fbpx

Zero waste – jak zarażać i nie zrażać?

Zaangażowani w słuszną sprawę, kierowani lękiem o naszą przyszłość, coraz bardziej świadomi stanu klimatu, chcemy, aby wszyscy dookoła nas jak najszybciej zrozumieli potrzebę zmian. To świetnie, że chcemy innym powiedzieć, że można (a nawet trzeba) zacząć żyć trochę inaczej. Dlaczego zatem niektórzy tak niechętnie nas słuchają? Ba, mają nawet dość naszych „ekogadek”! Być może robimy coś nie tak? A może jednak wina stoi po drugiej stronie?  

Aby zrozumieć opór tych, których próbujemy przekonać do życia bliskiemu zero waste, warto zdawać sobie sprawę z tego, że są wśród nas ludzie, którzy mimo większej lub mniejszej świadomości i rozeznania w temacie nie zmienią nic lub niezbyt wiele, dopóki zmiany klimatyczne nie zaczną ich bezpośrednio i w sposób dość dotkliwy dotyczyć. Zmieniający się klimat jest procesem, nie mamy tu do czynienia z ekstremalnym, nagłym wydarzeniem, które mogłoby wywołać poruszenie. To, czego nie widać, nie wywołuje strachu – po co zatem w ogóle coś zmieniać? Póki wszystko funkcjonuje jak zawsze, ludzie chcą żyć, jaki robili to dotychczas.  

Inną kwestią jest natura ludzka, która również stoi w sprzeczności z naszym interesem. Zmiany wymagają od ludzi wysiłku, a za tym nikt zbytnio nie przepada (zwłaszcza jeśli chodzi o rezygnację z przyzwyczajeń i wygód). Poza tym, każda zmiana zachodzi najsprawniej, kiedy decyzja o niej kierowana jest wewnętrzną motywacją i przekonaniami. Często dużą trudnością jest przyjęcie krytyki, większość ludzi nie lubi też być oceniana lub porównywana. A wywoływanie poczucia winy i obarczanie odpowiedzialnością, powoduje w ludziach dyskomfort, którego absolutnie nie chcą odczuwać. W końcu zmiany nie kojarzą się z czymś bezpiecznym, w przeciwieństwie do utartych ścieżkach, które dają poczucie stabilności i łatwości. Zmiany, odrzucanie powszechnych zachowań buduje poczucie zagrożenia w kontekście społecznym, wbrew pozorom większość ludzi nie lubi zbyt odstawać i chce być taka jak inni. Jak się okazuje, aby zejść z utartej drogi, zacząć robić coś inaczej i wyłamać z dotychczasowego modelu życia, trzeba pokonać kilka mechanizmów obronnych.

Należałoby przyjrzeć się teraz temu, w jaki sposób staramy się wpłynąć na nasze otoczenie. Co może powodować niechęć osób, które chcemy uwrażliwić na problem, a co jest potencjalną zachętą? Prawdopodobnie nieustanne zwracanie uwagi, krytykowanie i wytykanie błędów nikogo nie zachęci do zaprzestania używania jednorazówek czy kupowania kawy na wynos w kubku nie nadającym się nawet do recyklingu. To trudna do zaakceptowania sytuacja, kiedy wiemy, że czas bije na alarm, że wszyscy masowo powinni zmienić swój styl życia, a jednak nie wszyscy chcą, nie czują potrzeby, chcą udawać, że nic się nie dzieje lub naprawdę tak sądzą albo potrzebują więcej czasu na każdy mały krok. Jednak im więcej uwag, upominania, ironii, sarkazmu i jadowitego tonu, tym mniej jesteśmy w stanie wskórać. Niestety, nie wszystkich nakłonimy do mydła w kostce, zakupów do własnych woreczków lub rezygnacji z latania na wakacje pod palmę. I chyba na samym starcie warto jest się z tym pogodzić, żeby swoim zachowaniem nie spłoszyć osób potencjalnie gotowych na życie w stylu less waste. Warto też zastanowić się nad samym sobą, sprawdzić z czym mamy kłopot, ile jest rzeczy, z których nie potrafimy zrezygnować dla dobra planety, a byłoby to wskazane. Pomoże nam to zrozumieć, że, mimo zaangażowania, sami nie jesteśmy idealni, a ludzie, których atakujemy są w zupełnie innym miejscu i przed nimi jeszcze długa droga. Istotne jest to, żeby weszli w ogóle na tę drogę i szli nią w swoim tempie.  

Nie chodzi też o to, aby skupiać się tylko na sobie, a wszystkim dookoła dać spokój i rozmawiać tylko z tymi, którzy podążają tą samą ścieżką. To nasz obowiązek, aby zarażać innych troską o nasz świat, trzeba to jednak robić na tyle uważnie i delikatnie, aby notorycznie nie zrażać do podjęcia wyzwania. Jak zatem to uczynić? Zarazić, a nie zrazić?  

Najprostsza metoda to dawanie przykładu – czyli róbmy swoje. Bardzo często to, jak postępujemy, jak wybrzmiewa nasza opinia podczas rozmów na różne tematy, jakie prezentujemy praktyki, a nawet to jakimi przedmiotami się otaczamy (jeśli nie przede wszystkim) przykuwa uwagę innych. Reakcje są różne, od entuzjastycznych po prześmiewcze, ale zawsze osiągamy cel, druga strona dowiaduje się czegoś nowego, ma okazję nad czymś się zastanowić, być może nad czymś o czym nie miała pojęcia. Jeśli zabierzesz do pracy kanapkę w woskowijce, jest szansa, że wzbudzisz tym czyjeś zainteresowanie. Jeśli kolejny urlop spędzasz w Polsce, to na pytanie „dlaczego nie Grecja” możesz odpowiedzieć w wyczerpujący sposób i wytłumaczyć, skąd bierze się twój wybór. Ważne, aby to była rozmowa o tobie, o twojej decyzji, bez porównywania, krytykowania. Skup się na tym, aby wyjaśnić, jak dzięki takim wyborom zmniejsza się twój negatywny wpływ na świat.

I tym samym dochodzimy do drugiego rozwiązania, czyli rozmowy, dyskusji, opowiadania o tym co, jak i dlaczego robimy. To bardzo ważne, aby w naszych rozmowach udawało nam się unikać ataku, skupiania na tym co nasz rozmówca robi źle. Zamiast wyliczyć fatalny wpływ jedzenia mięsa na środowisko i dobrostan zwierząt, lepiej opowiedzieć o tym, ile zachodzi korzyści, kiedy mięsa się nie je. Co to właściwie za różnica? W pierwszej wersji, skupiamy się na tym, co robi druga strona wywołując w niej poczucie winy. W drugiej, mówimy o pozytywnych skutkach ograniczania czy rezygnacji z mięsa, dając pozytywny przykład samym sobą. Kiedy nasz rozmówca nie jest przekonany (bo właściwie, dlaczego miałby być? kilka faktów nie spowoduje nagłej rezygnacji z czegoś, co robił od lat), można zaproponować mu jakiś dobry wegański obiad, bo jedną z najfajniejszych taktyk jest praktyka. Jeśli przyniesiesz swojej koleżance, koledze czy cioci woreczek na zakupy, wielorazowy wacik czy stalową słomkę, będą mieli okazję od razu z tego skorzystać, wypróbować i przekonać się, czy jest to faktycznie tak praktyczne jak mówimy. Możemy pójść trochę dalej i pomóc w pierwszych krokach, np. wybrać się na zakupy i pokazać, jak je zrobić przy pomocy woreczków z tkaniny i wielorazowych pojemników, pomóc w organizacji kompostownika czy pokazać jak zrobić domowe środki czystości. Jeśli mamy z kimś na tyle dobre relacje, możemy pokazać, jak funkcjonuje zero waste u nas w domu. Tak ciekawscy zazwyczaj są ci już żywo zainteresowani wprowadzeniem zmian w swoim życiu, którzy np. chcieliby na własne oczy zobaczyć, jak działa domowy kompostownik, albo jak wygląda mieszkanie wyposażone w meble z odzysku.

Jeśli zależy nam na wiedzy innych, pamiętajmy, aby dzielić się informacjami o wydarzeniach zero waste, warsztatach, targach, panelach dyskusyjnych. Możemy też podsyłać artykuły, blogi o tematyce ekologicznej, czy po prostu zostawiać gdzieś egzemplarze gazet z artykułami traktującymi o zmianach klimatycznych.  

W pracy, w domu, w szkole czy wśród znajomych być może zostanie nam przyklejona łatka ekolożki czy ekologa. Zadbajmy też o to, by nie być monotematycznym. Postarajmy się dla własnego zdrowia psychicznego pogodzić z tym, że nie uda nam się przekonać wszystkich i że ludzie nadal nie widzą lub nie chcą widzieć zagrożenia i chcą żyć w swoim niezmiennym komforcie. Wiem, że to kuszące, aby zawsze i wszędzie reagować na złe praktyki, komentować i doradzać. Wiem też, że to czasami bardzo deprymujące, kiedy my się staramy, a inni nie. Przecież tu chodzi o naszą wspólną przyszłość!

Nikogo nie zmienimy na siłę, dlatego działajmy tak, aby zarażać naszym sposobem życia i naszą troską o świat, bo nigdy nie wiadomo kto i kiedy dojrzeje do decyzji o zmianie. 

Nasza misja

V mag to wartościowe treści o diecie roślinnej, zero waste i szeroko pojętym świadomym życiu. Rozmawiamy z inspirującymi osobami i dzielimy swoimi przemyśleniami. Chcemy przekonać Cię, że da się znaleźć złoty środek między codzienną gonitwą a życiem zgodnym z naturą. Poszukajmy go razem!