fbpx

Żona pod przykrywką

Przyjęcie nazwiska męża po ślubie jest wciąż najbardziej popularnym wyborem wśród polskich par. Ciekawi mnie jednak, czy jest to naturalna decyzja podjęta po długich przemyśleniach, czy raczej impuls podyktowany tradycją, niezmienną od wielu pokoleń. Zapytałam o to swoich przyjaciół i znajomych, którzy są już po ślubie lub wcale o nim nie myślą. 

Jak często myślisz o swoim nazwisku? Własne imię słyszy się o wiele częściej w mniej lub bardziej lubianych formach. Imiona ewoluują razem z nami. W dzieciństwie słyszymy urocze zdrobnienia, których kilka lat później już się wstydzimy. W szkole zyskujemy przezwisko, które często zostaje z nami na długie lata lub staje się rozpoznawalną marką osobistą. Bez personaliów jesteśmy anonimowi, jakby ktoś pozbawił nas etykietki noszonej od urodzenia. Mam wrażenie, że do imienia nie przywiązujemy się tak mocno jak do nazwiska, które jest nierozerwalnie związane z naszą tożsamością i nosi w sobie kawał życia nie tylko dwie, trzy dekady do chwili ślubu, ale też historię naszej rodziny kilka pokoleń wstecz. A mimo to, kobiety często rezygnują ze swojego nazwiska, zastępując je nazwiskiem partnera, ale też całej jego rodziny. Decyzja ta równie dobrze może świadczyć o pewnego rodzaju lojalności, przywiązaniu i chęci umocnienia więzi, a z drugiej strony w czasach, gdy sporo tradycji ślubnych odchodzi do lamusa, a kobiety coraz wyżej cenią niezależność jest dość intrygująca. 

Może się wydawać, że niektórym ta decyzja przychodzi trochę łatwiej. Gdy nazwisko jest nielubiane ze względu na swoją dwuznaczność, niemiłe skojarzenie, trudność wymowy lub dziwne brzmienie jego podmiana może być pewną ulgą i końcem kłopotliwego literowania przez telefon. A jeśli jest oryginalne i ładne, a jednocześnie wiąże się z miłymi wspomnieniami pożegnanie z nim może przysporzyć więcej stresu i rodzić obawę przed utratą nieuchwytnego kawałka nas samych. Jest to jednak spore uproszczenie, bo przecież przywiązać można się nawet do nazwiska, które poza nami nosi kilkadziesiąt tysięcy rodaków. 

Marek, stan cywilny: do wzięcia: Nie czuję ciśnienia, żeby moje nazwisko rodowe przetrwało, bo Nowaków jest bez liku. Zabawne, bo mój tata miał na studiach kolegę o tym samym imieniu i oboje mieli ojca Jana, więc rozróżniano ich dopiero po imieniu dziadka. Sam wiem jakie to kłopotliwe, gdy wszystkie adresy mailowe i loginy są zajęte. W każdym razie nie miałbym problemu, gdyby moja żona chciała zostać przy swoim nazwisku, szczególnie gdy miałoby już swoją renomę w sferze zawodowej. A gdyby nazwisko mojej partnerki było wyjątkowo ciekawe, np. Wałęsa, sam bym je chętnie przyjął.

Magda, stan wolny: To wcale nie jest łatwa decyzja, bo zmieniasz nazwisko, do którego zdążyłaś się przyzwyczaić przez tyle lat, ale jeśli kogoś kochasz, to chcesz mieć też z tą osobą coś wspólnego. Jeśli myślicie o dzieciach, to nie chcesz, żeby inne dzieci pytały się dlaczego twoja mama nazywa się inaczej niż ty. Ja mam nazwisko najprostsze z możliwych, nikt się nie pomyli. Czasem aż za proste, kiedy ktoś dostaje receptę na twój pesel albo jak odbierasz paczkę zamówioną w internecie, a dostajesz cudzą. Powodem pozostania przy swoim nazwisku jest też czyste lenistwo wymiana wszystkich dokumentów jest frustrująca. A co jeśli kiedyś się pomylę i z rozpędu kupię bilet lotniczy na panieńskie nazwisko, a w paszporcie już będzie nowe?

Danuta, 35 lat po ślubie: Kiedyś zamążpójście było niemal równoznaczne z przyjęciem nazwiska męża, choć i wtedy zdarzało się, że znana dziennikarka czy lekarka z dużym dorobkiem zawodowym wybierała podwójne nazwisko. Myślę, że kobiety nie powinny rezygnować ze swojej przynależności do rodziny. Od zawsze podobały mi się łączone nazwiska: jesteś ty i jestem ja. Długość czy trudność nazwiska nie grają tu roli w końcu jest ono nasze, wyjątkowe. Jeśli kobiecie zależy z różnych pobudek na zmianie nazwiska, to w porządku, ale warto poddać tę decyzję refleksji, bo po latach możemy jej gorzko żałować. 

Sandra, 3 miesiące po ślubie: Nigdy nie byłam szczególnie przywiązana do swojego nazwiska, bo raz, że jest obco brzmiące i dwa dość problematyczne dla innych. Przyjęłam nazwisko męża, bo wiem, że sprawiłam mu tym sporo radości i teraz czuję, że jesteśmy jednością w każdym calu. Wspólne nazwisko jest dla mnie takim dopełnieniem małżeństwa.

Marcin, rok po ślubie: Dałem żonie pełny wybór, ale przyznaję, że było mi miło, gdy zmieniła nazwisko na moje. Mój brat przyjął nazwisko swojej żony, choć rodzinę trochę to zabolało. Zauważyłem, że wielu osobom zależy, żeby nowe nazwisko było po prostu ładniejsze od obecnego. Czasem zmiana ta może być ostatecznym krokiem do zerwania więzi z rodziną, w której panują niezdrowe relacje. To taki sposób na odcięcie się od przeszłości. Nigdy nie przywiązywałem do tego wagi, ale jeśli ukróci się tę tradycję, to parom będzie łatwiej podejmować takie decyzje.

Urszula, stan wolny: Zmianę nazwiska widzę jako utratę tożsamości lubię swoje inicjały, ludzie znają mnie pod obecnym nazwiskiem. Byłaby to trudna decyzja, zawłaszczenie mojej osoby, utrata siebie. Według mnie to nienaturalne i mało feministyczne. Z drugiej strony, jeśli chciałabym się ukryć, to wybrałabym nazwisko męża na znak rozpoczęcia życia z czystą kartą, nowej przygody. Ale ja raczej nie chcę się chować. 

Karolina, 7 lat po ślubie: Zmieniłam nazwisko i była to naturalna decyzja, co obecnie budzi we mnie złość na samą siebie, ale tak było nie będę oszukiwać. Znam opinie, że pozostanie przy swoim nazwisku utrudniło życie (uzyskanie informacji o mężu w szpitalu, itp.), ale wydaje mi się, że to trochę mit lub urban legend. Pewnie się zdarza, ale jak często? Tak samo jak teoria, że podwójne nazwisko nie mieści się w rubryczkach. Moje obecne dane też się czasem nie mieszczą i nie jest to życiową przeszkodą. Dla mnie to była taka trochę tradycja, tak jak ślub kościelny. Ucieszę się, jeśli trend odmieni się na tyle, że moje dziewczynki zostaną przy swoim nazwisku, jeśli kiedyś wyjdą za mąż.

Olga, rok po ślubie: Utarło się, że nazwisko dziedziczy się w linii męskiej, choć myślę, że to już trochę relikt przeszłości, kojarzący się z patriarchatem. Małżeństwa już od dawna nie są kojarzone, a kobiety zarabiają na siebie tak samo jak mężczyźni. Przyjęło się jednak, że to facet jest opiekunem i zdobywcą, ale myślę, że mężczyźni nie powinni wstydzić się przejmowania nazwiska żony. U nas udało się dojść do kompromisu, więc mam podwójne nazwisko.

Jarek, mąż od 4 lat: Nigdy nie rozumiałem podwójnych nazwisk, bo jeśli kobieta chce zostać przy swoim panieńskim, to niech tak zrobi, bez kombinacji. To tylko utrudnia życie w codziennych sprawach: Brodzisława Luśtan-Przepióra. Druga sprawa, mam niefajne skojarzenia związane z dwuczłonowym nazwiskiem nosiły je wszystkie znienawidzone przeze mnie nauczycielki. Oczywiście to tylko przykład z mojego życia, a nie żadna reguła. 

Izabela, druga rocznica ślubu: Jedno wspólne nazwisko to dla mnie taki drugi symbol, poza obrączkami. No i kwestia dzieci. Chciałabym, żeby w przyszłości nosiły też moje nazwisko. Choć decyzja ta nie była trudna, to na początku dziwnie się czułam z nowym nazwiskiem po tylu latach. Jak zmieniałam zapis w księdze wieczystej, to pani w urzędzie powiedziała, że coraz częściej kobiety zostają przy panieńskim właśnie z wygody nie trzeba wymieniać masy dokumentów. Do dziś jak odbieram gdzieś paczkę, to nie wiem, które dane powinnam podać. Mąż zaakceptowałby, gdybym zechciała zostać przy swoim, bo to w końcu duża zmiana dla mnie. Ale cieszy się, że można teraz o nas mówić “Państwo…”.

Okazuje się, że nazwisko jest tak mocno związane z obyczajowością, że chociaż w innych kwestiach związanych z polskimi tradycjami jesteśmy dość postępowi, to w przypadku ślubnych formalności, trudno nam się jednoznacznie określić. Chcąc iść z duchem czasu lub spojrzeć na temat z innej strony, można podpatrzeć rozwiązania z innych części Europy. We Włoszech kobiety nie przejmują mężowskich nazwisk nie pozwalają na to przepisy, a sami Włosi uznają ten zwyczaj za staroświecki i seksistowski. Pomimo postrzegania Włoszek jako bardzo rodzinnych, nie ma wśród nich podwójnych nazwisk. Na Islandii nazwisko nie jest wyznacznikiem statusu cywilnego, a jego zmiana zdarza się bardzo rzadko. To miejsce, gdzie nadal funkcjonują tzw. nazwiska patronimiczne, czyli tworzone od imienia ojca (z końcówkami -son lub -dóttir-, w zależności od płci). Islandka po ślubie nie zmienia nazwiska, bo w tamtejszej kulturze to imiona mają większe znaczenie również w oficjalnych sytuacjach; nawet książka telefoniczna jest ułożona według imion. 

Podkreślenie stworzenia nowej rodziny? Romantyczny gest? Zaznaczenie partnerstwa? Przeżytek w egalitarnych społeczeństwach? Założę się, że mimo wielu podobnych argumentów ile małżeństw, tyle różnych pobudek do formalnej zmiany nazwiska. Istotne jest chyba więc to, żeby decyzja ta zapadła po wspólnej debacie, a nie była narzucona z góry, przez rodzinę czy kulturę. W końcu jej skutki ciągną się za panią młodą dłużej niż piękny welon.

Nasza misja

V mag to wartościowe treści o diecie roślinnej, zero waste i szeroko pojętym świadomym życiu. Rozmawiamy z inspirującymi osobami i dzielimy swoimi przemyśleniami. Chcemy przekonać Cię, że da się znaleźć złoty środek między codzienną gonitwą a życiem zgodnym z naturą. Poszukajmy go razem!