksji na temat naszych zachowań, sposobu bycia, reagowania, wartości, naszych relacji z innymi i samym sobą. Bywa również, że tylko pewne aspekty jogi mamy ochotę zaaplikować w życiu. To, czego uczymy się na macie, nie musi też wcale stać się naszym kierunkowskazem, ale może skłaniać do przemyśleń. Pojęcie vairagyi jest tego typu okazją, dzięki której możemy zastanowić się nad koncepcją odpuszczania sobie, przyjrzeć się temu z jaką łatwością przychodzi nam porzucanie wysiłku. Świadome oddanie się praktyce jogi, uważne słuchanie tego, co ma do powiedzenia nauczyciel czy własne poszukiwania, które aplikować będziemy na macie, prawdopodobnie prędzej czy później i tak znajdą przełożenie w życiu codziennym. Kiedy nauczymy się sztuki nieoczekiwania i odpuszczania na macie, będziemy potrafili to zrobić również w każdej sytuacji życiowej. A często będzie się to działo poza naszą świadomością, do momentu, aż ktoś nie powie nam: zmieniłaś się! Zmieniłaś się! 

Nasza misja

V mag to wartościowe treści o diecie roślinnej, zero waste i szeroko pojętym świadomym życiu. Rozmawiamy z inspirującymi osobami i dzielimy swoimi przemyśleniami. Chcemy przekonać Cię, że da się znaleźć złoty środek między codzienną gonitwą a życiem zgodnym z naturą. Poszukajmy go razem!