fbpx

Rolnik, czyli kto kryje się za twoim posiłkiem

Zastanawiałeś się kiedyś, jak wygląda typowy dzień z życia rolnika? Ile pracy wkłada on w to, żebyś każdego dnia miał na talerzu świeże warzywa i owoce? Dziś postaramy się choć trochę przybliżyć ci rolnictwo od kuchni. 

Wiosna

27 lutego. No i wykrakałem. Zaczęły się przymrozki. Nie powinno to wcale dziwić – w końcu mamy luty! Jednak człowiek jakoś tak zapomniał już, jak wygląda zima. Najgorsze jest to, że to tylko mróz, a śniegu nie widać. Oziminy zaczęły już powoli wiosenną wegetację, a tu ściął je przymrozek. Może nic wielkiego im się nie stanie. Kiedyś, jak zimą spadł śnieg, to na wiosnę były roztopy. Teraz tego nie ma. Jest jeszcze luty, a już są pierwsze objawy suszy. Obawiam się, że jeśli nie zacznie padać, to w tym roku będzie jeszcze gorzej niż w ubiegłym. Najgorsze, że człowiek nie ma nawet jak temu ostatecznie zapobiec. Wodę się oszczędza, ale to za wiele nie pomoże. 

4 marca. Ciągle tylko słyszę o tym zachorowaniu na koronawirusa. Wiedziałem, że to w końcu przyjdzie i do Polski. Może chociaż się nie rozwlecze na cały kraj… Ech, płonne nadzieje. Przynajmniej przymrozki odpuściły. Będzie można powoli uprawić pole, żeby było gotowe na sadzenie kapusty, kalafiora i ziemniaków. 

Epidemia

13 marca. Tak właśnie myślałem. Stan epidemii. Zamknięte targowiska, wszystko odwołane. Same zakazy. Niedługo zacznie mi się nowalijka. Już teraz ciężko ze sprzedażą towaru, a co dopiero jak wprowadzą te wszystkie obostrzenia i zakazy. Sam już nie wiem, jak uda mi się sprzedać warzywa. Część mogę odstawić do hurtowni, ale jednak sprzedaż detaliczna to zawsze spory mój udział w tym, co sprzedaję. Najwyżej będę się ogłaszał na Facebooku i rozwoził po domach. Jakoś muszę zarobić na utrzymanie. Może chociaż do Wielkanocy się to zmieni i normalnie w Wielkim Tygodniu wszystko zacznie działać. Sam już nie wiem, co z tym wszystkim zrobić.

21 marca. Epidemia nabiera tempa. Coraz więcej zakazów i obostrzeń, coraz więcej ludzi chorych. Dobrze, że ja nie muszę siedzieć w domu. Nie miałby w sumie kto mnie zastąpić. Niestety nie mogę przejść w tryb pracy zdalnej. No, może to trochę zdalna jest, bo zawsze to z dala od innych ludzi. Pola mam już wszystkie pouprawiane. Teraz tylko się brać za siew i sadzenie. Na pierwszy ogień pójdzie marchew i pietruszka, później trzeba będzie posadzić kapustę, kalafiora i ziemniaki. No i jeszcze cebula! Trzeba będzie się trochę najeździć na tych sadzarkach. No, a podkiełek ma takie kły, że w tym roku trzeba go sadzić ręcznie, bo sadzarka go całego połamie. To dobrze. Raz-dwa będą młode ziemniaki. Ludzie się ucieszą, że chociaż tyle dobrego im się przyniesie. Zanim jednak zacznę wszystko sadzić, muszę uruchomić konsolę do podlewania i zrobić przegląd instalacji i węży. Trzeba będzie podlać zaraz po posianiu i posadzeniu, bo deszczu to raczej nie będzie w najbliższym czasie. Już są temperatury po 18-20 stopni, a co to będzie za kilka dni? W polach susza. Dobrze, że chociaż koło domu mam jak podlać. Nie stać mnie na wykopanie studni na drugim polu. Koszt to jakieś 60-70 tysięcy, a gwarancji, że w tamtych piaskach wodę znajdą, nie mam żadnej. 

Wielkanoc

6 kwietnia. Ledwo co człowiek się obrobił w polach, a już Wielkanoc za pasem. Jeszcze teraz trzeba się brać za kolejną rozsadę. Muszę w tym tygodniu posiać kapusty, kalafiory na późne, pomidory, ogórki i paprykę do szklarni. Ale przynajmniej hurtownie działają i można też z powrotem na targowiskach stać. To tyle dobrego, że uda się chociaż sprzedać nowalijkę. Muszę poszukać jakiejś chętnej dziewczyny, żeby ją zatrudnić teraz. Może się znajdą jakieś chętne, sklepy w galeriach pozamykane, to siedzą, biedne, bez roboty, a tak to zawsze coś zarobią. 

11 kwietnia. Uf! Co to był za ciężki i pracowity tydzień! Od rana rozwieźć towar, później śniadanie w biegu, bo trzeba było od rana posiać i popodlewać wszystko w tunelach, a po obiedzie szykowanie towaru na kolejny dzień! Jednak cieszy mnie to, że tunele zaczynają świecić pustkami. Nie będzie w tym roku strat. Chociaż ciekawe, dlaczego ludzie w tym roku nie chcą kupować sałaty? Teraz dwa dni świąt, ale od nowego tygodnia trzeba będzie się powoli przygotowywać do pikowania selera. Chociaż znowu zapowiadają przymrozki. Ech. Ta pogoda już całkiem zwariowała. Człowiek sam już nie wie, co będzie w przyszłym tygodniu. Może będzie padać albo przyjdzie mróz. Kto wie! Może jutro obudzimy się jak w wigilijny, a nie wielkanocny, poranek, a zając będzie zostawiał ślady w śniegu. 

15 kwietnia. Święta, święta i po świętach. Raz dwa zleciało. Miałem w tym tygodniu pikować seler, ale znowu zapowiadają przymrozki i pogoda też nie jest za dobra. Ech. Nie uda mi się chyba zorganizować tego w tym tygodniu.

18 kwietnia. Pogoda się trochę poprawiła. Nie mogę dłużej zwlekać. Dziś i jutro będziemy pikować seler. Przeniesiemy go do drugiego, nieogrzewanego, tunelu. Mam nadzieję, że faktycznie nie będzie przymrozków. Muszę rzepak opryskać na słodyszka, bo nic z niego nie będzie. Znowu robota po nocy, żeby pszczół nie potruć. Przydatne to stwory i jaki dobry miód robią!

Papierkologia

26 kwietnia. Uf! Udało się! Nie było przymrozków i seler ładnie się przyjął. Jeszcze trochę i będzie go można posadzić w pole. W tym tygodniu udało się już obsadzić tunele po nowalijce. Rosną ogórki, pomidory i papryka. Chociaż ta ostatnia to tak trochę słabo. W tym roku nasiona były kiepskiej jakości. Ponad 10% nie wzeszło w ogóle. Zdarza się. Nie ma co reklamować. Za dużo zmiennych, żeby uznali, że to z winy nasion. Dzisiaj jeszcze muszę wypełnić wniosek o dopłaty, bo termin się zbliża. Może chociaż w tym roku uda się przez Internet. Wprowadzili to dwa lata temu, a i tak zawsze coś nie działa. A to stare mapki mają i im się nie zgadza areał, a to jakieś nowości wprowadzają i nie można zaakceptować wniosku. Ech… Człowiek chciałby to raz-dwa i mieć z głowy, a tu zawsze trzeba jechać, wytłumaczyć, że na mapce nie widać, albo że tam miedza jest i to nie moje pole, a sąsiada. A teraz jeszcze ARMiR (Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa) zamknięty przez tę epidemię i cholera wie, jak to można załatwić. A, zapomniałbym: suszowe w końcu wypłacili. 2500 zł. Pierwsza transza dla tych, co mieli straty powyżej 70%. Ciekawe, kiedy wypłacą całość… 

Nasza misja

V mag to wartościowe treści o diecie roślinnej, zero waste i szeroko pojętym świadomym życiu. Rozmawiamy z inspirującymi osobami i dzielimy swoimi przemyśleniami. Chcemy przekonać Cię, że da się znaleźć złoty środek między codzienną gonitwą a życiem zgodnym z naturą. Poszukajmy go razem!