Przyjemność na co dzień?!

Po 8 godzinach pracy wracam do domu. Nie wiem, od czego zacząć. Spróbować na szybko zrobić obiad z pustej lodówki czy jednak poczekać, aż partner wróci do domu i się tym zajmie, a w międzyczasie udawać, że nie zauważyłam, że lodówka jest pusta? Umyć włosy, które od tygodnia czekają na swój lepszy dzień? Zrelaksować się na kanapie i utonąć w telefonie do ciemnej nocy, by później tego żałować?

Niezależnie od tego, co wybiorę, mogę być z tego wyboru bardzo niezadowolona lub wręcz przeciwnie – przeszczęśliwa. I nie, nie chodzi o magiczne ,,pozytywne nastawienie”, bo niestety to nie zawsze wystarcza. Chodzi o wyciąganie przyjemności nawet z tych nie do końca przyjemnych rzeczy.

Okej, zostawmy ten obiad, włosy umyję jutro, a pozorny relaks na kanapie odłożę na weekend. Dziś siądę do pracy nad magazynem. Let me tell you – chociaż kocham tę pracę jak nic, czasem to po prostu dużo żmudnych i trudnych czynności. A jednak nauczyłam się także z takich zadań wyciągać jak najwięcej przyjemności. Jak?

Moje biurko i okoliczne ściany to jedyny kącik w mieszkaniu, który jest całkowicie mój i jest urządzony tak, jak chciałam. Mam tu swój planer, piórnik, laptop i nic więcej. Przed oczami mam ścianę, chaos zostawiam za plecami. Pracę zaczynam od nałożenia na twarz maseczki z glinki. Pod ręką trzymam szklanką buteleczkę z zieloną herbatą i olejkiem jodłowym, by co kilka minut pryskać twarz, chroniąc maseczkę przed nadmiernym przesuszeniem. Odpalam swojego najlepszego przyjaciela, czyli nawilżacz powietrza – najczęściej wlewam do niego kilka kropli olejku lawendowego. W rogu biurka paruje kubek z herbatą, czasem to suszone kwiaty lawendy, innym razem mięta z cynamonem. W cieplejsze dni wystarczy duża szklanka zimnej wody. Słuchawki na uszy i jestem gotowa. Bujając rytmicznie głową i nucąc pod nosem, mam nadzieję, że FBI nie ma dostępu do mojej kamerki w laptopie. A w sumie, niech sobie mają, może to ich zainspiruje do własnych tańców przy pracy.

Po kilku godzinach zamykam laptopa i żegnam się z domowym biurem. Zbieram się do spania. Niby po pracy, a jednak zrelaksowana i wyciszona. I jakoś tak… przyjemnie mi.


Powyższy tekst ( i wiele innych) znajdziecie w najnowszym numerze magazynu V mag #przyjemność: 


O autorce:

Łucja Wierzchowska – Redaktor Naczelna V maga, odpowiedzialna za słowa.
Uwielbiam dokształcać się na temat diety roślinnej, środowiska naturalnego, czy psychologii zwierząt, a dzięki tej nauce odkryłam także mindfulness.
W końcu, po wielu latach uciążliwego dążenia do perfekcji przestałam tak bardzo zamartwiać się rzeczami, na które nie mam wpływu. Zamiast próbować na siłę żyć ekscytująco i ciekawie, zaakceptowałam to, że najlepiej czuję się na kanapie z kotem na kolanach, oglądając Netlfixa.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Zapisz się na nasz newsletter!