fbpx

Raz ktoś kiedyś mi powiedział: „ty nawet pachniesz jak droga, jak góry i las”

z Zosią LS o podróżowaniu, mieszkaniu w kamperze i zdjęciach oswajających ciało

„W moich żyłach płynie krew nomadów”, powiedziała Zosia w rozmowie z V magiem i w stu procentach jej wierzymy. Wierzymy też każdemu zdjęciu i słowu, którymi przedstawia swoją rzeczywistość, że życie w drodze było jej pisane, a właściwie to sama je napisała. Od kilku miesięcy mieszka w kamperze i podróżuje nim po Polsce. „Na ośmiu metrach kwadratowych mam wszystko, czego potrzeba do szczęścia”. A zawodowo? Robi przepiękne zdjęcia i przekonuje kobiety w różnym wieku, żeby pokochały swoje ciało, dokładnie takie, jakie jest. Rozmawiała Dorota Falkowska

V mag: Może zacznę od tego, że obserwowanie twoich przepięknych zdjęć i czytanie równie pięknych postów na Instagramie z twoich pierwszych podróży kamperem Kostkiem po Polsce było dla mnie ogromnie kojące i bardzo poprawiało mi humor. Te odczucia potęgowała pandemia i odcięcie od świata, w momencie gdy ty tego świata doświadczałaś z tak bliskiej perspektywy. Bardzo ci za to dziękuję!

Zosia: To ja dziękuję ci za te słowa. Wiele dla mnie znaczą – wiesz, gdy ktoś robi coś, co lubi, czy kocha, to robi to totalnie bezinteresownie. Z potrzeby serca, z głębi duszy. A tu okazuje się jeszcze, że daję tym swoim działaniem innym ludziom coś dobrego. Cudnie. Tak, masz rację, paradoksalnie świat stanął przede mną otworem wtedy, gdy cała ziemia została zamknięta. To wówczas wprowadziłam się do Kostka i zostałam stuprocentową nomadą. Totalnie w naturze, w pełni dla siebie.

Skąd pomysł na życie w drodze? I kiedy on się w ogóle u ciebie narodził? 

Ona chyba zawsze we mnie była – potrzeba bycia w drodze. Nigdy nie umiałam usiedzieć w miejscu, kocham zmiany, kocham nowe przestrzenie, doświadczenia, ludzi. Czuję, że świat jest zbyt wielki, a spotkań czyhających za rogiem cała masa i nie chcę niczego ominąć. Jednak podróże z plecakiem albo ciągłe życie na walizkach, z jednym kartonem w tym i w tamtym kraju, męczą. Nawet najbardziej szalony i żądny wolności człowiek potrzebuje swojego miejsca na ziemi. Przestrzeni, która da ukojenie, spokój, pomoże ukryć się przed światem, rozłożyć nogi wygodnie na swoim łóżku i wypić kawę ze swojego kubka. Dlatego camper – by połączyć ciągłą potrzebę bycia w ruchu i swojego miejsca na ziemi.

No właśnie, Kostek, to teraz twój nowy dom na kółkach. Jak to jest mieszkać w kamperze?

Najpiękniej w świecie! Zawsze jestem wszędzie – jak podsumowała to moja przyjaciółka. Mogę żyć w naturze, z zachwytem spoglądać na świat, być ciągle w drodze, a zawsze u siebie. Ostatnich parę miesięcy pokazało mi, jak niewiele człowiekowi potrzeba – na ośmiu metrach kwadratowych mam wszystko. Wystarczy łóżko i dwie kołdry, zlew, kuchenka, mała łazienka, coś do ubrania i coś do zjedzenia. Moja przestrzeń mocno się skurczyła i w niej czuję się najbezpieczniej, nie mam tu niczego zbędnego. Nauczyłam się szacunku do przyrody, do świata, do siebie samej, bo zobaczyłam, że nie ma rzeczy niemożliwych i ze wszystkim sobie poradzę. 

A jak to jest mieszkać w kamperze i podróżować z czworonogami? Bo za współlokatorki masz dwie przepiękne psice.

Z nimi wszystko wydaje się być jeszcze bardziej na miejscu. Dziewczyny – Amelia i Wanda – świetnie radzą sobie w podróży. Kochają jazdę. A teraz mają cały świat dla siebie. Niekiedy zapominamy, co to są smycze, gdy można wolno chodzić po lesie czy łące. Każde źdźbło trawy jest ich, każdy konar, każdy kłos zboża. 

Dla tych, którzy nie wiedzą: camperem podróżujesz dopiero od niedawna. Jak wcześniej wyglądały twoje podróże i ile miejsc odwiedziłaś w swoim życiu? 

Ojejku… trudne pytanie. Zawsze w podróży stawiałam na ludzi. Ceniłam sobie kontakt z nimi, rozmowy, ważne wnioski, które mogły do mnie wówczas przyjść. Właśnie dlatego najczęściej jeździłam stopem i spałam u ludzi, którzy gościli mnie w ramach couchsurfingu. Tak zwiedziłam Rumunię, Irlandię, Wielką Brytanię, Norwegię. Byłam w paru europejskich i dalszych krajach: w Maroko, na Dominikanie, we Włoszech czy w Turcji. Miałam też szansę chwilę pomieszkać w Anglii, Norwegii, na Gran Canaria czy na Reunion. 

Czy to były podróże w pojedynkę?

Tak, prawie zawsze jeździłam solo. To podobnie jak z relacjami romantycznymi – wychodzę z założenia, że lepiej jest być samemu, niż na siłę z kimś. Ja bardzo lubię spędzać czas sama ze sobą, a przy tym wiem, że dużo bardziej otwarta jestem na świat i ludzi, a oni na mnie w momencie, gdy nie ma ze mną towarzysza. Tak naprawdę, gdy człowiek jeździ sam, zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie chciał porozmawiać, coś pokazać, pomóc, czy czymś się podzielić. To uczy ufności, otwartości i zdania się na los z wiarą w najpiękniejsze. Samotne podróże pokazały mi, że ludzie będą dobrzy, gdy tylko im na to pozwolimy.

Czas na bardzo popularne i zapewne interesujące wszystkich pytanie: skąd bierzesz pieniądze na podróże?

Haha, zacznijmy od tego, że życie w Kostku to moja codzienność, nie traktuję tego jako podróży. To zawsze było dla mnie priorytetem – by móc pogodzić swoją wolność z przyziemnością. Pracować, robiąc to, co kocham i dzięki temu nie czuć, że coś „zabiera mi czas”. Zawsze mówiłam, że trzeba żyć z głową w chmurach, ale jednocześnie twardo stąpać po ziemi. Dlatego mam swoją firmę, jestem fotografką. Pracuję z dziewczynami i kobietami, pokazuję im, że są piękne takimi, jakie są. Uczę miłości do samej siebie, akceptacji ciała, dobroci. Oswajam ze zdjęciami, z sesjami, z byciem przed obiektywem. Ze swoją fotografią jeżdżę po całej Polsce – i w tym także bardzo pomógł mi Kostek, dzięki niemu mogłam na maksa rozwinąć skrzydła. I… pracować w górach, nad morzem, na Mazurach i nad rzekami. 

Zanim w twoim życiu pojawiły się podróże, to bardzo często zmieniałaś miejsce zamieszkania. Dowiedziałam się, że w swoim 22-letnim życiu, przeprowadzałaś się już ponad 20 razy! Czy sądzisz, że taka częsta zmiana miejsca sprawiła, że podróżowanie i adaptowanie się w nowych miejscach przychodzi ci łatwiej?

Moje dzieciństwo na pewno miało na to ogromny wpływ, przecież to, jak upływają nam pierwsze lata życia najbardziej nas kształtuje. Jestem mega wdzięczna za moje wychowanie, dzięki mojej Mamie nie ma rzeczy, której bym się bała, czerpię z życia pełnymi garściami, bo wiem, że tak jest najlepiej. W moich żyłach płynie krew nomadów i raz ktoś kiedyś mi powiedział „ty nawet pachniesz jak droga, jak góry i las”. Skoro tak, mi w to graj!

„Marzenia się nie spełniają, marzenia się spełnia” to twoje motto, które często przekazujesz swoim odbiorcom. Czy od zawsze nim było? Opowiesz trochę o swojej drodze do realizacji swoich celów? 

Marzenia to siła napędowa życia. Ja najlepiej czuję się w momencie, gdy mam przed sobą jakiś cel, do którego dążę, który wyznacza bieg mojego działania. Uważam przy tym, że nigdy nie mamy nic do stracenia, bo zawsze zaczynamy z punktu zero i nawet jeśli coś się nie uda, to nic – wracamy do tego samego punktu. A żałuje się tylko tego, czego się nie zrobiło, a nie tego, co zrobiliśmy. Toteż wymyślam sobie co jakiś czas jakąś szaloną rzecz do realizacji, wizualizuję ją sobie nad wyraz często i gorąco i… zakasam rękawy. Odkładam kasę, robię plan, spełniam marzenie. Od tego one w końcu są.

Na co dzień piszesz bloga i jesteś pomysłodawczynią projektu fotograficznego KOCHAJ.SIĘ. Jak zaczęła się twoja przygoda z fotografią i skąd pomysł na ten konkretny i bardzo odważny projekt? 

Nie wierzę w przypadki, ale czego jak czego – fotografii nie planowałam nigdy. Pojawiła się niejako jako dodatek do Życiowej Drogi, na której pierwotnie chciałam pisać o podróżach. Takie wpisy w obecnych czasach muszą być okraszone zdjęciami. Kupiłam więc aparat, dwie książki o fotografii i zaczęłam próbować. Wpadłam po uszy, wciągnęłam się w to ogromnie i po pół roku kupiłam pierwszy obiektyw stałoogniskowy. Zaprosiłam dwie znajome na sesję portretową. Szalenie spodobały mi się efekty. W tamtym czasie wróciłam do Polski po paru miesiącach podróży i zastanawiałam się, co dalej. Pomyślałam: „a może by tak zająć się fotografią?”. Ogłosiłam na paru grupach na Facebooku, że szukam dziewczyn do stworzenia portfolio. Po miesiącu na stronie www były już opublikowane pierwsze sesje. To, że spotykałam się z super laskami jednak mi nie wystarczyło, postanowiłam napisać, dlaczego one są piękne. Nie dzięki temu, jak wyglądają, ale jakie są, czym się w życiu kierują, co jest dla nich ważne. To był czas, kiedy po latach walki z zaburzeniami odżywiania, z bulimią, wychodziłam na prostą i chciałam pokazać innym kobietom, że nasze ciało jest piękne takie jakie jest, że nie warto się samobiczować, że można kochać siebie, nie wstydzić się, nie bać, nie kajać. Że można czuć się ze sobą super i czerpać z tego przyjemność. I tak leci już… trzeci rok, trzysta sesji za mną. A ja wciąż mam wrażenie, że jestem na początku drogi, że dopiero się rozkręcam.

Jakie są twoje plany na najbliższy czas? Więcej podróży?

Tym razem tak. Daję sobie dwa lata na to, by odłożyć pieniądze i w 2022 roku ruszam na kołach do Nepalu. Nie Kostkiem – a autem zbudowanym na półciężarówce, takim niezniszczalnym i mega solidnym. Rok podróży w jedną stronę przez blisko dziesięć państw, rok w moim wyśnionym od dziecka kraju i rok jazdy w stronę Polski – inną trasą, przez kolejnych parę miejsc na mapie. Tym razem już żyjąc w podróży w dosłownym tego słowa znaczeniu, codziennie zmieniając miejsce, powoli jadąc w stronę Himalajów. No chyba, że gdzieś się zakocham i zostanę na dłużej, może chwilę popracuję, zahaczę się na dzień-dwa-miesiąc. To będzie czas na poznanie świata, ludzi, siebie. Chcę zrobić coś super, coś wielkiego, coś o czym będzie można przysłowiowe książki pisać. Tak o. 

Nasza misja

V mag to wartościowe treści o diecie roślinnej, zero waste i szeroko pojętym świadomym życiu. Rozmawiamy z inspirującymi osobami i dzielimy swoimi przemyśleniami. Chcemy przekonać Cię, że da się znaleźć złoty środek między codzienną gonitwą a życiem zgodnym z naturą. Poszukajmy go razem!