fbpx

W poszukiwaniu stylu vintage

Od zawsze lubiłam się przebierać. Mierzenie ubrań, przyglądanie się, jak wygląda jeden kolor z drugim i komponowanie kawałków materiałów sprawiało mi ogromną frajdę. Byłam tego rodzaju dzieckiem, które przy porannym ubieraniu nie marudziło, a po powrocie z przedszkola zmieniało strój na kolejny, wiele razy. Przymierzałam kolejne sukienki, mierzyłam buty i robiłam przy tym ogromny bałagan. Na dodatek byłam tą szczęściarą, której mama i siostra potrafiły szyć ubrania, i to jakie! Kiedy potrzebowałam nowej pary spodni, szłyśmy do sklepu z materiałami i wybierałam najdziwniejszą tkaninę, jaka wpadła mi w oko. Niebieski sztruks w białe plamy czy intensywnie pomarańczowy jeans zawsze kusiły bardziej niż te zwykłe, w moich oczach, materiały. Potem zaczęłam robić zakupy w lumpeksie. W małym mieście, obok którego mieszkałam, lumpeksów nie było wtedy tak dużo jak teraz, ale jeden był bardzo dobrze zaopatrzony (jest zresztą w tym samym miejscu do dziś) i ogromnie popularny, głównie wśród osób starszych. Czuję się odrobinę staro, kiedy piszę to zdanie, ale lata, w których zaczęłam kupować ubrania w lumpeksie, nie były czasami świetności tych miejsc. Nazywano je „szmatnikami”, a nie tak ładnie jak dziś: second-handami i stanie w kolejce do sklepu w dzień dostawy wśród tłumu kobiet w wieku mojej babci wydawało mi się wtedy niemałym obciachem… Moi znajomi nie lubili chodzić do „szmatników” ze mną, bo „używane rzeczy, fuj i ten zapach”, ale nie zamierzałam z tego rezygnować, bo rzeczy, jakie znajdowałam w tym miejscu, były najlepszą ubraniową przygodą w moim życiu. Przechodziłam przez różne etapy i stylistyki, ale do dziś największą przyjemność sprawia mi szukanie ubrań w stylu vintage lub wzorowanych na starszych. Do takiej vintage przygody chcę zachęcić też ciebie. 

Vintage – skąd się wziął? 

Słowo vintage ma swój początek w branży winiarskiej, w której używa się go do określania rocznika wina wyprodukowanego z pewnego typu winorośli, wyselekcjonowanych w jednym roku. To uspójnienie gatunkowe i rocznikowe wina przeniosło się do sfery kultury i sztuki, a potem także do świata mody. Dzisiaj, gdy mówimy vintage, mamy na myśli stary, starodawny element ubioru, pochodzący z poprzedniej epoki. Ale uwaga, vintage bywa mylone z określeniem retro, które oznacza rzecz wzorowaną na starą. Zatem jeśli nowa kolekcja znanej sieciówki wprowadziła sukienki a’la lata 20-te, to z pewnością nie są to sukienki vintage, bo nie pochodzą z tej złotej ery, ale można je określić mianem retro. 

Nie oznacza to oczywiście, że nie można takiej rzeczy uszytej obecnie łączyć z ubraniami z poprzednich dekad. Tu nie ma zasad, a ja jestem ostatnią osobą, która mogłaby doradzać taką ubraniową surowość. 

Za co tak lubię ten styl? Ciężko w nim o nudę. Choćby nie wiem jak bardzo temat mógł być przewałkowany przez blogi, reklamy, a nawet nowe kolekcje w sieciówkach, to jest to styl – rzeka i można go komponować w nieskończoność. Po pierwsze dlatego, że vintage przechodzi przez różne dekady. 

Możemy przebierać w epokach i dobierać stylizacje odpowiednio do swojego nastroju. Na dobry humor lata 60. i 70., czyli dzieci kwiaty: przepaski na włosach, spodnie dzwony, długie, zwiewne sukienki, koronki, buty na koturnach, rozpuszczone włosy. Na odrobinę szaleństwa polecają się lata 80., czyli lekki kicz, neonowe kolory, lajkra i wysokie kucyki z wielkimi gumkami. Z kolei lata 90. wróciły z wielkim hukiem i zadomowiły się w naszych szafach tak, że o tzw. „mom jeans”, spodniach z wysokim stanem, nawet nie myślimy w kategoriach: „to krój sprzed 30 lat”, a właśnie tak jest! Uwielbiam wracać do pierwszych odcinków „Przyjaciół” i patrzeć na zestawy ubrań Moniki i Rachel. 

Dlaczego zakupy w lumpeksach?

Wiem, że do lumpeksów przekonują dzisiaj wszyscy i być może stało się to już trochę nudne, napastliwe i im więcej osób przekonuje, tym mniej się chce. Ale ja nie będę inna, zwłaszcza po opowiedzeniu historii z przeszłości, kiedy to spędzałam w tych miejscach każdą wolną chwilę po szkole. Tam po prostu znajduje się skarby, vintage perełki, ubrania z historią i duszą. Oczywiście najpierw trzeba przegrzebać się przez stos tych bezdusznych warstw z metkami sieciówek, ale warto, bo na końcu czekają nagrody. 

10 sprawdzonych zasad kupowania w lumpeksach: 

1.   Moja pierwsza rada jest taka, żeby nie przychodzić do second-handów z oczekiwaniami na konkretne ubranie, ta metoda zazwyczaj zawodzi. Można przyjść z intencją znalezienia czegoś vintage, to nigdy nie jest złe, ale plan pt. „potrzebuję nowych spodni o takim i takim kroju” pozostawi smak porażki…

2.   Z powyższą zasadą wiąże się od razu kolejna: kiedy przyszłaś poszukać spodni, nie omijaj innych działów, bo w momencie, kiedy szukasz jeansów, prawdopodobnie znajdziesz wymarzoną sukienkę. I jak tu jej nie wziąć? To dla mnie taka złota i ironiczna zasada lumpeksów. 

3.   Kolejny wniosek dotyczący lumpeksów brzmi: większe miasto wcale nie oznacza lepszych „łowów”. Do tej pory na najlepsze rzeczy trafiam w „szmatniku” w małym mieście, bo przy rzeczach, które najbardziej mi się podobają, nie mam tam aż tak dużej konkurencji, jak w dużym mieście. 

4.   Najlepsze dni na zakupy w second-handach to dni dostawy. Wtedy prawdopodobieństwo złowienia ubraniowej perły zwiększa się. Jeśli wolisz uniknąć tłumów, a wierz mi, że w dzień dostawy nie unikniesz ich nawet w małym miasteczku, to równie dobrze można spróbować wybrać się dzień po dostawie lub ewentualnie w jej dniu, ale już po najbardziej tłocznych godzinach. 

5.   Zasada numer pięć, bardzo ważna, jeśli chodzi o zakupy w lumpeksach: nie zrażaj się, jeśli nie od razu zaczną wpadać w twoje ręce te wymarzone, oryginalne ubrania. Za którymś niepowodzeniem z kolei możesz zacząć myśleć, że to zwykła mrzonka sądzić, że one w ogóle tam są, ale wtedy do poszukiwań musimy włączyć cierpliwość, bo niestety czasami trzeba się w nią uzbroić. 

6.   Zwracaj uwagę na jakość. Kiedy zaglądałam do takich miejsc w czasach gimnazjum, nie miałam najmniejszego problemu, żeby załadować cały koszyk ubraniami, bo wszystkie wydawały mi się ciekawe, oryginalne i tak różne od tych w regularnych sklepach. Te czasy już minęły, bo po pierwsze, mój styl znacznie się różni od tego, co nosiłam kilka lat temu i nie tak łatwo znajduję rzecz, o której wiem, że na pewno chcę i potrzebuję, a po drugie, wtedy bardzo rzadko patrzyłam na to, jakiej jakości rzeczy kupuję. W konsekwencji wielu z nich potem nie nosiłam, bo nie nadawały się do użytku. Oglądaj każdą rzecz dokładnie. Zwracaj uwagę na plamy i zacieki czy małe dziurki od moli, bo takie defekty są właściwie niemożliwe do usunięcia i nie warto się przekonywać, że „to zejdzie”. 

7.   Defekty to jedno, a skład ubrań to drugie. Od razu przyznam, że zaczęłam na nie patrzeć całkiem niedawno. Składy materiałów nie są moją mocną stroną, a już na pewno nie były nią, gdy robiłam zakupy jako nastolatka. Jeśli podobała mi się dana sukienka, to po prostu ją brałam, a z konsekwencjami tego, że była z najbardziej sztucznego i nieprzewiewnego materiału mierzyłam się dopiero po fakcie. Dlatego żeby uniknąć takich sytuacji, dobrze jest zapoznać się z lepszymi składami i czytać metki. 

8.  Nie sugeruj się rozmiarami z metki. Po pierwsze, rozmiarówka w różnych krajach potrafi się od siebie różnić, a po drugie, niektóre rzeczy, trafiające do lumpeksów, były kiedyś zmniejszane tu i ówdzie i rozmiar z metki nie jest już tym aktualnym. Bardzo wiele razy spotkałam się ze spodniami czy spódnicą zwężoną po bokach. Czasami też ubranie, którego rozmiar z reguły jest nie nasz, może posłużyć jako świetna rzecz w stylu oversize. Tak jest często w przypadku swetrów, koszul lub sukienek, które lepiej wyglądają, kiedy są bardziej luźne i np. spięte w talii paskiem. 

9.  Zachęcam też do przeglądania działu męskiego. Znam dziewczyny, które nie opuszczą sklepu bez sprawdzenia tamtejszych swetrów lub takie, które kierują się tam od razu, bo znajdują wtedy najlepsze t-shirty. Niektóre męskie ubrania dobrze jest potraktować jako unisex i nie mieć oporów przed poszukiwaniami w tamtych działach. 

10.  Przy za dużych rzeczach weź pod uwagę przeróbki krawieckie. Nie mówię tu o sukience XXL, gdy twój rozmiar, to S, ale jeden lub dwa rozmiary z powodzeniem da się zmniejszyć bez utraty oryginalnego fasonu ubrania. Bardzo często nawet po włączeniu kosztów przeróbki za wymarzone ubranie (o dobrej jakości!) zapłacimy mniej niż w sklepie. 

Baw się stylem 

Ubieranie się w stylu vintage to świetna zabawa i dobrze jest potraktować ten styl jako bardzo luźny i… twój. Tylko wtedy będziesz się w nim dobrze czuła. Wiele poradników o ubieraniu się w stylu vintage podkreśla, żeby wybrać sobie jedną epokę i tą drogą podążać, ale nie jestem zwolenniczką tej rady. Jednego dnia można poczuć się na szalone lata 60. i ubrać się w kwiecistą sukienkę, a drugiego można mieć ochotę na minimalizm w stylu lat 90. i założyć spodnie z wysokim stanem do białej koszuli. W tym tkwi cały urok! 

Nie bój się łączyć starego z nowym 

Połącz vintage lub rzeczy wzorowane na stary styl z ubraniami zupełnie nowoczesnymi albo po prostu ponadczasowymi. Retro koszula z falbanami lub kołnierzykiem jest idealna do dżinsów, a sukienka w babcinym stylu będzie pasować do klasycznego płaszcza i botków. Najciekawsze połączenia to ubrania bogato zdobione (na przykład stara marynarka z cekinami lub złotymi guzikami) zestawione z gładkimi i minimalistycznymi elementami: prostą spódnicą, spodniami z wysokim stanem, małą czarną itp. Przy takich kombinacjach poczujemy, że budujemy swój własny, niepowtarzalny styl i szukamy złotego środka do zestawów, w których czujemy się najlepiej.  

Inspiruj się innymi 

Kiedyś można było podglądać gazety starszej siostry i mamy lub naśladować ubiór z teledysków ulubionych piosenkarek (w moim wypadku to była np. Gwen Stefani i Florence Welch), ale dzisiaj, w dobie Instagrama, Pinteresta i YouTube’a, pomysły na ciekawe kompozycje w wybranym stylu czekają na każdym kroku. Uwaga, bo ta zabawa ogromnie wciąga, ale po takim researchu wychodzi się z głową pełną pomysłów. 

Alternatywy na znalezienie vintage ubrań 

Lumpeksy to oczywiście nie jedyne źródła, w których można wyszukać ubraniowe perełki. 

Jeśli nie mamy ochoty na wertowanie ubrań w ścisku i specyficznym zapachu, możemy skorzystać z internetowych miejsc. Jednym z nich jest remixshop – outlet i second-hand. Miejscem o nieco innym charakterze, ale o równie ekologicznym celu i oryginalnych ubraniach, jest Biblioteka Ubrań. Dla mnie miejscem, w którym przeglądam różnego rodzaju ubrania bez wychodzenia z domu, jest vinted, czyli rynek internetowy, w którym można kupować, wymieniać i sprzedawać ubrania. Wiele z nich to oryginalne ubrania sprzed lat; żeby je znaleźć najlepiej jest wpisać w wyszukiwarkę słowo „vintage”. 

Ubrania vintage znajdziemy również, a może przede wszystkim, w tzw. vintage shopach. To miejsca, w których nie trzeba przedzierać się przez stosy ubrań, żeby znaleźć tę jedną oryginalną rzecz, ponieważ cały towar składa się właśnie z wyselekcjonowanych rzeczy z poprzednich lat. Często mają one metki od znanych projektantów i niejednokrotnie zapierają dech w piersiach swoją urodą, ale przy tym są też o wiele droższe od tych, które możemy napotkać w lumpeksach. Takie sklepy działają stacjonarnie, w Warszawie będą to na przykład: Vintage Store lub Wzorcownia, albo w sieci, na przykład Pyskaty Zamsz albo A&E vintage store.

Bardzo fajnymi wydarzeniami są tzw. targi vinage, które odbywają się głównie latem w większych miastach. Wtedy w jednej lokalizacji możemy obejrzeć unikatowe ubrania i akcesoria od wielu sprzedawców. 

Odnoszę wrażenie, że do stylu vintage nie trzeba nikogo przekonywać, bo doskonale broni się sam, ale mam nadzieję, że powyższe wskazówki popchną niejedną z was ku tej modowej przygodzie. Co sama uwielbiam w niej najbardziej? Fakt, że stary kawałek materiału, przy uruchomieniu kreatywności, staje się czymś zupełnie nowym, świeżym i… moim. W vintage nie chodzi o przepraszanie się z każdym modnym kilka dekad wcześniej elementem ubioru i trzymaniem się kurczowo przeszłości, ale o mieszanie starego i nowego. W tym cała zabawa! 

Nasza misja

V mag to wartościowe treści o diecie roślinnej, zero waste i szeroko pojętym świadomym życiu. Rozmawiamy z inspirującymi osobami i dzielimy swoimi przemyśleniami. Chcemy przekonać Cię, że da się znaleźć złoty środek między codzienną gonitwą a życiem zgodnym z naturą. Poszukajmy go razem!