fbpx

Slow fashion bez przesady, czyli jak ubierać się zgodnie ze swoim sumieniem i stylem

Bardzo nie chciałabym, żeby poruszony przeze mnie temat slow fashion, czyli spowolnienia konsumpcyjnego kołowrotka, wybrzmiał jak zestaw zakazów i nakazów: „co zrobić, żeby być bardziej eko”. Wiem, że wszyscy słyszymy to na co dzień i większość tych komunikatów nie zagrzewa nas do walki z szybką modą. Raczej wzbudza poczucie winy, a że to niewygodne uczucie, szybko spychamy je na drugi plan. 

Ten artykuł nie ma na celu być właśnie taką niewygodną informacją, którą będziecie chcieli z siebie szybko zrzucić, ani też wywołać wyrzutów sumienia za coś, co jest winą gigantów, produkujących ubrania na światową skalę (ponieważ to jest całkowicie ich wina!). Zamiast oddawać się poczuciu winy, już lepiej dać się ponieść fali złości i na tej fali zadecydować, że nie będziemy głosować swoimi pieniędzmi na wielkie marki odzieżowe. W świecie konsumpcjonizmu każdy banknot jest jak oddany głos i przyklaśnięcie dłońmi, które mówi: „masz moją przychylność, rób tak dalej”. 

Zostaliśmy nauczeni jednej drogi pozyskiwania ubrań – jest to sposób związany z katastrofą ekologiczną, zabrudzonymi rzekami, wyzyskiem ludzi i chorobami. Wielkie marketingowe głowy przez cały czas kombinują, jak wmówić nam, że za dwa tygodnie będziemy potrzebować kolejnej wspaniałej rzeczy, by poczuć się świetnie. Doprowadza to do sytuacji, w której stajemy przed szafą pełną ubrań i autentycznie nie mamy co na siebie włożyć, bo nic nie składa się w logiczną całość. Nauczono nas konsumpcyjnego podejścia do ubierania się, ale jeśli otworzymy się na to drugie, alternatywne do niego, nasz styl i zabawa modą wcale na tym nie ucierpią, wręcz przeciwnie. 

Otwarta głowa, nowa perspektywa – i zaczynamy! 

1. Zgodna szafa

Nie chodzi o to, żeby w podejściu slow fashion zachowywać się jak na diecie, kiedy zmuszamy się do jedzenia szpinaku i pieczywa razowego, czyli omijać centra handlowe szerokim łukiem, a kiedy już przejdziemy obok jakiejś wyprzedaży, to cicho zapłakać. Ta sytuacja zupełnie się zmieni w momencie, gdy, krótko mówiąc, ogarniesz swoją szafę. Jeśli na sezon jesień/zima twoje ubrania będą do siebie pasowały niczym puzzle, a ty z każdego pojedynczego kawałka materiału będziesz bardzo zadowolony, to zwyczajnie nie będziesz potrzebował i chciał znaleźć się w centrum handlowym na zakupach, bo i po co? Masz ciekawsze rzeczy do robienia w swoich superciuchach.

2. Nauka czytania składów i wybierania tkanin przyjaznych dla środowiska 

Tak jak przy „włosingu” i „twarzingu”, tj. świadomej pielęgnacji cery i włosów, uczymy się czytać składy szamponów i żeli do twarzy po to, żeby dobrać produkt, który będzie nam jak najlepiej służył, tak przy slow fashion dobrze jest pozyskać umiejętność czytania metek. O materiałach przyjaznych środowisku możesz przeczytać w artykule Dominiki: https://www.v-mag.pl/materialy-przyjazne-srodowisku/

3. Mniej prania

Czasami wydaje mi się, że wszyscy jesteśmy przewrażliwieni (a przy tym również bardzo uprzywilejowani) i fakt posiadania pralki w każdym domu sprawia, że czujemy się zobowiązani używać jej co najmniej dwa razy w tygodniu. Pewnie, że są takie sytuacje, gdzie dany t-shirt czy bluzka po całym dniu muszą wylądować w koszu na pranie, a nie wrócić do szafy, ale czasami… wcale nie. Dlaczego warto prać mniej? Pranie odpowiada za 60–80% całkowitego wpływu ubrań na środowisko, więc robiąc to rzadziej, przyczyniamy się do zmniejszania szkód. A kiedy już pierzemy, to lepiej w temperaturze 30 stopni (to zmniejsza zużycie energii nawet o 40% w porównaniu ze standardowym praniem w 40 stopniach), a gdy suszymy, to w naturalny sposób.

4. Naprawianie i ulepszanie, a nie wyrzucanie

Gdy już pierzemy mniej, to możemy też dbać lepiej. W momencie gdy ubranie potrzebuje doszycia guzika, naprawienia zamka lub zwężenia nogawek, bo szerokie już nam nie odpowiadają, to zróbmy to, zamiast spisywać je na straty. Takich poprawek krawieckich można się nauczyć (nowe hobby!) lub, jak to w dawnych czasach bywało, znaleźć swoją krawcową. 

5. Kupowanie ubrań od etycznych marek

Ciężko się przestawić na zakup t-shirtu za 200 złotych, jeśli do tej pory kupowało się go za 20. Nic dziwnego – nasze obecne nawyki zakupowe skłaniają nas do nabywania produktów tanio i szybko, co nijak się ma do polityki ekologicznych sklepów. W tym temacie najlepsza będzie zmiana perspektywy i nastawienie się na to, że ubranie wyprodukowane w etyczny sposób ma swoją cenę, ale ma też odpowiednio wysoką jakość. Lepiej wyjdziemy na zakupie jednego, droższego produktu niż pięciu tanich, które zużyją się po kilku praniach. Pewnie, że nie zawsze mamy możliwość, żeby go sobie tak po prostu kupić, ale przemyślane zakupy cieszą zdecydowanie bardziej niż te impulsywne. Nie mówiąc już o satysfakcji, gdy już odłożysz pieniądze na kupno wymarzonego płaszcza, w którym spędzisz wiele ciepłych zim.  

6. Polowanie na promocje na stronach etycznych marek

To dobre rozwiązanie, jeśli chcesz spróbować któregoś z produktów w niższej cenie. Marki bardzo często organizują duże promocje, m.in. po to, żeby nie marnować ostatnich sztuk z kolekcji.

7. Lumpeksy stacjonarne

To klasyka gatunku dla każdego, komu zdarzało się kupować ubrania z drugiej ręki. Dla jednych udręka, dla drugich zabawa, ale nie da się zaprzeczyć, że słynne stwierdzenie o tym, że da się w nich znaleźć „perełki ubraniowe”, to prawda. Da się, nie wszędzie i nie za każdym razem, ale na tym też polega część zabawy, jeśli chodzi o wyszukiwanie ubrań (a zarazem swojego stylu!) w takich miejscach. Osobiście jestem wielką fanką second-handów, a całkiem niedawno opisałam 10 sprawdzonych zasad kupowania w lumpeksach (znajdziesz je tutaj: https://www.v-mag.pl/w-poszukiwaniu-stylu-vintage/). Mam jednak jedno wielkie „ale”, nad którym sama jeszcze niedawno musiałam popracować. To, że zakupy w takich miejscach są ekologiczne, a ceny bardzo niskie, nie oznacza, że powinniśmy wynosić stamtąd góry ubrań. Dobrze jest praktykować przemyślane i świadome zakupy, zwłaszcza (!) w second-handach, gdzie łatwo można dać się ponieść fali tanich zakupów i zapychania naszych szaf kupionymi kompulsywnie rzeczami. 

7. Lumpeksy online 

Dla antyfanów wertowania ubrań w ścisku i specyficznym zapachu przeznaczone są internetowe alternatywy second-handów, np. remixshop.pl, archetype.pl, mogadishustore.pl.

8. Biblioteka Ubrań

Jeśli potrzebujesz sukienki na jedną, konkretną okazję, np. wesele, ale doskonale wiesz, że to strój na jeden wieczór, bo przez resztę roku nie masz okazji do jego noszenia, to świetną alternatywą jest Biblioteka Ubrań. Działa dokładnie jak dobrze nam znana zwykła biblioteka, tylko zamiast książek w ciągłej cyrkulacji są różne części garderoby. Lokalnie działa we Wrocławiu, ale ubrania można zamawiać również online. 

9. Rynki internetowe

Wiele dziewczyn wyprzedaje zawartości swoich szaf na stronach typu olx lub vinted. Kupowanie rzeczy z metką H&M czy Zary w takich miejscach nie jest niczym złym. To ubranie już zostało stworzone i kupione przez kogoś innego, więc równie dobrze może dostać drugie życie, zamiast być wyrzucone. Jedyny minus, jaki się z tym wiąże, to krótki termin użyteczności produktu, bo rzeczy z sieciówek są niczym współczesne smartfony – zaprogramowane, żeby zużyć się po krótkim czasie i wysłać właściciela do sklepu po kolejny. To nie oznacza, że na takich rynkach internetowych nie kupimy niczego lepszej jakości, bo oczywiście się da. Zasada podobna jak w second-handach – trzeba szukać.

10. Clothes swapy 

To wydarzenia, które służą wymiance ciuchowej. Mogą być organizowane w dużych lub kameralnych grupach. Wiele miast organizuje tzw. swapy, gdzie wstęp jest bezpłatny, tak samo jak sama wymiana ubrań, która odbywa się całkowicie bezgotówkowo. Mniej oficjalne, ale równie skuteczne, mogą być wymiany w kameralnym gronie przyjaciół, które sam możesz zorganizować. Raz na sezon zawsze trafi się ktoś, kto akurat czyścił swoją szafę i może miałby ochotę wymienić się lub po prostu oddać nienoszone ubrania. 

11. Targi vintage 

Targi, to cykliczne imprezy, gdzie w jednym miejscu spotkamy wiele sklepów i kolekcjonerów mody vintage. Dla fanów mody i poszukiwaczy skarbów z ubiegłych dekad, to raj na ziemi. Będąc w takich miejscach, czułam się chwilami przytłoczona, bo w żadnym sklepie ani lumpeksie nie zdarzyło mi się, żeby na każdym wieszaku wisiało coś, co mi się absolutnie podoba i chcę to mieć. Ale to uczucie jest akurat do opanowania, a jeśli nastawiamy się na zakup vintage ubrania dobrej jakości, takie targi są bardzo dobrym kierunkiem. 

12. Edukujmy się

Jestem właśnie w trakcie czytania najnowszej książki Joanny Glogazy Wychodząc z mody, a więc tworzę ten artykuł na fali bardzo świeżych przemyśleń, ale bazuję też na informacjach, które znałam już wcześniej, a mimo to dla własnej wygody lub chęci kupienia taniej pary jeansów, spychałam gdzieś w tył głowy. Przy masowej produkcji ubrań (mówimy tutaj o liczbach takich jak tysiąc ton w 48h!) cierpi oczywiście środowisko naturalne, ale cierpią również pracownicy, bo to ludzie ludziom zgotowali ten los. Jak wygląda cały okrutny system wykorzystywania taniej siły roboczej w krajach, które są kolebką fast fashion, m.in. Indie czy Bangladesz, możesz obejrzeć w dokumencie The True Cost. W momencie kiedy pozwolę dojść do głosu wszystkim ważnym informacjom, dociera do mnie, że ta para jeansów wcale nie jest tania, bo została wyprodukowana kosztem zdrowia, warunków pracy, pensji i środowiska. 

Jeśli chcielibyście otworzyć się na nowe informacje i doedukować w temacie szybkiej mody, to polecam również: 

  1. Dokument RiverBlue
  2. The Lifecycle of a T-Shirt: https://www.youtube.com/watch?v=BiSYoeqb_VY
  3. Theanne Schiros Ted Talk: https://www.youtube.com/watch?v=0aDmtThjH3U&t=116s
  4. The Lifecycle of Clothes: https://www.youtube.com/watch?v=_1kZe-2kiuQ

Książki:

  1. Magdalena Płonka, Etyka w modzie, czyli CSR w przemyśle odzieżowym
  2. Elizabeth L. Cline, Overdressed: The Shockingly High Cost of Cheap Fashion
  3. Lucy Siegle, To Die for: Is Fashion Wearing Out the World?
  4. Naomi Klein, To zmienia wszystko

Na koniec dodam, że wszystkie powyższe punkty to dobre źródła wyposażania swojej szafy w ubrania w bardziej etyczny sposób, ale przygodę ze slow fashion warto zacząć w punkcie zero, gdzie nie kupujemy nic, a zamiast tego obserwujemy siebie, testujemy ubrania, które nabyliśmy do tej pory i traktujemy ten czas jako detoks. Zostań przez kilka tygodni w punkcie zero i w ten sposób przekonaj się, w czym lubisz chodzić, które ubrania „przemówiły” do ciebie najmocniej, a czego nie założyłeś w tym czasie ani razu. To dobry start!

To czego bym sobie życzyła (na przykład po tym artykule), to żebyśmy postarali się z otwartą głową spojrzeć na slow fashion z zupełnie innej perspektywy. Nie tej, gdzie nakazuje się nam chodzić w lnianych (i drogich!) workach pokutnych i terroryzuje ładne i tanie ubrania, ale takiej, w której wszystkie ubrania, które posiadamy, są naszymi absolutnie ulubionymi, pasującymi do siebie i służącymi nam przez więcej niż jeden sezon. 

Nasza misja

V mag to wartościowe treści o diecie roślinnej, zero waste i szeroko pojętym świadomym życiu. Rozmawiamy z inspirującymi osobami i dzielimy swoimi przemyśleniami. Chcemy przekonać Cię, że da się znaleźć złoty środek między codzienną gonitwą a życiem zgodnym z naturą. Poszukajmy go razem!