fbpx

Zdrowo zdystansowani

Jakie emocje wzbudził w tobie kilkumiesięczny domowy areszt? Co czułaś, gdy codzienna przestrzeń bardzo się skurczyła, a życie w niej uległo ekspresowej reorganizacji? 

Mam wrażenie, że powrót do normalnego (a może tylko znajomego?) trybu funkcjonowania przebiega dużo wolniej niż proces zamykania świata. W popłochu schowaliśmy się w czterech ścianach, uciekając przed nieznanym wrogiem, a teraz powoli sprawdzamy, czy jeszcze się gdzieś nie czai. Niby już rzadziej wymieniamy niespokojne spojrzenia znad maseczek, ale jeszcze zdarza się nam odmierzyć wzrokiem dwumetrowy dystans od nieznajomych. Social distancing wyzwolił w nas przeróżne emocje. Jednych uwolnił od przymusu prowadzenia bujnego życia towarzyskiego, które czasem wywołuje więcej presji niż frajdy. A innych tylko utwierdził w przekonaniu, że ani Netflix, ani butelka prosecco z dostawą pod drzwi na dłuższą metę nie wypełnią pustki. Zwierzęta stadne w odosobnieniu dziczeją, a im dłużej ono trwa, tym trudniej na nowo przystosować się do grupy. 

Social distancing opanował cały świat, a we mnie wzbudził pewną refleksję. I myślę sobie, że nawet, gdy tempo życia znów będzie zawrotne, a pandemia przejdzie do historii, pozostaną rzeczy, do których dystans trzeba będzie mieć absolutnie zawsze. Choćby nie wiem co. Żeby w tych niepewnych czasach mocno trzymać się na powierzchni i za nic nie dać się zwariować. Jaki dystans jest więc długoterminowo dużo ważniejszy niż odstęp w kolejce?

 …do siebie

Dorosłość ma wiele plusów. Jednym z nich jest fakt, że prawie nikt nie może nam już niczego zabronić. W idealnym scenariuszu każdy ma wolność wyboru, może być w pełni sobą i nie mieć z tego powodu żadnych przykrości. Ale już w normalnym życiu jest jednak bardziej pod górkę. Dlatego każdy z nas powinien dożywotnio nałożyć sobie bana na roztrząsanie rzeczy, na które albo nie ma się żadnego wpływu, albo to one nie mają wpływu na naszą przyszłość. I właśnie tutaj z pomocą przychodzi dystans do siebie, który niczym zbroja czyni nas mniej podatnymi na ciosy z zewnątrz. I nie mylić tu, proszę, popularnego podejścia: będzie ci dane, gdy masz wy**** ze zdrowym dystansem, bo nie o obojętność to chodzi, a o pewien rodzaj odporności. I wcale nie trzeba mieć skóry jak krokodyl, by nie dać się złamać byle porażce.

Najlepszym sposobem walki z przewrotnym losem jest poczucie humoru, które rozbraja lepiej niż niejeden saper. Gdy na każdą swoją wpadkę spojrzysz z dystansu – jakbyś stała z boku jako obserwatorka – to zobaczysz, że wszystko jest w gruncie rzeczy albo lekcją, albo śmieszną historią. Pokuszę się o stwierdzenie, że umiejętność żartowania z siebie jest warunkiem zachowania równowagi psychicznej. A poza tym to bardzo sexy! Żart na własny temat rzucony na początku rozmowy potrafi w sekundę przełamać lody i działa uwalniająco. To jak zrzucenie z siebie presji i sztywnych schematów myślowych, w które najpierw wrzuca nas wychowanie, potem otoczenie, a na końcu my sami. Przesadne emocjonowanie się swoimi porażkami sprawia tylko tyle, że będą zapamiętane na dłużej. Dlatego przy kolejnym potknięciu, wstań, otrzep kolana i rzuć pod nosem: siła grawitacji nie ujmuje mi gracji. I już!

…do pułapek umysłu, presji grupy i wygórowanych standardów 

W czasach, gdy stoimy w rozkroku między online i offline, łatwo ulec iluzji, że życie innych osób jest zawsze pełne kolorów, superfoodsów i dalekich podróży. Systematyczny cyfrowy detoks może być tutaj dobrą strategią, ale na dłuższą metę musimy się nauczyć dystansować od wyidealizowanych obrazków i success stories z sieci, bo z rzeczywistością mają tyle wspólnego, co zdjęcie z Tindera ze zdjęciem w CV. Problem polega na tym, że w świecie social mediów zawsze będziemy czuć się na przegranej pozycji. Za dużo w nim przypadkowych osób, do których, siłą rzeczy, wszyscy się porównujemy. A przecież są to albo obcy nam ludzie, z całkiem innych światów, na innym etapie życia, z nieznaną nam historią w tle; albo znajomi, których widujemy w wersji bez filtra i dobrze wiemy, że na śniadanie jedzą raczej tosty niż jajka po benedyktyńsku.

Twoje wartości, ideały i zasady nie powinny się zachwiać pod naporem miliona ślicznych obrazków, bo są one niczym innym jak kumulacją najlepszych dni, najkorzystniejszych ujęć (zawsze lewy profil, a jedna noga z przodu), doprawionych efektem upiększającym. Możesz być świadoma panującej obsesji piękna i sukcesu, a i tak zdarzy się, że twoja codzienność wyda ci się dziwnie nudna, płaska i bezbarwna. I właśnie w takich chwilach słabości, warto – a nawet trzeba – wziąć pod lupę fakty. Ilu wygładzonych ludzi z insta mijasz codziennie na ulicy? Ile zdjęć zwykle robisz, by znaleźć ten jeden zadowalający kadr? Co naprawdę wiesz o życiu ludzi, którym regularnie wysyłasz serduszka? Zawsze będziesz ty sama kontra starannie wyselekcjonowane treści całej reszty świata. Choćbyś regularnie ćwiczyła crossfit – nie dasz rady tego udźwignąć.

Naiwnie zachwycamy się tym cukierkowym światem online, a dobrze wiemy, że rzeczywistość częściej przypomina zdjęcie zrobione ukradkiem, na którym jesteśmy w połowie rozmazani, w dziwacznej pozie i z miną tak głupią, że pozostaje nam już tylko parsknąć śmiechem. Życzę nam wszystkim więcej zdrowego dystansu, bo wtedy każdy może złapać oddech, zamiast wiecznie czuć go na plecach. 

Nasza misja

V mag to wartościowe treści o diecie roślinnej, zero waste i szeroko pojętym świadomym życiu. Rozmawiamy z inspirującymi osobami i dzielimy swoimi przemyśleniami. Chcemy przekonać Cię, że da się znaleźć złoty środek między codzienną gonitwą a życiem zgodnym z naturą. Poszukajmy go razem!