Święta bez oczekiwań

Gdy to piszę, jest połowa października – jeden z tych piękniejszych dni jak z obrazka pod tytułem “Złota jesień”, a ja właśnie zaparzyłam sobie cytrusowego earl greya i myślę o grudniu. Wspomnienie lata zaczyna powoli blednąć, ale i wizja zimy zdaje się być jeszcze abstrakcyjna. Z kolei, gdy Wy czytacie te słowa, świat jest już zapewne cały upstrzony światełkami, co druga reklama telewizyjna dotyczy potencjalnych, najpiękniejszych prezentów pod choinkę, a wspaniały George Michael z uporem maniaka wspomina swoje “Last Christmas” codziennie, w każdej godzinie, na każdej stacji radiowej. Chyba nie ma drugiego takiego okresu w roku, w którym przez wiele tygodni uwaga świata skupiona byłaby na przygotowaniach do celebracji zaledwie kilku dni, co ma kolosalny wpływ na światową gospodarkę. Już w 1993 roku w artykule „The Deadweight Loss of Christmas” opublikowanym na łamach  „The American Economic Review” profesor Joel Waldfogel z Uniwersytetu Stanforda stwierdził, że każdego roku w USA ludzie wydają na prezenty o około 12 miliardów dolarów więcej, niż są one warte dla swoich odbiorców. W praktyce oznacza to, że wiele nietrafionych prezentów zostanie wyrzuconych lub niewykorzystanych zgodnie z przeznaczeniem. Profesor Waldfogel szacuje, że łączna wartość zakupów wyrzucanych po świętach w Stanach Zjednoczonych wynosi 85 mld. dolarów każdego roku, przy czym możemy sobie tylko wyobrazić skalę tego zjawiska w 2019 roku.

Święta to okres niezwykły – pełen bardziej lub mniej świadomych oczekiwań, tych zapożyczonych z filmów czy tych związanych z żywymi wspomnieniami z dzieciństwa. Z jednej strony tęsknie wspominamy te święta sprzed lat, gdy mama rokrocznie wyciągała z kartonowego pudła te same, stare, obdrapane bombki, by następnie wspólnie przystroić nimi wiecznie krzywą choinkę. Z drugiej jednak strony czujemy niekiedy podświadomą potrzebę, żeby wszystko było wprost idealnie – jak z pocztówki albo ze śnieżnej kuli – wszyscy zadowoleni, miłość wisi w powietrzu, a serwetki są perfekcyjnie dopasowane pod kolor zasłon i dywanów. Sklepy i firmy serwujące różnego rodzaju produkty i usługi dobrze wiedzą o tych naszych wewnętrznych dylematach, ba – to one w dużym stopniu kreują nasze potrzeby i podsycają je przez tych kilka tygodni, a nawet jeśli jesteśmy minimalistami i nie dotyczy nas mania kupowania prezentów i dekoracji, to może się okazać, że wcale nie jest tak łatwo wyzbyć się oczekiwań “świąt idealnych”.

Wspomnień czar

Magia świąt dzieciństwa. Jakie to ciepłe, wszechogarniające uczucie! Wspólne przystrajanie choinki, pasterka, opłatek, rozmowa z psem o północy i święte przekonanie, że w końcu odpowie. Wigilia była dla mnie w tamtych latach najpiękniejszym dniem w roku i niezmiernie mi zależało, żeby wszyscy dookoła podzielali moją ekscytację. Pamiętam, że każdego 24 grudnia budził mnie wcześnie rano zapach gotowania suszonych grzybów, które wspólnie zebraliśmy jesienią. Schodziłam pośpiesznie na dół, a tam tata przytargał już od sąsiada wielką świerkową gałąź, która wieszana pod sufitem zastępowała nam żywą choinkę. Stroiłam więc gałąź pięknymi, starymi bombkami, podczas kiedy mama – zajęta ponad swoje możliwości – biegała z kuchni do spiżarki i z powrotem, a im sama byłam starsza, tym mocniej udzielało mi się to ogólne zniecierpliwienie. Było mnóstwo rzeczy do zrobienia, bo Wigilia zawsze odbywała się w naszym domu, więc ciśnienie było w ten dzień niezmiennie wysokie. Mimo to dzisiaj prawie nie pamiętam sprzeczek z mamą o to, czy w wigilijny poranek powinnam oglądać Kevina, czy może jednak pomagać jej lepić trzysta pierogów. Pamiętam tylko ogrom ciepła płynący z tamtych dni, tak jakby mój mózg zdecydował się przyjąć tylko jedną wersję wydarzeń – tą oczekiwaną. Gdy jednak myślę o tym na chłodno, mam świadomość, że święta dzieciństwa wcale nie były wolne od oczekiwań, ba – było ich może nawet więcej. Chciałam, żeby spadł śnieg, a wszyscy byli uśmiechnięci i zadowoleni. Co roku miałam nadzieję, że święta trochę zwolnią – że przestaniemy skupiać się tak bardzo na myciu okien i pieczeniu ciastek. Czułam się niejednokrotnie zawiedziona tym, że nikogo nie interesuje “świąteczna atmosfera”, podczas gdy ja przeżywałam święta całą sobą już od września. Marzyłam o tym, że kiedyś, jak w filmach, pod choinką znajdą się prezenty dla wszystkich. Niestety – choinka okazała się być zbyt mała, członków rodziny zbyt wielu, a w naszym domu prezenty dostawały tylko dzieci, i to na początku grudnia.

Wewnętrzne dziecko

Lata mijają, ale okres świąteczny zdaje się trwać w niemalże identycznej formie jak przed laty. Nadal co roku wracam na Wigilię do rodzinnego domu, przystrajam gałąź z drzewa tego samego sąsiada, czekam z nadzieją na śnieg i obserwuję, jak mama, cała w nerwach, krząta się po domu. Nawet stary program telewizyjny z 2008 roku, w którą zawinięte są światełka choinkowe, przypomina, że również pod względem najchętniej oglądanych filmów niewiele się zmieniło. Choć dziś mam 23 lata – studiuję, pracuję i za rok biorę ślub – nie do końca wyrosłam z tych dziecięcych oczekiwań. Obecnie mam jednak znacznie większą autonomię w kreowaniu moich nowych, dorosłych świąt wspólnie z narzeczonym, któremu podobnie jak mnie wielką przyjemność sprawia celebracja tego okresu. Kupujemy więc żywą choinkę, wręczamy sobie nawzajem prezenty, pieczemy razem pierniki i wspólnie kreślimy na nich lukrem imiona swoje, naszego kota, naszego psa… Odnoszę wrażenie, że w okresie świątecznym wszyscy stajemy się w jakimś stopniu dziećmi i jak bumerang wracają do nas wspomnienia i oczekiwania tamtych lat. Gdy ja wspominam magiczne święta dzieciństwa, w mojej głowie pojawiają się obrazy przedstawiające żywe emocje – zachwyt podczas oglądania “Rudolfa Czerwononosego” w piżamie, z kubkiem kakao w dłoniach, zapach cynamonowego kompotu i suszonych grzybów, ekscytacja ze znalezienia czekoladki pod poduszką… Wszystko to były według dzisiejszego rozumienia drobiazgi, które sprawiały, że na grudzień czekałam cały rok i każdorazowo czerpałam z nich ogrom radości. A gdyby tak w tym roku z okazji świąt na powrót obudzić w sobie dziecko? Zastanów się, jakie rzeczy dawały Ci najwięcej radości w grudniach dzieciństwa, jakie wspomnienia budzą w Tobie najwięcej uczucia wdzięczności i spróbuj wpleść te elementy do swoich dorosłych świąt. Może w tym roku kupisz kalendarz adwentowy i przez grudzień zastanowisz się, jak Ty chcesz, by wyglądały Twoje święta? Jak je przeżywasz, jak je rozumiesz, jakie emocje w Tobie wywołują? Daj sobie czas na zrozumienie motywacji i pragnień, ale przede wszystkim tych własnych i tych chcianych.

Odetchnij

Gdy myślę sobie o głównej przyczynie wszelkich napięć w okresie świątecznym, do głowy przychodzi mi obraz tego nawału rzeczy, które osobiście zrzucamy sobie na głowę, by święta były takie “jak trzeba”. Przed oczami mam te 12 potraw, mycie okien i podłóg, koncentrowanie uwagi na najmniejszych detalach. Nie ma oczywiście nic złego w tych intensywnych przygotowaniach, o ile robimy to dlatego, że chcemy, a nie dlatego, że czujemy taką presję. Presja idealnego przygotowania ciążyła na świętach mojego dzieciństwa, ale z niemałym zaskoczeniem odkryłam, że towarzyszy mi także w dorosłym życiu. Ostatnie święta były moimi pierwszymi wegańskimi świętami, w związku z czym postawiłam sobie konkretne zadanie – przeżyć. A jeśli do tego zachęcę rodzinę do spróbowania boczniaków po kaszubsku i przekonam, że piernik z pomidorów spokojnie dorównuje temu z jajkiem i mlekiem, to będzie wprost idealnie. Cóż, w rzeczywistości okazało się mniej różowo, a ja tak bardzo skupiłam się na tych burzliwych przygotowaniach, że nawet nie zauważyłam, kiedy krzyczę na narzeczonego, bo za grubo pokroił marchewkę na sałatkę jarzynową. Tym większa była moja frustracja, kiedy zdałam sobie sprawę, w jak bardzo znajomy schemat wpadłam – ten, którego tak nie znosiłam w dzieciństwie i którego z całych sił chciałam uniknąć w dorosłym życiu. W tym roku postanowiłam nie powielać błędów przeszłości i w zdecydowanie mniejszym stopniu skupiać się na tym czysto fizycznym aspekcie świąt. 

Odpuść

Jednym z głównych niematerialnych oczekiwań, jakie większość z nas ma w stosunku do świąt, jest poczucie “prawdziwie świątecznej” atmosfery w rodzinnym gronie. Marzymy, by święta były momentem na głębszy oddech, na bycie z najbliższymi, na cieszenie się chwilą. Jednak to właśnie przy świątecznym stole dochodzi często do różnego rodzaju spięć, co w efekcie bardzo dotkliwie uderza w obraz “idealnych świąt”. Wówczas, kiedy na wierzch wypływa jakiś bieżący temat polityczny i każdy odczuwa przemożną potrzebę wypowiedzenia się, ta mistyczna atmosfera ulatuje gdzieś daleko. Wprawdzie nie jesteśmy w stanie w żaden sposób wpłynąć na reakcję naszych bliskich, ale możemy popracować trochę nad własnym podejściem, a to już naprawdę wiele zmienia. Przede wszystkim wiele kryzysowych sytuacji jest w stanie uratować spokój. Nasz nastrój będzie zależał od reakcji na zewnętrzny bodziec, a więc zanim w jakikolwiek sposób zareagujemy, warto wziąć głębszy oddech i zastanowić się nad tym, czy konfrontacja jest tym, czego naprawdę chcemy. Sama mam problem z takim kontrolowaniem emocji i często odczuwam potrzebę włożenia kija w mrowisko, szczególnie jeśli z całych sił się z czymś nie zgadzam. Zazwyczaj później żałuję swojej reakcji, bo takie dyskusje wiele mnie kosztują, a często prowadzą donikąd. Dobrze jest więc pomyśleć sobie, że w rodzinie, w święta czy na co dzień, mamy prawo się nie zgadzać – możemy czuć i myśleć zupełnie inaczej, a świat się przez to nie zawali. W takiej kryzysowej sytuacji może czasem lepiej pójść do kuchni, zrobić sobie grzańca, włączyć ulubioną muzykę i odpuścić sobie i najbliższym. Budda miał powiedzieć „Ucisz wściekłego człowieka miłością”, które to zdanie bardzo wyraźnie obrazuje, że nawet w starciu z największym przeciwieństwem kluczem jest spokojna reakcja.

To ciekawe, że w dzisiejszym świecie mamy na co dzień tak dużo – bodźców, celów, przedmiotów, wydarzeń – że święta wydają się być idealnym momentem na to, żeby to trochę ograniczyć. Zwolnić, zaniechać, usiąść i dać sobie czas na zwyczajne bycie. Takie pojmowanie świąt wychodzi zdecydowanie przeciw powszechnemu konsumpcjonistycznemu podejściu, ale jawi mi się jako podejście zdrowe i wpuszczające dużo oddechu do codzienności. Może w takim razie święta będą dobrym momentem dla odstawienia na chwilę telefonu, rozpoczęcia praktyki uważności i wdzięczności, ograniczenia przedświątecznej zakupowej gorączki i skupienia się na tym, co naprawdę ważne. A o tym, co jest ważne w świętach dla Was – rodzina, jedzenie, duchowe przeżywanie, refleksja, przyjaciele czy cokolwiek innego – zdecydujcie w grudniu sami. 

/ Sylwia Szyszka

Tekst pochodzi z 32 numeru V mag #relaks

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *