fbpx

Status: OFFLINE. Po prostu bądź

Znacie to uczucie, kiedy wyjeżdżacie na weekend do domku w lesie i cieszycie się wizją odpoczynku totalnego, chilloutu offline i odcięcia od świata, ale po kilku godzinach nerwowo spoglądacie na ekran telefonu i idziecie na polanę w poszukiwanie zasięgu? No właśnie… W końcu musimy pochwalić się na Instagramie klimatycznym miejscem, do którego pojechaliśmy, dodać relację i sprawdzić lajki pod ostatnim postem, odpisać na maile, przeczytać Pudelka (albo V maga) i odebrać wiadomości z WhatsAppa. Otóż nie musicie. To brzmi jak szaleństwo, ale tak właśnie jest. Zapraszam do lektury, a potem do… wylogowania się z sieci.

W ostatnich tygodniach przeprowadziłam na sobie eksperyment. Zaczęło się nieświadomie i samoistnie, a potem zrodził się pomysł, żeby to było jednak działanie celowe i uważne. Kiedy piszę ten tekst, trwa kolejny tydzień izolacji. Który? Szósty? Siódmy? A może już ósmy? Nie wiem, ale wiem, że nie jestem jedyną osobą, która straciła rachubę. Kwarantanna, izolacja, lockdown. Wszystko sprowadza się do tego samego: zostajemy w domach i jesteśmy głównie online. W pracy, w przerwie, po pracy. Nagle znajdujemy się w nowej sytuacji i cały świat przenosi się do sieci: korporacje z pracą zdalną i spotkaniami na Zoomie, muzycy z koncertami, aktorzy kinowi i teatralni ze spektaklami i premierami filmów, balet, muzea, siłownie i szkoły jogi. Na Instagramie live goni live. Obfitość. Żeby nie powiedzieć nadmiar. Zastanawiam się, czy jestem jedyną osobą, która na kolejne powiadomienie przewraca oczami i głośno wypuszcza powietrze ustami? Niby żyjemy w tej rzeczywistości od lat, jesteśmy przyzwyczajeni do „bycia w sieci”, ale co za dużo, to niezdrowo. Czas izolacji wzmógł we mnie niechęć do świata internetu. I choć jednocześnie odczuwam ogromną wdzięczność za możliwości, jakie daje (komunikowanie się z tymi, którzy nie są obok, Netflix, sklepy online, kultura i sztuka), to postanowiłam znacząco ograniczyć ilość czasu spędzanego online. Dla głowy, dla zdrowia, dla siebie. Oto jak przeprowadzić technodetoks, czyli jak być bardziej offline.

Luksus bycia off

Pamiętacie jeszcze początki internetu? Nie był wtedy ogólnodostępny (tak, były takie czasy), trzeba było albo pójść do kafejki internetowej, albo można było korzystać z niego w określonych ramach czasowych, bo w domu był jeden komputer podpięty do modemu, a o WiFi, a tym bardziej o telefonie z tą opcją, nawet nie marzyliśmy. Internet był w jakiś sposób dobrem luksusowym. A czym jest luksus? Luksus to coś, co nie jest niezbędne w naszym życiu, ale daje nam komfort i przyjemność. W ciągu zaledwie dekady nastąpiła ogromna zmiana w społeczeństwie i luksusem stały się cisza, spokój i niedostępność na życzenie. I choć rozwój technologii umożliwia nam szybszy i łatwiejszy przepływ informacji, to wśród potrzebnych komunikatów przewijają się też tzw. cyfrowe śmieci, które nasz mózg musi filtrować. W zachowaniu równowagi pomoże nam codzienna dawka bycia tu i teraz, zupełnie offline.

Wyloguj się

To nie jest ani łatwe, ani trudne. To po prostu trzeba zrobić. Większość z nas jest cyfrowo uzależniona – od kontaktu z innymi, od lajków, od bycia na bieżąco. Warto jednak znaleźć balans pomiędzy byciem w świecie wirtualnym i realnym. Wyłączenie powiadomień na Facebooku i Instagramie, włączenie trybu samolotowego w telefonie czy wyznaczenie czasu na wylogowanie się z bycia online o stałej porze dnia, np. podczas posiłku i zaraz po nim, dobrze nam zrobią. Obiad? Bez telefonu obok. Bez włączonego Netflixa. Działajmy metodą małych kroczków, żeby się nie zniechęcić: na początek wystarczy 30 minut, a stopniowo czas offline będziemy wydłużać. Tylko bez oszustw! Bez laptopa, tabletu, telewizora, smartfona i innych rozpraszaczy. Kto wie, może niedługo będziemy spędzać offline cały jeden dzień w tygodniu?

Zaplanuj, zapisz, wykonaj

Konkretny plan i postawienie sobie celu pomogą w wykonaniu cyfrowego detoksu – choćby tego codziennego minimum 30 minut. Wpisz go do swojego kalendarza, ustaw przypomnienie w telefonie, przyklej żółtą karteczkę-przypominajkę na laptop. Stała pora i systematyczność sprawią, że bycie offline wejdzie do twojego rytmu dnia i stanie się takim samym nawykiem jak wypicie kubka kawy czy herbaty.

Przyjemność, nie przymus

To, że będziesz spędzać czas offline, nie znaczy, że będzie to przykre przeżycie. Wszystko zależy od ciebie. Wykorzystaj tę chwilę jak najlepiej – tak, żeby ci się dobrze kojarzyła i żebyś chciała do niej wracać. Jeżeli siedzisz przed komputerem przez większość dnia, to wyjdź na spacer, pobaw się z psem albo kotem, zrób praktykę jogi, napij się w spokoju ulubionej herbaty, przygotuj coś dobrego do jedzenia, poczytaj książkę. To nie jest przymusowa przerwa do odbębnienia. To twój wartościowy czas, w którym możesz poczuć się jak przed erą internetu. Wszelkie uwalnianie kreatywności mile widziane: malowanie, rysowanie, robienie na drutach, szydełkowanie, szycie na maszynie, kaligrafia, fotografia… Zobaczysz, jak wiele ciekawych rzeczy możesz zrobić w świecie analogowym, wychodząc z „internetów”.

Podziel się

Powiedzmy to głośno: czasem się oszukujemy. Nie inaczej może się zdarzyć i w przypadku naszego cyfrowego detoksu. W końcu „to tylko 5 minut…”, „jeszcze dokończę oglądać…”, „czytam artykuł, przecież nie siedzę na fejsie”, prawda? Same siebie oszukujemy i znajdziemy tysiąc usprawiedliwień, ale kiedy podzielimy się z przyjaciółmi, rodziną i współlokatorami naszym nowym zwyczajem wylogowywania się ze świata online, to stanie się on jeszcze większym zobowiązaniem, a w razie niedotrzymywania elektronicznego postu będzie nam przed nimi zwyczajnie głupio. Poza tym, jeżeli zakomunikujesz bliskim, jakiego wysiłku się podjęłaś, na pewno będziesz mogła liczyć na ich wsparcie i zrozumienie. A może twoja postawa zainspiruje ich do bycia offline? Poprzeglądaj albumy rodziców i dziadków. Ile tam zdjęć ze spotkań towarzyskich! Pójdźmy w ich ślady i spotykajmy się częściej offline. Tylko bez internetu możemy stworzyć prawdziwie głębokie więzi i poświęcić 100% uwagi drugiej osobie.

Dobry sen

Wiem, że wiecie, ale tak ważne sprawy, nawet te najbardziej oczywiste, muszą zostać wypowiedziane lub napisane, choćby miały być powtórzeniem. Problemy ze spaniem często są związane z uzależnieniem od technologii. Z tego powodu eksperci radzą nie korzystać z telefonu przed pójściem do łóżka, a najlepiej zostawić telefon w innym pomieszczeniu. Nie używaj telefonu przynajmniej dwie godziny przed snem. Zamiast tego warto poczytać dobrą książkę albo magazyn – na pewno pomogą nie patrzeć w ekran godzinami.

Ciesz się czasem offline

Coraz więcej ludzi pragnie spokoju i zamiast szalonych wakacji na Ibizie wybiera wypoczynek w agroturystyce bez zasięgu albo turnus w ośrodku medytacyjnym. Technodetoks to dbanie o swój dobrostan. Zostaw telefon w domu i idź na spotkanie z przyjaciółmi. Rób rzeczy, które dają poczucie spełnienia: idź na koncert, do muzeum, wypij kieliszek dobrego wina, poczytaj książkę albo pójdź na wystawę. Nieważne, co robisz – po prostu ciesz się chwilą. Offline.

Bilans zysków i strat

Czy można coś stracić, będąc offline? Nic. Wpisy, filmy, plotki o celebrytach i posty znajomych wciąż tam będą, ale czas spędzony z rodziną, przyjaciółmi czy samą sobą jest bezcenny i nie do nadrobienia. Nie chodzi o to, żeby nagle całkowicie zrezygnować z korzystania z technologii. Wystarczy stopniowe dawkowanie, ograniczenie korzystania z social mediów i świadome zatopienie się w namacalnej codzienności. Po wyłączeniu telefonu może się okazać, że to, co wokół nas, jest dużo bardziej fascynujące niż kolejne instastories. Kto wie, może bycie offline otworzy przed tobą zupełnie nowy świat doświadczeń, emocji i wrażeń, pozwalając ci obrać nową perspektywę i ścieżkę życia?

Nasza misja

V mag to wartościowe treści o diecie roślinnej, zero waste i szeroko pojętym świadomym życiu. Rozmawiamy z inspirującymi osobami i dzielimy swoimi przemyśleniami. Chcemy przekonać Cię, że da się znaleźć złoty środek między codzienną gonitwą a życiem zgodnym z naturą. Poszukajmy go razem!