fbpx

Świętujemy! z Alicją Rokicką

“Świętujemy! Roślinne przepisy na uroczystości i święta” to najnowsza książki Ali Rokickiej, którą na pewno znacie z blogów Wegan Nerd, Italia dla zielonych oraz włoskiego kącika w magazynie V mag. Książka została przepięknie wydana przez Wydawnictwo Marginesy. 

W środku znaleźć można ponad 100 przepisów na tradycyjne (ale nie nudne!) potrawy na każdą okazję – Boże Narodzenie, imieniny u cioci, wielkanocne śniadanie, czy urodzinową imprezę ze znajomymi. W “Świętujemy!” każdy znajdzie coś dla siebie, niezależnie od tego, czy jest fanem polskich warzyw, szybkich przekąsek w stylu comfort food, słodkich deserów, czy zamienników mięsa. Książka podzielona jest na 10 działów: Świąteczne śniadania, Zupy, Pasztety i pieczenie, Dania główne, Przepisy bezrybne, Niemięso, Party, U cioci na imieninach, Słodkie oraz Dodatki i Sosy. Oprócz klasyków takich jak wegański śledzik, czy przepyszne pierogi, pojawiają się także regionalne przysmaki – kartacze, kwaśnica, czy krantz. W każdym dziale oprócz przepisów są też świąteczne historie kulinarne od autorki. Wszystkie przepisy zilustrowane są obłędnie apetycznymi zdjęciami, a to/studio zadbało o przepiękną, zachęcającą do gotowania, oprawę graficzną. To kolejna książka Ali, którą zechcesz trzymać na widoku. 

Przygotowywanie potraw na świąteczny stół nigdy nie było tak proste i przyjemne!

Książka dostępna jest m.in. w Empiku: https://www.empik.com/swietujemy-rokicka-alicja,p1231793170,ksiazka-p

Z Alą Rokicką o inspiracjach stojących za “Świętujemy!” rozmawiała Łucja Wierzchowska

V mag: Wydałaś już dwie fantastyczne książki z wegańskimi przepisami – jedna skupiła się na daniach słonych, a druga na słodkich. Wydawałoby się, że nic więcej nie potrzeba, a jednak powstała trzecia książka, czyli “Świętujemy!”. Skąd pomysł na jej powstanie?

Alicja Rokicka: Tak naprawdę to od dłuższego czasu mam całą listę pomysłów na kolejne książki z przepisami. W pierwszej książce jest rozdział “z rodziną” poświęcony świętom . Bardzo lubię ten rozdział i tak sobie pomyślałam, że fajnie byłoby zrobić książkę o takiej tematyce. Na początku myślałam o książce z przepisami stricte kuchni polskiej, ale coś mi tam nie pasowało. Nie do końca podobał mi się taki koncept całkowitego przerabiania przepisów na wegańskie. Jestem przekonana, że dużo o kuchni polskiej nie wiem. Kuchnia polska jest bogata, podzielona na regiony. Z tyłu głowy miałam, że to ryzykowne. A święta to bardzo wdzięczny temat. Myślę, że dla wszystkich – i dla wegan ale i dla wszystkożerców. Słyszę takie opinie, że to idealna książka dla babć i mam które chcą coś ugotować swoim dzieciom, które np. wracają do domu na święta z drugiego końca Polski.

Czym inspirowałaś się tworząc przepisy do “Świętujemy!”?

Wieloma rzeczami. Po pierwsze świętami obchodzonymi w Polsce i popularnymi potrawami, które wtedy się jada. To pewnie oczywiste. Ale chciałam też pokazać jak gotować wegańsko w czasie jesieni i podczas zimy. Poza jednym rozdziałem starałam się, by wszystko było sezonowe, z łatwo dostępnych produktów. W książce znajdziemy zatem przepisy na warzywa korzeniowe, pomysł na polską kapustę, ale i polskie grochy, i fasole, czy kasze. To takie składniki i produkty, które kupi się w sklepie na rogu i w warzywniaku w każdym polskim mieście.

To pierwsza Twoja książka, w której nie zajmowałaś się składem i grafiką, a oddałaś je w ręce to/studio. Czy była to trudna decyzja i jak Twoim zdaniem udało im się wykonać to zadanie?

To absolutnie nie była trudna decyzja. Tym razem chciałam oddać książkę w ręce grafików, głównie z ciekawości. Chciałam zobaczyć inną interpretację zdjęć i tekstów. Bardzo lubię wydawnictwo Marginesy, mam sporo ich książek. To bardzo nowoczesne wydawnictwo i wydają piękne książki.

W “Świętujemy!” nie brakuje zupełnie nowych przepisów, takich jak kartacze z rydzami, czy wegańska mortadela, ale są też te znane, sprawdzone i ukochane. Do którego z przepisów z nowej książki masz największy sentyment i dlaczego?

W książce jest wiele takich przepisów. Na jej poczet pierwszy raz w życiu gotowałam kartacze. Są dwie wersje, ale zdecydowanie te z rydzami to moje ulubione. Drugim przepisem, który skradł moje serce to gulasz bezmyślny. Jest to interpretacja gulaszu myśliwskiego, taki przepis z przymrużeniem oka, trochę pstryczek w nos. Wychodzi bajecznie i już robi furorę. Jest dowodem na to, że odpowiedni dobór składników i przypraw odpowiada za całość. Dostaję takie wiadomości, że danie smakuje jak oryginał, jest tylko lżejsze i mniej tłuste.

Jakie jest Twoje najmilsze wspomnienie związane ze świętowaniem? 

Pamiętam Święta obchodzone jeszcze za czasów kiedy byłam mała. Myślę że miałam max 8 lat. Dom się zapełniał gośćmi. Przyjeżdżał wujek (brat mamy) z rodziną, przychodziła druga babcia, czasem wpadali sąsiedzi. Wigilia nie miała końca. Dorośli dyskutowali i zajadali się przy swoim stole, my dzieci bawiliśmy w pokoju obok. To wszystko było dobrze zaplanowane. W tym chaosie żadne z nas nie orientowało się, że mój tato wychodził piętro wyżej, gdzie w pokoju stała choinka. Specjalnie robił hałas, a my dzieciaki od razu łączyliśmy ten rumor z faktem, że przecież przybył Św Mikołaj/Gwiazdka/Gwiazdor. Przy choince oczywiście mnóstwo wrzasku i radości, i dyskusja na temat tego, kto w końcu przynosi te prezenty. Może wszyscy w trójkę? Tęsknię za czasami, kiedy tak bardzo się w to wierzyło. 

Twoim czytelnikom i obserwatorom nieobca jest już Twoja tradycyjna “chrismukkah”, ale z pewnością są i tacy, którzy tej imprezy nie znają. Czym jest chrismukkah?

To połączenie dwóch słów: Christmas i Hanukkah. To dwa największe święta obchodzone w  grudniu. Christmas, czyli święta Bożego Narodzenia, oraz żydowska Hanuka. Nie jestem osobą religijną, do świąt podchodzę raczej jak do symbolu, kończy się rok, ludzie robią się sentymentalni. Sama robię się sentymentalna! Od 5 lat mieszkam na Kazimierzu – to Krakowska dzielnica żydowska. Czuję tu ducha odległych czasów, nie wyobrażam sobie, żebym mogła organizować tu tylko wigilię. Chrismukkah to zabawa słowna, ale łączy w sobie ducha tego, jak sama chcę spędzać święta. To powinien być czas bez wykluczeń, pełen pokoju, radości, wesołej muzyki i kolorowych światełek. 

Zbliża się Boże Narodzenie i niektórzy po raz pierwszy będą przygotować wegańskie potrawy na świąteczny stół. Czego nie może na nim zabraknąć?

Wina (śmiech). Myślę, że każdy powinien postawić na stole taką potrawę, jaką lubi i chce się nią podzielić z innymi. Jeśli ktoś nie przepada za pasztetami, to przecież bez sensu, żeby na siłę je piekł. 

U mnie w rodzinnym domu wigilia nie może się obejść bez czerwonego barszczu na zakwasie z buraków, koniecznie z uszkami z farszem grzybowym. Ja lubię na stole postawić jeszcze świeżo upieczoną, pachnącą focaccię lub słodką chałkę. Od jakiegoś czasu hitem jest gorąca fasola jaś pieczona z jabłkami. Co roku ktoś z domu piecze kulebiak z kiszoną kapustą. W wielkim garze gotuje się kapusta z grochem, mama nastawia ją odpowiednio wcześnie, by całość była kremowa i rozpływała się w ustach. Można nalepić pierogów z kilkoma farszami, ale lepiej wszystko zaplanować tak, by jedzenia nie było za dużo. Świętowanie jest super, ale ważne by robić to z głową!

*Wszystkie fotografie autorstwa Alicji Rokickiej.

Nasza misja

V mag to wartościowe treści o diecie roślinnej, zero waste i szeroko pojętym świadomym życiu. Rozmawiamy z inspirującymi osobami i dzielimy swoimi przemyśleniami. Chcemy przekonać Cię, że da się znaleźć złoty środek między codzienną gonitwą a życiem zgodnym z naturą. Poszukajmy go razem!