fbpx

Wkurzona Polka

Od dziecka jest nam wpajane, że dziewczynom nie wypada okazywać gniewu, że złość piękności szkodzi, że to taka niekobieca emocja. Ale wiecie co? Myślę, że gdzieś mamy urodę, gdy próbuje nam się odebrać możliwość decydowania o własnym ciele, zdrowiu czy życiu. Patriarchat nie daje kobietom prawa do wściekłości, każe być dyplomatkami, łagodzić sytuacje. Ale co pozostaje, gdy zawodzi dyplomacja? Krzyczeć!

Gdy 22 października 2020 r. zapadł wyrok tzw. Trybunału Konstytucyjnego (TK) w sprawie zakazu aborcji, zmuszający kobiety do rodzenia dzieci z ciężkimi i nieodwracalnymi upośledzeniami nierzadko zagrażającymi ich życiu, w większości z nas coś pękło. To był moment, gdy uświadomiłyśmy sobie, że szybkim krokiem zmierzamy w stronę świata rodem z Opowieści podręcznej. Ta decyzja nie była niczym innym jak legalizacją tortur, bo jak inaczej można nazwać to, że każe się kobietom rodzić dzieci bez mózgu i patrzeć, jak umierają na ich oczach? 

Kompromis aborcyjny, który przez blisko 30 lat dawał możliwość przerywania ciąży m.in. w takich jak wyżej przypadkach, trafił właśnie do kosza. Warto tylko nadmienić, że przesłanka embriopatologiczna odpowiadała w Polsce za 98% aborcji. Dużo? Nie dla Trybunału Konstytucyjnego, który usuwając ją z wcześniejszych zapisów, zafundował Polkom prawdziwy horror. Nic więc dziwnego, że w odpowiedzi na wyrok TK dziesiątki tysięcy kobiet wyszły na ulice, by wyrazić swój sprzeciw wobec łamania ich podstawowych wolności obywatelskich, ale przede wszystkim by pokazać, że gniew jest kobietą i nie ma wieku. Protestowały nastolatki, studentki, przyszłe i świeżo upieczone matki, kobiety po czterdziestce i po siedemdziesiątce. Przychodziły całymi pokoleniami, chcąc dać wyraz temu, że ważne jest dla nich to, by ich córki i wnuczki mogły świadomie decydować o swoim przyszłym życiu, a nie żeby robiły to za nie bezduszne przepisy. Frustracja, bezsilność, wściekłość i strach wylały się na ulice polskich miast, blokując główne arterie. Klaksony samochodów stojących w gigantycznych korkach nie były wcale wyrazem zniecierpliwienia, ale wsparcia dla protestujących. Tak samo jak czerwone błyskawice, które pojawiały się w oknach i na balkonach domów. Ci przyzwoici, co gorszyli się od wulgaryzmów, które padały z ust kobiet w stronę rządzących, twierdzili, że nie wypada, że to zbyt daleko posunięty radykalizm, że za ostro. No cóż, kobiety jak do tej pory były grzeczne i co im to dało? Stąd tak mocny język na transparentach, w wypowiedziach i okrzykach – by pokazać, że żarty się skończyły i nie ma przyzwolenia na dyskredytowanie kobiecego gniewu. Trzeba było nie wkur**ać Polek.

Protesty, które przetoczyły się przez Polskę pod koniec października 2020 r. pokazały coś jeszcze. A mianowicie potężną solidarność kobiet. Polki policzyły się i udowodniły, że ich siła tkwi w jedności, że w ważnych kwestiach trzymają się razem, nie patrząc ani na metrykę, ani na status czy wygląd. Są świetnymi żonami i matkami ponieważ tak wybrały, a nie dlatego, że ktoś wybrał za nie. A jeśli nie będą chciały nimi być, to także mają do tego prawo i żaden wujek dobra rada nie będzie mógł narzucać im tych ról tylko ze względu na to, że “tak było od zawsze”. Wszystko ma swój koniec. Uprzywilejowany świat mężczyzn nie będzie trwał wiecznie. Nazywanie walczących o swoje prawa kobiet hołotą, ciotkami rewolucji czy barbarzynkami nic nie zmieni. To już nie działa. Zawstydzanie czy wyśmiewanie daje kobietom tylko paliwo do tego, by jeszcze głośniej krzyczeć – ok, umiemy gotować, więc zgotujemy wam rewolucję! Ten gniew Polek, przez lata tłumiony, teraz się obudził i mam wrażenie, że nikt ani nic go nie zatrzyma. Już widać postępującą laicyzację i upadek autorytetu Kościoła, który do tej pory miał monopol na pouczanie kobiet, gdzie ich miejsce. Tymczasem coraz więcej z nich nie decyduje się na rolę uciemiężonej Matki Polki, a jeśli mają założyć rodzinę, to chcą to robić na własnych warunkach, dzieląc się po równo obowiązkami ze swoimi partnerami.

Kobiecy gniew, który wybuchł 22 października, był kulminacją wcześniej narastającej frustracji związanej już nie tylko z kwestią aborcji, ale nierównego i dyskryminującego traktowania w ogóle. Wściekłość i bunt wobec ciągłych niesprawiedliwości społecznych to potężny katalizator, który napędza do działania. Wyrzucenie gniewu pomaga. Podobnie jak doświadczenie jego wspólnoty. Gniew jest nieprzewidywalny, a więc niebezpieczny dla patriarchatu. Kobiety w furii nie można kontrolować, stąd obawa, że dotychczas ustanowiony porządek może runąć jak domek z kart. A chyba żadna z nas by po nim nie zapłakała.

Tak sobie myślę, że niepotrzebne nam są dni takie jak 8 marca. Nie chcemy być traktowane wyjątkowo tylko jednego dnia w roku. Chcemy być traktowane na równi codziennie. Świętem Kobiet będzie dzień, w którym zaczniemy dostawać takie same wynagrodzenia za tę samą pracę, nasze zdanie będzie równie ważne jak opinia mężczyzn, będziemy miały dostęp do wszystkich stanowisk na takich samych warunkach jak oni, zyskamy prawo do decydowania o własnym życiu, a nasze ciało przestanie być tylko inkubatorem lub obiektem męskich fantazji. Na taki dzień warto czekać, o taki dzień warto się bić. Niech głosem wkurzonej Polki będą słowa Piosenki patriotycznej, która na YouTubie doczekała się ponad miliona wyświetleń:

             Urodzona w kraju, w którym tylko mi wolno
             Malować się, być ładną i spokojną,
             Nie włożycie mnie w ramkę z Bozią,
             Odpowiem Wam krzykiem i wojną.

Nasza misja

V mag to wartościowe treści o diecie roślinnej, zero waste i szeroko pojętym świadomym życiu. Rozmawiamy z inspirującymi osobami i dzielimy swoimi przemyśleniami. Chcemy przekonać Cię, że da się znaleźć złoty środek między codzienną gonitwą a życiem zgodnym z naturą. Poszukajmy go razem!