fbpx

Podróżowanie w pojedynkę

Przez ostatnie trzy miesiące zdarzało mi się śnić o zatopionej Wenecji, której już nigdy nie zobaczę. O pandemii rodem z filmów, w których na zawsze odbiera się możliwość przemieszczania się. O wojnie z zombie, których największe zgromadzenia stacjonowały niczym wojsko na lotniskach. Śniłam o czasach postapokalipsy, która sprawia, że świat jest jeszcze większy i odległy. Śniłam nawet, że kopałam tunel do Neapolu. Przed snem, kiedy najlepiej się myśli o stresujących rzeczach, wyobrażałam sobie czasy, w których przemieszczanie się jest niemożliwe, a koniec świata bliski. Wszystko to z ogromnej tęsknoty za podróżami. Oglądając zdjęcia odwiedzonych w zeszłym roku miejsc, zaczynam płakać. Takie nerwy zrozumie pewnie tylko druga osoba zakochana w miejscach poza granicami własnego kraju, uzależniona od odkrywania nowych i innych szerokości geograficznych, która zostawiła daleko swoje serce. Ludzi w gorącej wodzie kąpanych trudno utrzymać w jednym miejscu, a co dopiero w zamknięciu na trzy miesiące. W marcu odwołano mi dwa loty. Dwie różne destynacje i dwa zupełnie nieznane mi miejsca, do których miałam lecieć sama.

Pierwsze samotne podróże

Moje pierwsze wakacje w pojedynkę miały miejsce w 2017 roku. Nie planowałam, że polecę sama, ale od początku wszystko wskazywało, że to nieuniknione. Dwa lata wcześniej wygrałam Bloga Roku i i jedną z nagród był bon o wartości 2000 złotych do zrealizowania w jednym z popularnych biur podróży. Wycieczki zorganizowane to zupełnie nie moja bajka, więc wyjazd odkładałam dosłownie do ostatniej chwili. Dzień przed upływem terminu ważności kuponu udałam się do biura zarezerwować wycieczkę. 2000 złotych to tak naprawdę nie jest duża kwota na wycieczkę zorganizowaną. Liczba wczasów w tej cenie jest ograniczona. Jeśli chciałoby się pojechać za tę cenę w dwójkę, w ofercie dostaniemy mało interesujące destynacje i podrzędne hoteliki. Zostaje tylko możliwość dopłaty, ale jakoś nikt z moich znajomych nie rwał się do wakacji z biurem podróży za 2000 złotych. Zdecydowałam, że w takim razie lecę sama. Wybrałam Tropeę w Kalabrii. Była to moja pierwsza podróż w pojedynkę w życiu, pierwsza w pojedynkę do Włoch i pierwsza na południe tego kraju. Mezzogiorno było mi zupełnie nieznane.

Hotel okazał się być oddalony kilka kilometrów od Tropei, a naczytawszy się historii o kalabryjskiej mafii, założyłam, że te wczasy potraktuję jako delikatny reset. Głównie dla spokoju rodziców, postanowiłam, że będę się opalać nad hotelowym basenem i czytać książki. Wczasy trwały dwanaście dni, z czego może dwa przeleżałam. Chęć zobaczenia okolicy była większa niż jakiekolwiek obawy. Czas szybko zleciał na zwiedzaniu okolicznych miasteczek i plaż, spacerowaniu, opalaniu i jedzeniu. Okazało się, że podróżowanie w pojedynkę nie jest takie złe. Ba! Jest wręcz wspaniałe. W ogóle się nie nudziłam, przeczytałam może pół książki, a do hotelu wracałam tylko na kolację i sen. Myślę, że organizując sobie czas sama, zobaczyłam więcej niż reszta osób z wycieczki. Nie zabrakło przygód. Raz spóźniłam się na pociąg i musiałam wracać do hotelu na nogach. W nocy. Nic się nie stało.

Zalety podróży w pojedynkę

Podróżowanie w pojedynkę ma wiele zalet. Każdy dzień można zaplanować po swojemu. Odwiedzać spontanicznie każdy napotkany kąt, który zaciekawił swoim wyglądem, jeść i chodzić spać o takiej porze jak pasuje. Dostosowujesz się tylko do własnych zachcianek i potrzeb. Nie musisz odpowiadać na pytania i rozmawiać. Oczywiście to samo można robić w dwie lub trzy osoby. Można. A nie trzeba.

Bardzo ważne jest to, że dopasowujesz wyjazd do zasobów własnej kieszeni. Niestety koszt noclegów dla jednej osoby bywa większy niż kwota, którą potem dzieli się na dwa lub trzy. Można spać w tanich hostelach, które w moim przypadku okazywały się naprawdę w porządku. Można wybrać mieszkanie lub pokój na airbnb. Ta ostatnia opcja jest najlepsza, daje jednocześnie poczucie niezależności, przestrzeni, ale i bezpieczeństwa. Nigdy nie spotkałam się, żeby host był/a nadopiekuńczy/a lub nachalny/a. Minimalne utrzymywanie kontaktu jest miłe. Cały czas dobrze wspominam Donatellę z Neapolu, u której wynajmowałam mieszkanie, a która mieszkała obok. Zostawiała mi miłe liściki przy drzwiach. Dla Heleny z Ragusy wydałam się chyba tak interesującą turystką z Polski, że zaprosiła mnie ze swoim chłopakiem i znajomymi na aperitif.

Pierwsze samotne wakacje dały mi do zrozumienia, że po prostu lubię swoje towarzystwo. Czas poświęcony dla samej siebie jest bardzo ważny. To podstawowa zasada. Jeśli nie lubisz siebie i często się nudzisz, gdy nie ma przy tobie innych osób, podróż w pojedynkę tylko cię rozstroi. Jeśli nie umiesz planować, a załatwianie spraw organizacyjnych sprawia ci trudność, to tego akurat możesz się nauczyć. Nie da się za to nauczyć organizowania sobie czasu, tak aby spędzając go w pojedynkę, dawał 100% satysfakcji i radości. Lubię samotność, nie przeszkadza mi spędzanie czasu wyłącznie ze sobą. Lubię towarzystwo bliskich mi osób, ale czuję, że nie muszę spędzać z nimi każdej chwili. Lubię też własne towarzystwo i relację z własnym ja uważam w życiu za najważniejszą.

Bycie samym a samotnym

Nie chciałbym sięgać po ckliwe i oklepane teksty, że podróżowanie w pojedynkę uczy, otwiera głowę i pozwala zajrzeć w głąb siebie. Ale tak właśnie jest. Uczy na różnych poziomach – odwagi, spontaniczności, zarządzania czasem, planowania, samodzielności i niezależności. Zmienia na lepsze. Nie można liczyć, że ktoś inny sprawdzi pociąg, kupi bilety na autobus czy znajdzie przystanek oddalony od centrum. W dzisiejszych czasach i tak jest łatwiej. Są smartphony z wbudowaną mapą i internetem, dzięki którym można sprawdzić każdy adres. Można też dzwonić i wysyłać wiadomości, a tym samym być w kontakcie z bliskimi. Rasowy introwertyk przez cały czas trwania wakacji może nie zamienić słowa z żadną osobą poza kelnerem.

Sama nie przepadałam za spontanicznymi rozmowami, peszę się na zaczepki. Nadal nie lubię odbierać telefonów, bo stresuje mnie rozmowa telefoniczna z obcymi. Kiedyś na myśl o zagadaniu baristy, ze stresu zalałbym się potem. Podróże mnie zmieniły i nauczyły, że nie każdy człowiek z otoczenia życzy mi źle. Nie warto z zasady bać się ludzi. To ksenofobiczne. Wszystko jest w naszej głowie, cała interpretacja i podejście do sytuacji. Tęsknię za serdecznymi, chętnymi do pomocy Włochami. W Neapolu (nad którym nieustannie wisi czarna, pełna stereotypów chmura) nieznajomi sami proponowali mi pomoc, zaglądali do mojego telefonu, by sprawdzić mapę, radzili, jak najlepiej i najszybciej gdzieś dojechać. Moją pierwszą reakcją w takich sytuacjach było wystawienie wszystkich możliwych dział obronnych. Kiedy po chwili okazywało się, że nieznajomi po prostu są naturalnie życzliwi, mnie samej zrobiło się głupio. Tak, moje zachowanie i myślenie było aż tak zaściankowe. Podróżowanie w pojedynkę – wydawałoby się – nie jest już niczym zaskakującym, a i tak bardzo często słyszę pytanie, czy się nie boję. Zakładanie z góry, że obcy chcą zrobić jakąś przykrość, jest krzywdzące również dla nas samych. Oczywiście to nie zasada, zawsze warto być czujną, bo naiwność może nas zgubić, ale otwartość to ważna cecha. Jedni otwarci są z natury, inni, tak jak ja, musieli tę cechę nabyć.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia

Po powrocie z pierwszych ekscytujących wakacji w pojedynkę chciałam więcej! Kilka miesięcy po pierwszych samotnych wakacjach wylądowałam z mamą w Wenecji. Z tyłu głowy cały czas miałam Tropeę. Czułam tę przygodę mocno pod skórą. W Wenecji mieszkałyśmy w uroczym hostelu w pokoju z czterema innymi kobietami. Każda z nich była na podobnej wycieczce jak jak kiedyś. Najbardziej zainspirowała mnie starsza Kanadyjka, która postanowiła, że przed śmiercią (a było jej jeszcze do tego daleko!) musi zobaczyć Europę. Wyruszyła w podróż sama z małym plecakiem. Dwie krótkie rozmowy z Kanadyjką, której imienia już nie pamiętam, bardzo mnie zainspirowały. Rozmawiając ze znajomą, pracującą w hostelu, dowiedziałam się o kobietach, które regularnie przylatują do Wenecji ze wszystkich stron świata. Na tydzień lub dwa zostawiają rodzinę i pracę, by móc w spokoju i samotnie spędzić wakacje we Włoszech.

Po powrocie do Polski szybko zabukowałam bilet lotniczy do Bari (to również na południu Włoch). Bilet w jedną stronę. Nie chciałam planować wycieczki do końca, założyłam tylko, że będzie trwać do miesiąca. Na tyle miałam oszczędności. Zaplanować podróż można w każdej chwili. Nie potrzebujesz pozwolenia. Nie ma sensu czekać na innych i dostosowywać się. Kiedy chcesz odwiedzić jakieś miasto, zrób to! Nie oglądaj się za siebie!

Wakacje 2018 były kluczowe w moim życiu. Zakochałam się w południu Włoch. Odwiedziłam siedem miejsc i w końcu wylądowałam na Sycylii w wyśnionym Palermo. Dotarło do mnie, jak bliska jest mi włoska kultura i kuchnia. Że solidarność i przyjaźń to nie tylko hasła, a czyny i że zwykła rozmowa może zbliżyć do siebie ludzi. Radość daje mi oddychanie ciepłym i słodkim powietrzem. Niebo nad Italią jest absurdalnie niebieskie, a ziemia stale nagrzana od słońca. Będąc we Włoszech, niemal co chwilę się zachwycam; a to kościołem, ruinami sycylijskiego pałacu, straganem z warzywami, praniem trzepoczącym nad głowami, prostym obiadem składającym się z makaronu i kieliszka paskudnego wina, które w odpowiednim otoczeniu smakuje jak ambrozja.

Do Włoch latam regularnie. Nie zawsze sama, ale najdłuższe podróże do tej pory odbyłam w pojedynkę. Na zbliżający się wrzesień również mam zaplanowaną sporą wędrówkę. Chciałabym odwiedzić północ Włoch. Zwiedzić Bergamo, Turyn, miasteczka w Cinque Terre, znów zobaczyć Lukkę, a potem może znów znaleźć się na Sycylii. Na samą myśl serce zaczyna mi kołatać, pojawia się gęsia skórka i trochę się rozczulam. Pewnie nie każdej z was podróżowanie solo się spodoba, bo nie chodzi o to, byśmy wszystkie lubiły to samo. Ale z całego serca zachęcam. Warto tego spróbować. Chociażby po to, żeby sprawdzić, jak to jest.

Czytelnicy pytają o samotne podróże, Alka odpowiada

Czy nie jest ci smutno?

Jeśli mam gorszy dzień, bo przecież na wakacjach też się takie zdarzają, dzwonię do mamy, włączam fajną muzykę, piję wino i tańczę.

Kto ci robi zdjęcia?

Nie podchodzę do robienia zdjęć jak do pamiątki, raczej traktuje je jako dokumentację. Kiedy bardzo chcę mieć zdjęcie na jakimś tle, proszę ludzi o pomoc albo robię sobie śmieszne selfie. 

Jak spędzasz wieczory, czy nie stresuje cię wychodzenie w pojedynkę?

Wieczory raczej spędzam w mieszkaniu/pokoju. Nie czuję potrzeby chodzenia po nocy po mieście. Wieczorami lubię tak jak zwykle poczytać lub obejrzeć serial. Są miejsca, które chcę zobaczyć po zmierzchu, ale raczej są to atrakcje turystyczne. Wieczorami chodzę często jeść, większość restauracji otwiera się po sjeście o 19. Zdarzało mi się tylko parę razy wracać późno do mieszkania, najczęściej bywało to w Wenecji, kiedy wracałam od znajomych. Nie czuje strachu, ale wiem, że są miejsca, gdzie lepiej nie chodzić niepotrzebnie, kiedy jest ciemno. Są to dworce autobusowe, okolice portu lub magazynów itp. Ale po co tam chodzić po ciemku?

Jaki sprzęt ze sobą zabierasz i czy nie boisz się o niego?

Zawsze mam ze sobą aparat i komputer. Komputer zabieram, by być w kontakcie mailowym, móc pisać, załatwiać sprawy zdalnie itp. Wolę też od razu zrzucić zdjęcia z aparatu i móc je obrobić. Kiedyś miałam cykora i chowałam aparat do plecaka, wyciągałam, kiedy chciałam zrobić zdjęcia, ale uświadomiłam sobie, że to pod wieloma względami bez sensu.

Ile kosztują takie wakacje?

Trudno odpowiedzieć, to zależy od miejsca. Najdrożej wychodzą noclegi. Drogie są hotele, najtańsze miejsca znajdzie się na airbnb lub w hostelach. Wszystko zależy od oczekiwań. Cena zależy też od miasta. Italia jest bardzo podzielona. Wenecja jest droższa niż sam Rzym, ale można wynająć pokój w Mestre pod Wenecją, do którego dojazd trwa dziesięć minut, a ceny są pięć razy mniejsze. 

Druga kwestia to jedzenie. Koszty zmniejszają się, jeśli planujemy również gotować.

Fajny tydzień we Włoszech bez wielkich wyrzeczeń (ale i bez szaleństw) zaczyna się od 2000 zł. 

Jak z jedzeniem podczas podróżowania?

Jak już nie raz udowodniłam, Italia to kraj bardzo przyjazny weganom. W restauracjach zawsze znajdzie się w karcie wegańskie danie, spaghetti al pomodoro. Osobiście lubię powęszyć i popytać o tradycyjne dania regionalne. Potem sprawdzam w internecie, jak są przygotowane i czy ewentualnie są dostępne wersje wegańskie. 

Lubię też gotować, nie wyobrażam sobie stołować się w restauracji codziennie. Zawsze wynajmuje nocleg z dostępem do kuchni. Nie byłabym w stanie przejść obojętnie koło straganu z warzywami i nie kupić czarnych bakłażanów, kolorowych sałat, soczystych owoców.

Kuchnia włoska jest lekka i jej smaki nie są obce. Myślę, że potrzeba wielkiego pecha, by się zatruć.

Czy kiedyś było pod górkę? 

Raczej nie. Raz weszłam w ulewę, przemokłam do majtek i prawie zalało mi aparat. Dobrze, że miałam w pokoju wielką wannę, którą wypełniłam gorącą wodą. Zdecydowanie pod górę było na Etnie, wypluwając płuca, przeklinałam siebie całą drogę, że zdecydowałam się na wycieczkę pieszo, a nie podjazd samochodem jak inni. W Tropei spóźniłam się na pociąg i musiałam jechać późniejszym, później po ciemku wracać do hotelu przez polany i krzaki. Mimo to zdecydowanie więcej mam zabawnych i miłych anegdotek niż tych mniej przyjemnych doświadczeń.

Największa zaleta podróżowania w pojedynkę?

Zawsze znajdzie się dla ciebie miejsce, nawet w najbardziej zapchanej restauracji.

Nasza misja

V mag to wartościowe treści o diecie roślinnej, zero waste i szeroko pojętym świadomym życiu. Rozmawiamy z inspirującymi osobami i dzielimy swoimi przemyśleniami. Chcemy przekonać Cię, że da się znaleźć złoty środek między codzienną gonitwą a życiem zgodnym z naturą. Poszukajmy go razem!